powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Warszawa. Relacja z Forum Polskiego Teatru. cz. I

Dzisiaj o godz. 14, w Bibliotece Narodowej w Warszawie rozpoczęły się dwudniowe obrady Forum Polskiego Teatru. W pierwszej części omawiano"Ustrój i system finansowania teatrów". Głos zabrali Krzysztof Torończyk, Sławomira Łozińska, Hanna Trzeciak i Maciej Nowak

Dla e-teatru Forum relacjonują Kamila Lewandowska i Katarzyna Urbaniak:

Krzysztof Torończyk - ekonomista z wykształcenia, dyrektor naczelny Teatru Narodowego w Warszawie oraz Teatru im. J. Osterwy w Lublinie. Ustabilizował lubelską scenę dramatyczną pod względem artystyczny, a przede wszystkim - przywrócił świetność budynkowi teatru, jednemu z najstarszych obiektów teatralnych (zbudowany w latach 1884-1886).

Krzysztof Torończyk oparł swoje wystąpienie na dwóch filarach: Raporcie o finansowaniu kultury i zarządzaniu instytucjami kultury przygotowanemu na Kongres Kultury Polskiej 2009 przez zespół prof. Hausenra oraz rozwiązaniach systemowych w zakresie finansowania teatrów obowiązujących w Europie Zachodniej i Południowej.

Kongres był, według dyrektora Teatru Narodowego, wydarzeniem mającym służyć nawiązaniu relacji między tym co artystyczne i twórcze, a tym co ekonomiczne. Podstawą do wypracowania nowych rozwiązań dla polskiego życia teatralnego była diagnoza funkcjonowania teatrów w Polsce dokonana przez zespół prof. Hausnera. W diagnozie tej krytycznie odniesiono się do organizacji instytucji teatralnych, na największy brak wskazując złe zarządzanie. Zarzucono instytucjom małą efektywność finansową, dążenie do etatyzacji, brak kompetentnych specjalistów od marketingu. Za błąd uznano, że 70% budżetu pochodzi od organizatora, czyli Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a tylko 10% od biznesu. Autorzy Raportu domagali się także wypracowania jasnych kryteriów oceny zarządzających teatrami w Polsce.

Zarzuty te dyrektor Torończyk odnosi do sytuacji teatrów za granicą, gdzie życie teatralne ma formę ugruntowaną i stabilną. Przede wszystkim jednak zastrzega, że model polityki teatralnej ściśle wiąże się tam z całym kontekstem ekonomiczno-gospodarczym krajów oraz wynika z silnie przenikającej ją tradycji. Jeśli autorzy Raportu postulują za prywatnym finansowaniem kultury, należy zastrzec, że taki system wcale nie jest dominujący w Europie. Rząd francuski, mocno scentralizowany, przekazuje na kulturę ogromne dotacje, a środki z biznesu osiągają ilości śladowe. Niemcy, Holandia Belgia to kraje zdecentralizowane, a jednak gros środków na kulturę jest pochodzenia publicznego. Na Wyspach Brytyjskich system finansowania przez Arts Council ma z kolei zupełnie inną postać niż na reszcie kontynentu. Torończyk wskazuje, że udział sponsoringu w finansowaniu kultury w skali Europy nie przekracza średnio 5%. Na podstawie rozmów z dyrektorami teatrów zagranicznych Torończyk zauważa także, że za granicą przyznanie dotacji teatrom nie następuje przy pomocy żadnego systemu wskaźników efektywności. O kwotach przyznawanych instytucjom kultury decydują priorytety i hierarchie artystyczne, a nie matematyka. (Kamila Lewandowska)

***

Sławomira Łozińska przypomniała rok '89 i czas transformacji ustrojowej, witanej z entuzjazmem również przez aktorów, która jednak dokonała pewnych spustoszeń w życiu teatralnym w Polsce. Na początku lat 90. nastąpiło drastyczne zmniejszenie zespołów artystycznych, administracyjnych i technicznych. W Warszawie pracę straciło ponad 50% aktorów, i to aktorów posiadających pewien dorobek artystyczny. Większość z nich nie wróciła później do zawodu. W tym okresie nastąpił również znaczący odpływ publiczności teatralnej. Efektem transformacji ustrojowej była jednak również uchwaleniem ustawy o Prowadzeniu Działalności Instytucji Kultury, która przekazywała prowadzenie teatrów władzom samorządowym.

W drugiej połowie lat 90. Łozińska, jako dyrektor ZASPu, prowadziła rozmowy z samorządowcami, ucząc ich, czym jest teatr i na czym polega jego misja. Z bliska obserwowała odradzenie się polskiego życia teatralnego. Okazało się, ze ciekawe projekty powstają w mniejszych ośrodkach: na Dolnym Śląsku, w Białymstoku, w Lublinie etc. Teatry zaczęły tam współpracować z samorządami, które zaczęły rozumieć, jak współpracować z teatrami.

W latach 90. teatry skupiły się na przetrwaniu i ratowaniu idei teatru artystycznego, teraz zaś okazuje się, ze wszystko jest źle. Łozińska zadała więc trzy pytania: Czy teatry źle wydają pieniądze? Czy nie powinny ich więc dostawać? I czy teatrów jest za dużo? A jeżeli rzeczywiście tak jest, to zdaniem dyrektor Teatru Ateneum, organizator powinien zamknąć te teatry, ale i wziąć za takie działanie odpowiedzialność.

Zdaniem Łozińskiej, w partnerskiej dyskusji dyrektorów teatrów z organizatorami chodzi przede wszystkim o to, żeby organizator wykazał się umiejętnością rozpoznawania nowych, interesujących zjawisk, dyrektor natomiast powinien tworzyć wizję artystycznego rozwoju teatru. Również Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego powinno tworzyć spójną wizję polityki kulturalnej i łączyć środowisko tak, żeby dwa równoległe fora teatralne nie miały więcej miejsca. (Katarzyna Urbaniak)

***

Dr Hanna Trzeciak - absolwentka Wydziału Zarządzania Akademii Ekonomicznej w Pozaniu. Teoretyk i praktyk w zakresie finansów publicznych, w tym w szczególności w zakresie finansowania teatrów. W 2007 r. uzyskała tytuł doktora nauk ekonomicznych na podstawie rozprawy doktorskiej pt: "Mechanizm finansowania a poziom działalności artystycznej teatrów". Autorka publikacji w zakresie ekonomiki kultury. W latach 2006-2007 Główny Księgowy w Teatrze Dramatycznym w Warszawie, w 2008 r. Zastępca Dyrektora ds. ekonomicznych, a od 2009 r. Główny Księgowy w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej.

Hanna Trzeciak krytycznie odniosła się do trzech pomysłów zaproponowanych przez zespół prof. Hausnera na Kongresie Kultury Polskiej w Krakowie.

Po pierwsze, niewłaściwym rozwiązaniem dla polskiego teatru byłoby przejście z finansowania publicznego na działalność komercyjną. Hanna Trzeciak, posługując się terminologią ekonomiczną, nazwała usługi teatru "dobrami merytorycznymi", tzn. dostarczanymi za pośrednictwem państwa (choć nie wyklucza się ich wytwarzania ich przez sektor rynkowy). Z usług tych wynikają korzyści dla całego społeczeństwa, takie jak stymulacja kreatywności, tożsamości narodowej, edukacji społeczeństwa itp.. Dobra merytoryczne powinny być dotowane przez państwo, ponieważ z ich "konsumpcji" wynika dobro społeczne. Przyswajanie sztuki teatralnej wymaga jednak kompetencji artystycznych i edukacji.

Hanna Trzeciak tłumaczyła konieczność finansowania kultury przez państwo zjawiskiem ekonomicznym zwanym "choroba kosztowa Baumola", polegającą na tym, że koszty w instytucjach scenicznych rosną szybciej niż przychody. Działalność teatralna jest oparta na działaniu pracy ludzkiej, której nie można zastąpić żadną inną. Koszty wynagrodzeń muszą rosnąć, jednak dzieje się tak przy jednoczesnym braku możliwości wzrostu cen (bariery wyznaczone przez dochody społeczne) oraz efektywności (nie można przyspieszyć pracy aktora). Dlatego nie można mówić o samofinansowaniu instytucji kultury.

Po drugie, błędnym krokiem byłoby zastąpienie finansowania podmiotowego - przedmiotowym. Finansowanie przedmiotowe polega na fundowaniu konkretnych projektów artystycznych. Według Hanny Trzeciak jest ono niemożliwe do przyjęcia w teatrze repertuarowym. Przede wszystkim dlatego, że w teatrze repertuarowym koszty stałe stanowią ok. 70-80%, natomiast dotacje przedmiotowe uniemożliwiają finansowanie tego typu kosztów. Ponadto przy takim systemie finansowania niemożliwe będzie skuteczne planowanie repertuaru, bo dziś wybitnych twórców zaprasza się z 2-3 letnim wyprzedzeniem.

Wreszcie, Hanna Trzeciak wątpi w pomysł oceny władz teatrów przy pomocy tzw. "efektywnych mierników". Przede wszystkim "efektywność" nie jest tu adekwatnym określeniem. Jest ona definiowana jako relacja efektów do nakładów. Co jest jednak efektem działalności teatralnej? W przypadku działalności teatru nie może być to przecież efekt wyłącznie ilościowy, policzalny. Powstaje problem, w jakich jednostkach wyrazić talent twórcy. Ponadto efekty w sztuce teatralnej następują w trybie długoterminowym, a oceny dokonują nierzadko dopiero kolejne pokolenia. W teatrze niemożliwe jest wprowadzenie standaryzacji kosztów. Jeśli ten sam tytuł można wytworzyć za kilka tysięcy lub kilka milionów, to ekonomia wskaże na rozwiązanie najtańsze. Czy jednak przy takim bilansie czegoś nie tracimy? (Kamila Lewandowska)

***

Maciej Nowak.

Dyrektor Instytutu Teatralnego zwrócił uwagę na próby zawłaszczenia dyskusji o życiu teatralnym przez dyskurs ekonomiczny. Nowak nie chce się zgodzić na taką dyskusję. Pytanie, kto za co odpowiada w teatrze jest jego zdaniem niesprawiedliwe, a cała dyskusja sfalsyfikowana. W polskim teatrze nie ma tragedii. Jest wręcz odwrotnie, polski teatr jest w doskonalej formie (czego świadectwem miałyby być nawet dwa odbywające się dzisiaj fora). Ostatni raz tak dobrze było w latach 70. W Warszawie statystyki frekwencji widowni również są bardzo optymistyczne.

Wprowadzanie dyskursu ekonomicznego jest powrotem do lat 90 - zdaniem Macieja Nowaka znowu dyrektorzy teatrów muszą tłumaczyć, czemu w ogóle wydają jakiekolwiek pieniądze. W Instytucie Teatralnym powołany został zespół, mający przygotować propozycje założeń polityki kulturalnej państwa, niewychodzącej od dyskusji ekonomicznej. W myśl założeń tego zespołu ekonomia powinna pojawić się na końcu, po ustaleniu czego oczekujemy od działalności artystycznej.

Zespół, w skład którego wchodzili Hanna Trzeciak, Paweł Płoski, Dorota Mieszek, Michał Wojtuś i Eliza Durka, opracował raport Trzy kroki ku zmianom w polskiej kulturze. Raport ten sformułował trzy główne postulaty. Po pierwsze, należy namówić władze publiczne na poziomie rządu i samorządu, żeby uznały twórczość artystyczną za podstawę polityki kulturalnej państwa. Silnikiem kultury jest bowiem zdaniem autorów raportu twórczość, a nie jej upowszechnianie, czy edukacja - trzeba wiec dbać przede wszystkim o warunki pracy artystów.

Drugim istotnym wnioskiem raportu był protest przeciwko argumentowi, że instytucje kultury zabijają kulturę. Instytucje artystyczne stanowią warsztat pracy dla artysty, i jako takie należy je chronić. Ale instytucje te muszą być uelastycznione. Należy pójść krok dalej niż Ustawia o Prowadzeniu Działalności Kulturalnej. Prawa do powołania instytucji kultury nie powinien posiadać wyłącznie samorząd czy ministerstwo, ale powinno ono przysługiwać wszelkim innym podmiotom, łącznie z osobami fizycznymi. Istotnym postulatem jest tu także konieczność wprowadzenia kadencyjności dyrektorów tych instytucji, oraz oceny działalności instytucji według wskaźników ekonomicznych, ale przez również zbudowanie kwestionariusza pomagającego wydać ocenę merytoryczną. Maciej Nowak zaznaczył, że nie chodzi algorytm, ale raczej o zestaw pytań, które grono oceniające powinno zadać ocenianej instytucji.

Trzeci wniosek autorów raportu związany jest z zarzutem, że w teatrach 80% stanowią koszty stałe, a tylko 20% to wydatki na działalność artystyczną. Przyjmując założenie, że koszty stałe są nieredukowalne, a za mało przeznacza się na działalność programową, trzeba znaleźć sposób na to, żeby zwiększyć te nakłady. Autorzy raportu proponują więc, aby obecni organizatorzy nadal odpowiedzialni byli za konieczność pokrycia kosztów stałych, reszty należy natomiast szukać w mechanizmach pozabudżetowych. Raport zaproponował rozróżnienie na regulator (którego rolę pełni organizator), oraz realizatora (teatr). Między nimi miałby pośredniczyć operator, czyli ciało eksperckie, decydujące o przyznaniu środków na podstawie oceny merytorycznej. Według M. Strzębosza miałyby to być instytuty, zajmujące się poszczególnymi dziedzinami sztuki.

Dyrektor Instytutu Teatralnego zwrócił uwagę, że stworzenie instytucji operatora narusza zasadę decentralizacji, będącą fundamentalną zasadą współczesnej demokracji. Wyraził jednak przypuszczenie, że w sferze kultury decentralizacja się nie sprawdza, bo język kultury jest językiem uniwersalnym. (Katarzyna Urbaniak)