Wrocławski Teatr Współczesny otworzył sezon spektaklem "Akropolis. Rekonstrukcja". Grecki reżyser Michael Marmarinos pokazał dobry aktorsko, ciekawy wizualnie, ale nieuporządkowany i tylko momentami magnetyzujący esej o pamięci.
"Akropolis. Rekonstrukcja" to sceniczne laboratorium, a nie opowieść z wyrazistym początkiem, środkiem i końcem. Michael Marmarinos bada, jak pamięć - jego własna, występujących na scenie aktorów, widzów - zniekształciła symbole i obrazy od lat funkcjonujące w kulturze. Na scenie pojawiają się bohaterowie dramatu Stanisława Wyspiańskiego wygłaszający tekst dramatu wzbogacony o nowe kwestie dodane przez reżysera i aktorów. Inscenizacja umieszcza je w nowym kontekście, dodając innych niż w oryginale znaczeń. Pierwsza, najlepsza z trzech części spektaklu rozgrywa się, podobnie jak "Akropolis" Wyspiańskiego, w katedrze wawelskiej. Posągi aniołów, Pani z pomnika Ankwicza, Panny z pomnika Skotnickiego i Klio ożywają i rozmawiają ze sobą po latach, które upłynęły od momentu, gdy Wyspiański opisał je po raz pierwszy. Ale minione wydarzenia wyglądają w ich pamięci inaczej niż kiedyś, nie mają już pewności ani gdzie się rozgrywały, ani jak