Okiem baby
Problem wielki, choć wydawać by się mogło, że go nie ma. Nie z jednym krytykiem jest ten problem i nawet nie z ideą "krytyka sztuki" (czy sztuk wszelakich), ale z każdym chyba w naszym kraju krytykiem z osobna. Tak się składa, że aby być krytykiem, trzeba mieć sporo wiary we własną słuszność oraz nieomylność, ale także dużo odwagi i poczucia niezależności oraz wolności (w myśli i słowie). A nasi krytycy często gęsto są jednak uwikłani w różne układy i układziki. Znakomita wręcz groteska rozgrywa się na łamach gazet wszelkich po premierze "Mistrza i Małgorzaty" Krystiana Lupy w krakowskim Starym Teatrze. Lupa robił spektakl chyba ponad rok i przez to oczekiwanie i wytęsknienie atmosfera podgrzana została do czerwoności, a jak w końcu premiera się odbyła, każda gazeta uznała za swój obowiązek, by jej recenzent sztukę opisał i poddał ocenie. I jedni oczywiście pławią się w zachwytach, inni bluzgają na wesoło albo na agresywnie i po