Logo
11.12.2009 Wersja do druku

Warszawa. Balladyna z popegeerowskiej wsi

Balladyna w spektaklu Artura Tyszkiewicza to współczesna dziewczyna. Nosi dżinsy, bluzkę z cekinami i lakierowane czerwone pantofle. Dlaczego dopuszcza się zbrodni? Jest dzieckiem swojego czasu, zdegradowanego świata, w którym dorosła.

- Balladyną kieruje los - mówi reżyser Artur Tyszkiewicz. - Wychodzę z założenia, że nikt nie rodzi się mordercą. Balladyna wyrosła w takim, a nie innym środowisku, ukształtowali ją tacy, a nie inni ludzie. W tym sensie jest więc dzieckiem swoich czasów. Ale oczywiście ostateczne decyzje podejmuje sama. Reżyser przyznaje, że wyzwaniem było znalezienie odpowiedniej formy - współczesnego ekwiwalentu romantycznej ballady. - Tekstu Słowackiego natomiast nie trzeba na siłę uwspółcześniać - dodaje Tyszkiewicz. - Relacje między bohaterami są bowiem wciąż aktualne, a ich problemy to sprawy, z którymi nadal się borykamy. Klasyczną treść Tyszkiewicz zainscenizował, wykorzystując rozbudowaną sceniczną maszynerię Narodowego. Widzów zaskoczą zapewne ruchome podesty i wyjeżdżające spod sceny piętrowe konstrukcje. Taka scenografia pozwala wykreować dwa odmienne światy. - Pierwszy to popegieerowska wieś, z której pochodzi Balladyna. Drugi

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Morderczyni z popegeerowskiej wsi

Źródło:

Materiał nadesłany

Rzeczpospolita nr 290 - Po godzinach

Autor:

Julia Rzemek

Data:

11.12.2009

Realizacje repertuarowe