"Między nami dobrze jest" w reż. Grzegorza Jarzyny w TR Warszawa. Pisze Aneta Głowacka w Opcjach.
Znakiem firmowym Doroty Masłowskiej od początku literackiej kariery był niepokorny język, wymykający się spod rygoru poprawnej polszczyzny, koślawy, nierzadko hermetyczny, naśladujący mowę społecznych peryferii, dekonspirujący horyzont możliwości i pragnień bohaterów, a jednocześnie wtłaczający ich w literacki nawias z nierozstrzygniętym dylematem: ile w tej miksturze słowa zasłyszanego z ulicy, a ile mocy kreacyjnej autorki. Od czasu ukazania się "Wojny polsko-ruskiej" krytyka już okrzepła w ocenie twórczości młodej pisarki, ostatecznie potwierdzając, że jednak ma ona literacki talent i słuch językowy. A ten stał się tyleż błogosławieństwem, co przekleństwem, zwłaszcza dla teatru. Rozsadzał ramy sceny, której nie wystarczało pomysłów do jego okiełznania, zawsze wydawało się, że w tekście można znaleźć znacznie więcej, aniżeli udało się pokazać widzom. Wynik meczu po takich starciach bywał jednoznaczny: nie ma w tym języku tea