Logo
9.12.2009 Wersja do druku

Robię swoje po swojemu

- Gdy włożę w rolę cholernie dużo energii i wysiłku, staję się lepszym człowiekiem. A jeśli jeszcze dzięki ciężkiej pracy jest mi dane na chwilę stać się aktorem, przeżywam fantastyczne momenty mówi ERYK LUBOS, laureat Nagrody im. Zbigniewa Cybulskiego.

Rok temu dostał pan nagrodę aktorską w Gdyni za rolę w "Boisku bezdomnych" Kasi Adamik, teraz - Nagrodę im. Cybulskiego za kreację w "Mojej krwi" Marcina Wrony. Czuje się pan w punkcie zwrotnym kariery? Eryk Lubos: A co to takiego "kariera"? Mnie nie chodzi o robienie kariery, tylko o spełnienie. O zdobywanie solidnego warsztatu. Skąd się właściwie wzięło u pana aktorstwo? - Chciałem zaimponować dziewczynie i w 18. urodziny zabrałem ją do teatru. Sam też wtedy pierwszy raz tam trafiłem, od razu na "Ja, Feuerbach". A ta sztuka to Biblia i klątwa każdego aktora. Wielka rzecz. Zakochałem się w teatrze i zostałem w nim. Do dzisiaj. Gdyby wtedy grali inne przedstawienie, pewnie nie byłbym aktorem. Tylko bokserem? - Bokser to rasa psów. Pięściarzem. I też nie, bo matka chroniła mnie przed tym zajęciem. Uważała, że mężczyźni w naszej rodzinie i tak mają za dużo testosteronu. W dzieciństwie pozwoliła mi chodzić tylko na treningi karate i tenisa

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Robię swoje po swojemu

Źródło:

Materiał nadesłany

Rzeczpospolita nr 287 online/08.12.09

Autor:

Barbara Hollender

Data:

09.12.2009