O miłości, nienawiści i braku rozwagi

«W ostatnim sezonie pojawiły się na naszych scenach liczne realizacje szekspirowskiego "Hamleta". Trudno tu mówić o przypadkowych zbieżnościach. Raczej - o wspólnych niepokojach, nurtujących nie tylko zespoły teatralne, i nie tylko w Olsztynie, Tarnowie, czy w Warszawie. Wprawdzie "Hamlet" stale utrzymuje się w repertuarze naszego teatru, rzadko jednak zdarza się aż tak powszechne nim zainteresowanie.

Przedstawienie w warszawskim teatrze "Ateneum" ma świetną obsadę. Dość powiedzieć, że w epizodycznych rolach, jako aktorzy wędrownej trupy teatralnej, występują np. Zofia Kucówna, jako Aktorka-Królowa, Jan Świderski jako Aktor-Król, a Mieczysław Voit (na zmianę z Henrykiem Machalicą) jako Aktor-Prolog.

Wędrowni aktorzy pojawiają się na scenie na krótko, ale jest to wejście znaczące i stanowi jedną z kluczowych scen dramatu. Rzecz dotyczy nie tylko psychodramatycznego oddziaływania teatru - i konsekwencji tego faktu - na dworze króla duńskiego. Może w większym stopniu roli teatru w ogóle - zwierciadła, w którym przegląda się rzeczywistość. Dobre wykonywanie zawodu nie zapewnia stałego miejsca pracy. Przybyli aktorzy, choć wyśmienici, teraz muszą wędrować w poszukiwaniu zarobku.

Mocno zaakcentowana została sprawa przemarszu wojsk Fortynbrasa, Początkowo daleka od głównego toku akcji, stanowiąca wątek uboczny, zgoła nieistotny margines, w ostatniej scenie tworzy klamrę spinającą całość. Innej wymowy nabiera dramat Hamleta, księcia duńskiego, widziany z perspektywy ostatniej sceny, gdy wracający w stosownym momencie z wojennej wyprawy Fortynbras, książę norweski, zajmuje tron duński i wyraża obłudny żal, patrząc na trupy konkurentów do tronu, którzy się nawzajem sami, bez jego pomocy, powyrzynali. Fortynbras (Leonard Pietraszak) nie wydaje się być tym faktem zaskoczony. Raczej przeciwnie: robi wrażenie człowieka, który spodziewał się takiego właśnie obrotu wydarzeń i obecnie jest odpowiednio przygotowany do przejęcia władzy.

Tak dramat psychologiczny nabiera zgoła innego charakteru. Przekształca się w dramat polityczny, w rzecz o głupocie i ślepocie politycznej. Hamlet, kreowany tu przez Jerzego Kryszaka, raczej nie myśli w kategoriach politycznych. Dominują u niego pobudki natury osobistej, inteligentny i błyskotliwy, nie jest jednak typem myśliciela. Refleksyjne monologi wypowiada jakby nie wnikając w ich treść. Wywołane są wzburzonymi uczuciami. Hamlet kieruje się emocjami, nie intelektem. Ten młody mężczyzna, o astenicznej budowie ciała, jest nadwrażliwy i czuły, choć okrutny. Ironiczny, choć bardziej rani siebie ostrzem swych zjadliwych uwag niż otoczenie, do którego je kieruje. Zachowuje się przy tym tak, jakby matka, wydając się rychło po śmierci ojca Hamleta za Klaudiusza, nie tylko sprzeniewierzyła się pamięci zmarłego, ale przede wszystkim uraziła miłość własną swego syna. Toteż Hamlet toczy walkę bardziej z matką niż z Klaudiuszem, sprawcą śmierci ojca. Baczniej ją obserwuje i bardziej ją dręczy niż swego wroga.

Hamlet, mimo iż z natury szlachetny, teraz, gdy spadł na niego obowiązek zemsty, jest zarażony złem, przeciw któremu ma wystąpić. W zbrodniarzu Klaudiuszu więcej jest spokoju, niż w trawionym nienawiścią Hamlecie. Nienawiść niszczy tego, kto ją żywi i jego bliskich szybciej, niż śmiertelnego wroga, w którego miała ugodzić.

Hamlet nosi żałobę, ubrany jest na czarno. Czerń jego ubrania kontrastuje z jasną barwą sukni jego matki, królowej Gertrudy. Aleksandra Śląska, obsadzona w tej roli, tworzy postać prawdziwie kochającej i cierpiącej kobiety, noszącej żałobę rzeczywistą, bo w sercu, a nie czysto zewnętrzną, dekoracyjną. Królowa żyje tylko myślą i troską o syna. Sterroryzowana w równym stopniu przez Hamleta, co przez Klaudiusza, z bólem, lecz cierpliwie znosi swój los. I z godnością, mimo doznawanych upokorzeń.

Klaudiusz (Jerzy Kamas) jest typem mężczyzny, który wie, czego chce. Chce władzy, przede wszystkim. Nie ma ceny, której by za nią nie zapłacił. Zbrodnia, nawet jeśli w ślad za nią idą wyrzuty sumienia, stanowi dopuszczalną cenę. Ale już stosowanie przemocy, szpiclowanie, donosicielstwo, aby zdobytą niegodnym sposobem władzę utrzymać, nie budzą jego moralnych zastrzeżeń. Są czymś naturalnym, tak jak naturalna jest jego gotowość popełniania wszelkich następnych zbrodni, nawet gdy ryzykuje, że okażą się mało skuteczne.

Wyrazistą postać kreuje też Henryk Machalica jako Poloniusz. Postać szczególnie obrzydliwego, a zarazem niebezpiecznego błazna, o dużej, lecz złowróżbnej inteligencji. Poloniusz właściwie nie tyle jest błaznem, co robi z siebie błazna. Bo w gruncie rzeczy jest graczem, mającym nawet poczucie wyższości nad innymi, dzięki złudzeniom, że ich okpiwa, oszukuje, a oni się tego nie domyślają.

Reżyser, Janusz Warmiński, podejmuje w "Hamlecie" wiele wątków. Spośród nich szczególne znaczenie mają problemy moralne. Problem postaw. Problem dobra i zła, przenikających się nawzajem, przy czym kwalifikacja etyczna określonych czynów pozostaje jednoznaczna.

Pewnie ten zbyt poważny "Hamlet", przy tym trwający trzy i pół godziny, dla wielu nie jest spektaklem dobrym na kanikułę. Jest męczący, bo zmusza do myślenia.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego