Logo
3.11.2009 Wersja do druku

Liczy się nos dyrektora

Współczesny, z tego co wiem, nigdy nie ogłaszał, żadnych manifestów artystycznych. Natomiast ciągle tu rozmawiano, nie tylko o teatrze. Jerzy Kreczmar nawet mówił, że teatr powstaje z rozmów - zgadzam się z tym. Rzeczywiście Axer mówił, że to Kosiński proponował "współczesność" repertuarową, ale też współczesność gry aktorskiej, obniżenia panującego wówczas diapazonu i szukanie bardziej kameralnego i zbliżonego do codziennego języka sposobu mówienia. W aurze tych rozmów powstawał repertuar - Maciej Englert mówi o fenomenie Teatru Współczesnego w Warszawie i publiczności, która była jego tarczą.

Kiedy dostał się pan jako aktor do Współczesnego, teatr miał już swoją markę... Maciej Englert: Markę, to mało powiedziane. To była najlepsza scena w Warszawie, z niezwykłym nawet jak na tamte czasy zespołem aktorskim i legendarnymi przedstawieniami, które oglądałem jako student, po znajomości, bo dostanie wejściówki graniczyło z cudem. W garderobie gdzie mnie posadzono siedział Łomnicki, Fijewski, Łapicki, Rudzki, Borowski, Jan Kreczmar, Wołłejko. Jeśli dodać do tego Mrozowską Mikołajską , Ludwiżankę, Lipińską można sobie wyobrazić, że teatr realizując swoje założenia artystyczne zgromadził czołówkę aktorów. Istniało zresztą przekonanie, że "u Axera" aktorzy lepiej grają. I była to opinia uzasadniona. Erwin Axer pedantycznie interpretował tekst dramatu, zmuszając cały zespół do uczestnictwa w jego interpretacji, siłą rzeczy domagał się niezwykle świadomego aktorstwa i to przynosiło dobre skutki. Głównym nośnikiem se

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Liczy się nos dyrektora

Źródło:

Materiał nadesłany

Rzeczpospolita online

Autor:

Julia Rzemek

Data:

03.11.2009