Logo
30.10.2009 Wersja do druku

Lalki pana Miki

- Jak ktoś znalazł w domu jakiś ładny fatałaszek, to się go przynosiło, a dziewczyny pruły i szyły nowe ubranka dla lalek. O jakiekolwiek materiały było trudno. Chodziliśmy po śmietnikach albo zapleczach sklepów mięsnych. Wyrzucano wtedy takie wielkie metalowe puszki. Robiliśmy z nich potem zbroje dla rycerzy - wspomina Marian Mika, twórca lalek z lubelskiego Teatru im. Andersena. Reportaż Sylwii Hejno w Polsce Kurierze Lubelskim.

Lalki jak ludzie przychodzą i odchodzą. Gdy kończy się przedstawienie, wędrują posłusznie do magazynu. Od 42 lat wychodzą spod rąk tej samej osoby - Mariana Miki, plastyka z "Andersena". Marian Mika, Gepetto z Teatru Andersena ma już setki, jeśli nie tysiące lalkowych dzieci. Trzydzieści sztuk - tyle ich, plus minus, wykonywał do jednego przedstawienia w okresie świetności - Wszystkie mają szyte na miarę ubranka. Niektóre figurki są całkiem malutkie, inne mają grubo ponad metr wysokości. Część z nich przybiera kształt cudacznych, bajkowych ludzi, ale trafiają się też fantastyczne stworki - rzeźbione diabły czy schowany w kącie zieloniutki ufoludek. Stos leżących bezwładnie rączek, przechylonych główek zwieńczonych sztucznymi włosami, ciałek zawieszonych obok siebie jak rząd pomarszczonych ubrań - na ten widok całe pokolenia dzieci, które przychodzą na wycieczki do Andersena, otwierają szeroko buzie z zachwytu. Nad stworzeni

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Wisielce w kostiumach. Długie życie marionetek

Źródło:

Materiał nadesłany

Polska Kurier Lubelski nr 255 online

Autor:

Sylwia Hejno

Data:

30.10.2009