"Turandot" w reż. Pawła Passiniego w Teatrze Centralnym w Lublinie. Pisze Łukasz Drewniak w Dzienniku Gazecie Prawnej - dodatku Kultura.
Najnowszy spektakl Pawła Passiniego zakłada, że "Turandot" zmieniła się w głowie Pucciniego w opowieść o własnej śmierci. Stała się odpowiedzią na pytanie, co może wyniknąć ze spotkania artysty z wyrafinowaną cywilizacją okrucieństwa? To Chińczycy wymyślili najstraszniejszą z tortur. Na ogoloną głowę skazańca spadała kropla wody. Najpierw nie czuło się nic, tysięczna kropla sprawiała niewyobrażalny ból, w końcu więzień zostawał doprowadzony do szaleństwa i śmierci. Kapanie kropel wody na trupa to chiński wkład w historię muzyki. Zabójcze krople przypominają nuty. Krzyk udręczonego człowieka to niedościgniona aria śmierci. Może tak spojrzałby na ten problem umierający na raka krtani Giacomo Puccini. W swojej słynnej niedokończonej operze "Turandot" próbował przecież niemożliwego: zamiast śpiewać o śmierci, opisywać śmierć dźwiękami, chciał stworzyć jej muzyczny ekwiwalent. Passini przenosi kompozytora do bajkowych Chin