"Turandot" w reż. Pawła Passiniego w Teatrze Centralnym w Lublinie. Pisze Jacek Szymczyk w Dzienniku Wschodnim.
Najnowszy spektakl Pawła Passiniego, koprodukcję neTTheatre i Grupy Coincidentia, odebrałem jako przedstawienie o okrucieństwie - okrucieństwie ludzkim i okrucieństwie losu. Passini wykorzystał w swojej sztuce elementy opery Pucciniego, fragmenty jego biografii i wyimki z jego listów. Pisząc krótko: wstawił do dramatu twórcę dzieła, które gruntownie sparafrazował. To zabieg nienowy, stosowany już w teatrze niejednokrotnie. Z różnym skutkiem. Tu akurat wydaje się dopuszczalny i uzasadniony, bo ostatnia opera Pucciniego jest w sposób szczególny naznaczona losami jego samego. Autor pozostawił ją niedokończoną, co samo w sobie stanowi zaproszenie do manipulacji. Ponadto libretto odzwierciedla jego pokomplikowane życie rodzinne. Okrutna tytułowa księżniczka chińska może kojarzyć się z żoną kompozytora Elwirą. Pierwowzorem niewolnicy Liu popełniającej samobójstwo, by uratować z opresji operowego księcia, wydaje się służąca domu twórcy D