NIE widziałem "Kordiana" w reżyserii Hanuszkiewicza, dlatego pozostałem w błogiej nieświadomości co do kolejnej inwencji tego reżysera. Czytałem coś o "unowocześnieniu", "adresowaniu do mentalności dzisiejszej młodzieży", ale adaptacje przecież zdołały już ukształtować moje przygotowanie na najgorsze. Mimo tej homeopatii nastąpił szok. Jak stwierdziłem w telewizyjnym "Pegazie", hanuszkiewiczowski Kordian stał się playboyem i część swych kwestii wyśpiewuje przez mikrofon. I że podobało się to Romanowi Szydłowskiemu, który przy umiarkowaniu na ogół swych recenzenckich kryteriów uznał widocznie pozytywne przyjęcie hanuszkiewiczowskiej dezynwoltury za coś wkrótce tak powszechnego, że czym prędzej należało pośpieszyć z własnym aplauzem. A więc Kordian z mikrofonom przy ustach. Analogicznie - jeśli dojdzie do wystawienia - chór starców w "Dziadach" wystąpi chyba z saksofonami. Dialog Henryka z Pankracym z powodzeniem można przenieść w s
Tytuł oryginalny
"Kordian" w reżyserii Karin Stanek
Źródło:
Materiał nadesłany
Kamena nr 7