Logo
17.01.2005 Wersja do druku

Nauczyłem się skakać

- Właśnie jubileusz czterdziestolecia pracy w teatrze stał się pretekstem do naszego spotkania - z JERZYM GRAŁKIEM rozmawia Jolanta Ciosek.

Czy nadal jest Pan szczęśliwym posiadaczem konia, kozy i psa imieniem Facet? - Koza odeszła śmiercią naturalną, a konia musiałem oddać do jego macierzystego klubu w Swoszowicach - bardzo bał się lasu, płoszyło go w nim wszystko. Co ciekawe - ruch uliczny i zgiełk samochodów tolerował bardzo dobrze. Spacerował Pan z nim po krakowskich ulicach? - Nie. W krakowskim mieszkaniu też go nie trzymałem, ale w podkarpackiej wsi, gdzie mam chałupę, prywatny azyl w lesie. Miał tam boskie życie. Teraz jestem posiadaczem klaczy, która niedawno urodziła piękne źrebię. A jak brzmi jej godność? - Cegła. Nie powiem dlaczego, bo to rodzinna tajemnica. Trzymam ją na podtarnowskim rancho, gdzie opiekuje się nią Aleks Jarmuła, mój serdeczny przyjaciel i zaklinacz koni. To on nauczył mnie nowego stylu konnej jazdy - westu. Na czym polega ta sztuka? - Najprościej mówiąc: w klasycznej jeździe, wsiadający na konia zaczyna na nim pracować, a w westowej - koń za n

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Nauczyłem się skakać

Źródło:

Materiał nadesłany

Dziennik Polski nr 12/15.01.05

Autor:

Jolanta Ciosek

Data:

17.01.2005