powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Już wieczór

Śmierć Zbigniewa Zapasiewicza, a wkrótce po niej zgon Igora Przegrodzkiego, to kolejne ponure zdarzenia, dokonujące się w porządku Przemijania, krok po kroku unicestwiające "świat aktorski moich czasów", że sparafrazuję Adama Grzymałę-Siedleckiego. Żadna wieść o śmierci nie boli mnie tak bardzo, jak śmierć aktorów, którzy towarzyszyli mojemu dzieciństwu i młodości - pisze Krzysztof Lubczyński w Trybunie.

Aby przeczytać dalszą część artykułu musisz się zalogować.
Jeżeli nie masz jeszcze konta na platformie e-teatr
zapraszamy do BEZPŁATNEJ rejestracji ».