- Od kilkunastu lat mam kłopoty ze wzrokiem, właściwie nie widzę. I mój sukces polega na tym, że widownia tego nie dostrzega - rozmowa z warszawskim aktorem ROMANEM KŁOSOWSKIM.
Jakub Wiewiórksi: "Lubi długie nocne pogaduchy, trochę polityki, trochę filozofii, małą wódeczkę i dużo życzliwych ludzi wokół" - napisała o panu w 1991 roku Alina Budzińska w książce poświęconej najwybitniejszym polskim aktorom. Dużo się zmieniło od tego czasu? Roman Kłosowski: Nocnych rozmów już mniej, no i mniej jest też wódeczki. Żona, która wszędzie ze mną chodzi, przypomina mi, że jest moim alkomatem. Zdrowie nie pozwala mi już na wszystkie rozrywki, ale cieszę się, że wciąż mogę pracować. Mam 80 lat i szukam sposobu na resztę życia. Jeśli uznam, że już się nie nadaję, że widownia źle mnie odbiera, zejdę ze sceny. Ale bardzo chciałbym doczekać do końca żywota, grając. W Skolimowie na planie "Jeszcze nie wieczór" Jacka Bławuta mówił pan, że każda nowa rola w kinie, telewizji, teatrze jest jak debiut. Próba sił - czy jeszcze pan potrafi, jak pana przyjmują widzowie... - Tak się złożyło, że przez całe ż