Aktualnosci

Radom. Warsztaty w Powszechnym

więcej

Kraków. Jubileusz Jerzego Grałka

więcej

Gdańsk. Wójcicki na Walentynki w PFB

więcej

Bytom-Rybnik. Występy Capitolu z Warszawy

więcej

Warszawa. Audio.TR w TR Warszawa

więcej

Kraków. Wykład Joanny Warszy w Goldex Poldex

więcej

Satyra i prawda o końcu świata

"Żywot w cieniu bananowca" w reż. Cezarisa Graužinisa z Teatru Kranj (Słowenia) na IV Festiwalu Teatrów Europy Środkowej Sąsiedzi w Lublinie. Pisze Grzegorz Kondrasiuk w Gazecie Wyborczej - Lublin.

«Teatr ze słoweńskiego Kranja przywiózł do Lublina spektakl "Żywot w cieniu bananowca". W programie czwartej edycji Festiwalu Teatrów Sąsiedzi jest to jedyna realizacja współczesnego dramatu. Ale i jedyny na tej imprezie spektakl przyglądający się meandrom postsocjalistycznej tożsamości.

Jak co roku przyjeżdżają na "Sąsiadów" słowiańskie obcojęzyczne teatry - i zza barier języka, nieco odmiennej estetyki teatralnej czy sposobu gry aktorów spoglądają ku nam doskonale znane problemy i pytania. Niepisaną ideą tego festiwalu jest pokazywanie teatru wyrażającego zarazem podobieństwo i nieprzystawalność naszego środkowoeuropejskiego doświadczenia, łączącego perspektywy uniwersalne i lokalne. Jednak taki paradoks udźwignąć może tylko sztuka sceniczna wykonana z przyzwoitego kruszcu, przez artystów, którzy nie składają obietnic bez pokrycia, i nie gonią za pozbawionymi uzasadnienia efektami. Dzieło takiej właśnie solidnej próby pokazał nam w środę czteroosobowy słoweński zespół.

Obecność Teatru Kranj akurat na "Sąsiadach" jest uzasadniona nie tylko z powodów artystycznych. Jest to bowiem niecodzienny międzynarodowy projekt teatralny. W pierwotnej koncepcji dramat Chorwata Ivana Vidićia wyreżyserował Litwin Cezaris Graužinis, ten sam scenariusz równolegle grają na scenie w swoich językach dwie obsady: słoweńska i chorwacka. W Lublinie gościliśmy akurat słoweńską wersję tego przedstawienia. Już nawet na podstawie tej jednojęzycznej, znakomicie zagranej inscenizacji można wyobrazić sobie, w jak niebywały sposób ten chwyt interpretacyjny wzbogaca wypowiadany tekst. Ivan Vidić napisał dramat eksplorujący pokłady bałkańskiej pamięci, w którym wspomnienia wynaturzeń transformacji gospodarczej, typowych dla dawnych "demoludów", przenikają się z traumatycznymi refleksami wojny bałkańskiej. Zarządca fabryki kotłów parowych (Niko Goršie) zanurzony w cieniu nie do końca jasnych procedur prywatyzacyjnych zmierza do ostatecznego celu - sprzedaży swojej fabryki. Prowadzi negocjacje z poważnym graczem - amerykańskim potentatem, niegdysiejszym słoweńskim emigrantem. Na rozmowach biznesowych pojawia się jego zamerykanizowany syn Pedro (Branko Jordan). Spoza gry pozorów, w którą wplątane są także matka i córka zarządcy (Violeta Tomie, Ajda Toman), stopniowo wyłaniają się jasne reguły: jest to świat finansowej, ale i czysto fizycznej przemocy. Dramat Vidićia można oceniać w kategoriach jednowymiarowej społecznej krytyki. Jednak prowadzi on swoją historię w subtelny, teatralny sposób, nie spłaszczając jego emocjonalnej wymowy. Unikająca dosłowności, nieco ironiczna koncepcja reżyserska Graužinisa znalazła doskonałych partnerów w zespole aktorskim, z wyczuciem balansującym pomiędzy satyrą a prawdą elementarnych emocji. Słoweńscy artyści pokazali nam świat, w którym na zawsze już skończyły się nie podparte przemocą i władzą pieniądza więzi międzyludzkie.»