- Lubię aktorów, którzy grają całymi sobą. Nie cierpię ich szufladkowania. Kochałem i kocham bardzo wielu z nich, w tym szczególnie świętej pamięci Gutka Holoubka, który był ,,arcydziełem Pana Boga'', który łączył w sobie rabelaisowską sprośność z umysłowością Spinozy - rozmowa z reżyserem JERZYM ANTCZAKIEM.
Krzysztof Lubczyński: Siedzimy nieopodal placu Bankowego w Warszawie, miejsca bardzo nasyconego historią, upamiętnionego dramatycznymi scenami z powstań Listopadowego, Styczniowego, siedzibą klubu jakobinów i innymi, także tymi, które wspaniale odmalował w swoich książkach Marian Brandys. Przyznam, że jako zakochany w Pana filmach widz żałuję, że tak mało zdążył Pan zrobić filmów historycznych, takich jak ,,Hrabina Cosel'', do których jest Pan jakby stworzony... Jerzy Antczak: Skoro pan wspomniał o Marianie Brandysie, moim wielkim przyjacielu, to powiem, że przed wieloma laty miałem robić film według jego prozy: ,,Navigare necesse est''. Niestety, komisja scenariuszowa odrzuciła pomysł kwitując to słowami: kogo to obchodzi? - Odwieczny argument idiotów... - Nie mam jednak do nikogo żalu, bo poznałem wielkiego, pięknego człowieka, a w ogóle o nic i do nikogo nie mam żalu, może poza jedną osobą. Znajduje to odbicie w mojej książce ,,Noce i dnie