POŻEGNANIE Maria Burska-Przybora (8.08.1910 -16.03.2009)

«Marzyła, aby dożyć stu lat. Cieszyła się. Obiecywała, że urządzi wielkie przejęcie dla przyjaciół i kolegów. Niestety, los zdecydował inaczej. Nie doczekała tej chwili. Odeszła, mając prawie 99 lat.

Od kilku lat mieszkała w Domu Aktora w Skolimowie. Pogodna i sympatyczna. Lubili Ją wszyscy. Delikatna, dobra i wrażliwa. Kochająca świat i ludzi. Pamiętam Ją sprzed wojny, kiedy byłem młodym chłopcem, a właściwe nie tylko Ją, ale także dwie Jej siostry: Halinę i Zofię. Występowały w trójkę na scenach najsłynniejszych wówczas teatrów rewiowo-kabaretowych jako "Siostry Burskie", robiąc furorę. Wszystkie trzy piękne i utalentowane. Śpiewały jak słowiki. Ale najpiękniejszą z nich była Maria. Nazywano ją Maszą. Urodziła się w Taszkiencie z matki Rosjanki Teodozji Czurbanowej i ojca Polaka Andrzeja Burskiego, herbu Jasieńczyk. W Jej żyłach płynęła błękitna krew po babce, tatarskiej księżniczce.

W roku 1920 cała rodzina Burskich przyjechała do Warszawy i tu się osiedliła. Masza ukończyła studia muzyczne w Collegium Musicum w Warszawie, ucząc się śpiewu u słynnego profesora muzyki Orłowa. Miała piękny sopran. Swojego męża - którego nigdy nie przestała kochać, mimo że po latach szczęśliwego pożycia odszedł od Niej - Jeremiego Przyborę, poznała w Polskim Radiu. Zakochał się w niej od pierwszej chwili i poprosił o rękę. Pobrali się w roku 1939, Masza urodziła śliczną córkę Martę. Została modelką. Zrobiła międzynarodową karierę.

W czasie Powstania Warszawskiego Masza straciła głos. Nie mogła śpiewać. Mając 39 lat, zachorowała na raka. Leczenie trwało długo. Głęboko wierząca, modliła się gorliwie i powtarzała, że to Chrystus Ją uratował. Nie wyszła ponownie za mąż. Żyła samotnie. Poświęciła się pracy społecznej. Latami prowadziła Klub Kobiet Stolicy i Klub Trudnej Młodzieży, a także Towarzystwo Przyjaciół Dzieci. Pisała wiersze i otrzymywała liczne nagrody, a także wysokie odznaczenia państwowe. W roku 1972 z Jej inicjatywy, powstał Klub Poetek przy Zarządzie Głównym Ligi Kobiet. Ilekroć bywałem w Skolimowie, zawsze widziałem Ją zadbaną i pogodną. Uśmiechniętą i życzliwą dla ludzi. Nie skarżyła się i nie mówiła o chorobie, choć miała przeróżne dolegliwości i trudności z chodzeniem. Pochowana została na Cmentarzu Prawosławnym na Woli.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego