Piękna idea Teatru Szekspirowskiego została wynaturzona

Z wielkim zainteresowaniem zabrałem się do czytania wypowiedzi profesora Jerzego Limona w "Polsce Dzienniku Bałtyckim", ale po lekturze nie można jej określić inaczej niż jako rozczarowującą. Profesor nie podejmuje dyskusji, nie próbuje ustosunkować się do przedstawionych w artykule p. Korzeniowskiego wątpliwości. Merytoryczną naukową dyskusję zastępują emocje i inwektywy, proszę wybaczyć, ale niekiedy poniżej pasa - pisze Andrzej Januszajtis w Polsce Dzienniku Bałtyckim.

«Nie przystoi, Panie Profesorze, w ten sposób atakować młodego, pełnego zapału człowieka, jakim jest pan Tomasz Korzeniowski, którego całą "winą" (!?) jest, że walczy o czystość idei konserwatorskiej i zachowanie historycznego piękna Gdańska.

Ma do tego pełne prawo, zarówno z racji wiedzy, jak i kwalifikacji fachowych, na pewno nie mniejszych niż u niektórych Pana doradców. Wystarczy spojrzeć na kościół Mariacki, którego wnętrze od czasu objęcia przez niego funkcji dyrektora zbiorów w imponującym tempie odzyskuje blask. Nie jest on też reprezentantem "małej grupki" przeciwników bryły Rizziego w tym miejscu: w tej sprawie ma poparcie czterech towarzystw, w tym dwóch zrzeszających historyków sztuki i konserwatorów. To jest głos środowiska fachowców, którego nie wolno lekceważyć. I nikt nie robi tego dla osobistej korzyści. Ta sprawa nas boli, czy to tak trudno zrozumieć?

Wróćmy do meritum sprawy. Pisze Pan, że w 1991 roku (ej, czy nie w 1990?) powstała fundacja Theatrum Gedanense, która postawiła sobie za cel "budowę" teatru w historycznym miejscu. Tymczasem w pierwotnym statucie fundacji jako cel figurowała "odbudowa budynku teatru elżbietańskiego, istniejącego w Gdańsku w XVII i XVIII wieku". Przyzna Pan, że to zasadnicza różnica. Od początku popierałem inicjatywę właśnie odbudowy Szkoły Fechtunku, sporadycznie wykorzystywanej w XVII wieku na przedstawienia teatralne. Wysunięcie pomysłu jest niewątpliwą zasługą, której nikt Pana nie pozbawi. Jest jednak niezbitym faktem, że ta piękna idea została wynaturzona.

Umieszczenie sali teatralnej w otoczonym więziennymi murami (tak je odbieram) wielkim budynku, nazwanym przez Pana "szkatułą", nie jest "nowym podejściem do rekonstrukcji", tylko jej zaprzeczeniem i naruszeniem podstawowych zasad ochrony dziedzictwa, niezależnie od tego czy uzyskano urzędową zgodę, czy nie. Jest faktem (czerpię dane z projektu), że cały ten zespół, wraz z murami i tarasem, jest 6,5 raza dłuższy, 1,5 raza szerszy i przy otwartych skrzydłach dachu niemal dwa razy wyższy od pierwowzoru. Jest dłuższy niż kościół Mariacki - przekracza rozmiarami wszystko, co w historycznym Śródmieściu Gdańska kiedykolwiek budowano, nawet pruskie koszary na Dolnym Mieście! Liczby mówią prawdę, choćby nie wiem kto wmawiał nam, że nie naruszy to skali zabudowy, nie rozsadzi otoczenia, nie zakłóci panoramy Głównego Miasta.

Naruszy, rozsadzi, zakłóci! Całego Głównego Miasta nie zasłoni, ale niewątpliwie zakryje pieczołowicie odbudowany Dwór Miejski (Dom Harcerza) z jego basztami. Zauważmy, że zawsze pokazuje się nam widok z lotu ptaka, przez co efekt zasłaniania jest osłabiony (jeśli to nie manipulacja, to nie wiem, co nią jest). Jednak na co dzień nikt nie będzie patrzył z helikoptera, tylko z poziomu gruntu. A zaproszenie wybrańców do podziwiania panoramy z tarasu teatru jest chybione. Nie chodzi o to, by móc z podwyższenia zaglądać w podwórka i okna mieszkań przy ul. Ogarnej, tylko by nie rozbijać widzianej z oddali wspaniałej panoramy odbudowanego (niestety, ciągle nie do końca) Głównego Miasta. Bronimy jej nie dlatego, że w ogóle była, tylko dlatego że była i jest piękna, wyjątkowa w skali światowej.

Weźmy jeszcze pod lupę otwierany dach, który tak fascynuje zwolenników koncepcji Rizziego. Wyobraźmy sobie, że siedzimy na widowni. Jest ciepło, deszcz nie pada, więc dach otwarto. Patrzymy w górę i widzimy sterczące nad galeriami pionowe skrzydła, rodzaj ścian podwyższających optycznie pomieszczenie o 10 metrów. Stworzy to efekt siedzenia w jakimś ogromnym kominie albo szybie górniczym. Czy nie lepszy (i tańszy) byłby dach szklany?

Wielka to szkoda, że grono skupione wokół Theatrum Gedanense odeszło od pierwotnej koncepcji. Nie rozumiem, dlaczego nie możemy iść drogą wytyczoną przez Anglików, którzy odbudowali teatr Globe w Londynie tak wiernie, że część ścian przykryli strzechą. Oto przykład wysokiej kultury i poszanowania dziedzictwa! Dzięki sztychowi Willera mamy o wiele lepszą dokumentację niż tam, a odkrycie fundamentów pozwoliło na uściślenie rozmiarów naszej Szkoły Fechtunku - 20 x 20 x 12 metrów. To jedyna i niepowtarzalna okazja, by dokonać rzetelnej rekonstrukcji nie tylko sceny i widowni, lecz także zewnętrznego kształtu cennego historycznie obiektu, z korzyścią dla tego co w Gdańsku jest największym skarbem - piękna i prawdy historycznego krajobrazu.

Chciałbym się jeszcze odnieść do wypowiedzi p. Marka Bumblisa. Ma on całkowitą rację, że przeprowadzona po wojnie trasa przelotowa Podwala Przedmiejskiego była pomyłką. Odcięła i skazała na wegetację ważne rejony historycznego Śródmieścia - przede wszystkim Stare Przedmieście. Przywrócenie łączności przez zastąpienie tuneli dla pieszych przejściami na światłach będzie jednak możliwe dopiero po wybudowaniu (oby jak najszybciej!) obwodnicy południowej oraz tunelu pod Motławą w ciągu Nowej Wałowej. Zabudowanie (mam nadzieję, że nie proponowanymi przez p. Rizziego wysokimi na sześć metrów garażami!) pasa między Podwalem Przedmiejskim a murami Głównego Miasta tej łączności nie przywróci, a niewłaściwy kształt i skala budynków zniweczą efekt odbudowy.

Ja wyobrażam sobie ten pas zupełnie inaczej: odbudowane do końca średniowieczne mury, z bramami Na Zbytki i Żabią, których kształt znamy choćby z tzw. widoku sztokholmskiego, a przed nimi gdańskie Planty: pojedyncze drzewa, trawniki, kwietniki, pergole i żywopłoty, wraz ze ścieżkami i ławkami, tak jak we wzorowo zagospodarowanym międzymurzu w Norymberdze. Chociaż po co jechać aż do Norymbergi - podobne przykłady znajdziemy w Toruniu. Takie rozwiązanie zapewni wypoczynek i mieszkańcom, i gościom teatru, zwanego Szekspirowskim. Park tam już jest, trzeba go tylko wzbogacić, upiększyć i pielęgnować.

A wracając do bryły teatru: byłaby może łatwiejsza do zaakceptowania, gdyby zrezygnować z murów, tarasu i otwieranego potężnego dachu.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego