Zejść ze sceny...

Są znani w całej Polsce, przez lata byli u szczytu popularności. Wielu na emeryturze trafiło do domu w Skolimowie. Jak im się tam żyje?

«Kiedyś trzeba zejść ze sceny...

- Nie wyobrażam sobie życia bez tego domu - mówi uśmiechnięta Irena Kwiatkowska [na zdjęciu], która akurat wyszła na poobiedni spacer. - Każdego roku przyjeżdżam tutaj na kilka miesięcy, zawsze w okresie świątecznym, żeby zregenerować siły przed kolejnymi występami. Mam tu grono oddanych przyjaciół i pokój, w którym świetnie się czuję.

Podobnie myśli Danuta Rinn, która mieszka w Skolimowie od trzech lat. Początkowo trudno jej się było przyzwyczaić do nowego miejsca, ale teraz czuje się bardzo dobrze. - Danusia najlepiej lubi organizować tutaj przyjęcia i jest w tym prawdziwą mistrzynią - chwali aktorkę Grażyna Grałek, dyrektorka domu. - W naszej placówce z racji tego, że tworzą ją sami artyści, panuje niezwykły klimat. Po prostu ten dom ma duszę.

Jedyny taki w Europie

Taką samą opinię o Domu Aktora Weterana w Skolimowie ma większość pensjonariuszy. Najważniejsze dla nich jest to, że w tym ośrodku mogą się czuć tak, jak we własnym domu. - Mogliśmy tutaj przywieźć swoje meble, firanki, ulubione bibeloty, książki, płyty - podkreśla aktor Bolesław Werowski. - Ja wybrałem sobie pomieszczenie z lekko ściętym dachem, żeby mi przypominał ukochany Paryż, tam mieszkałem w podobnym pokoju.

Każdy artysta ma grono osób, z którymi się przyjaźni i lubi codziennie spędzać czas. Aktor Bolesław Werowski każdego ranka pędzi do wielkiej polskiej tancerki Barbary Bitner. Nie wyobraża sobie dnia bez spotkania z Basią legendą światowego baletu. Bolesław żartuje, że Leszek, mąż Basi, umarł kilka lat temu i zostawił ją jemu w testamencie, żeby nie czuła się samotna.

Zdaniem pensjonariuszy - Dom Aktora, własność Związku Artystów Polskich, to wyjątek w Europie, a może nawet na świecie. Jest luksusowy i tworzą go trzy budynki połączone przejściami. Pierwsze piętro nazwano "belwederem", bo mieszkały na nim największe damy, parter określano plebanią. Artyści podkreślają, że sporo jeździli po różnych krajach i nie spotkali drugiego takiego miejsca. Tak naprawdę tę placówkę zawdzięczają Antoniemu Bednarczykowi, aktorowi Teatru Narodowego, reżyserowi i wielkiemu społecznikowi. To on wpadł na pomysł stworzenia takiego ośrodka. Pieniądze na budowę zbierał trzykrotnie. Za pierwszym razem przeszkodziła mu wojna, w 1918 roku zaczął zbiórkę od nowa, ale wtedy fundusze zjadła inflacja lat dwudziestych. Po raz trzeci rozpoczął gromadzenie pieniędzy już jako członek zarządu nowo powstałego Związku Artystów Scen Polskich. Tym razem odniósł sukces.

Pamiątki po gwiazdach

- Zofia Kucówna opowiadała nam, że Antoni Bednarczyk był bardzo skuteczny w zbieraniu funduszy - wspominają koledzy aktorzy. - Na przykład potrafił karać kolegów za używanie brzydkich słów, za spóźnienia na próby, niesubordynację w teatrze, namawiał karciarzy do przekazania części wygranej, urządzał popisy tresowanych piesków na Polu Mokotowskim.

Ze skolimowskiej kroniki, którą teraz prowadzi najmłodsza pensjonariuszka, aktorka Bożena Mrowińska wynika, że kamień węgielny pod budowę pierwszego budynku wmurowano w 1927 roku, a w 1928 roku wprowadzili się już pierwsi mieszkańcy. Budowa Skolimowa została zasilona też datkami z zagranicy, na przykład 650 dolarów przysłała Pola Negri. Wielu aktorów ofiarowało Skolimowowi cenne pamiątki. Na ścianach wiszą portrety wspaniałej Ireny Solskiej, która spędziła tu swe ostatnie dni, Dobiesława Damięckiego - prezesa konspiracyjnego Związku Artystów Scen Polskich, Ewy Kuniny - wieloletniej opiekunki Skolimowa. Można spotkać inkrustowany stolik Iwaszkiewicza, są srebrne świeczniki Eugeniusza Bodo.

W domu przebywają obecnie aktorzy, reżyserzy, tancerze, scenografowie. 80 procent pieniędzy, jakie otrzymują z emerytur, oddają na dom, ale otrzymują też tantiemy za grane spektakle, filmy, nagrania radiowe czy powtórki, które mogą przeznaczać na własne potrzeby. Wszyscy są indywidualnościami, mają ciekawą osobowość i oryginalne poglądy - mówi dyrektor Grałek. Każdy żyje swoim życiem, niektórzy jeszcze tworzą pracują zawodowo i mają swoich przyjaciół. W "Plebanii" gra Maria Garbowska, w Sali Kongresowej niedawno koncertowała Danuta Rinn, w filmach występuje ksiądz Orzechowski. Nie jest tak, że wszyscy kochają się ze wszystkimi. Ale zdaniem Bolesława Werowskiego, to wielkie szczęście, że są tu ludzie o podobnych zainteresowaniach, pasjach i poziomie intelektualnym.

Żyjemy tak, jak chcemy

- Jedno jest u nas pewne, nikomu nie przychodzi do głowy, żeby stworzyć jakiś teatrzyk czy kółko teatralne albo taneczne, bo u nas wszyscy mają już dosyć grania - śmieje się aktorka Iza Szalawska. - Ciągle przyjeżdżają do nas artyści i z chęcią chodzimy na ich recitale, występy, ale sami raczej nie mamy ochoty grać. Żyjemy tutaj tak, jak chcemy żyć. Każdy ma własny pokój i robi w nim co mu się podoba.

Niektórzy uważają, że aktorzy z reguły nie lubią stabilizacji, monotonii, przepadają za zmianami, ale przychodzi taki moment w życiu każdego człowieka, bez względu na zawód, że docenia się poczucie bezpieczeństwa i wygodny kąt. Z rozmów z pensjonariuszami wynika, że właśnie dom w Skolimowie spełnia ich marzenia. Nie wyobrażają sobie swojego życia gdzie indziej. - Zanim tu trafiłem, przebyłem dwa zawały i czułem się jak staruszek - wspomina Bolesław Werowski. - Zmarła mi żona i zupełnie nie miałem pojęcia co z sobą zrobić. Wcześniej sporo grałem w Rzeszowie, Warszawie, potem w Zielonej Górze, gdzie przeżyłem piękne chwile. Potem przyszła emerytura i choroby. Skolimów mnie uratował.

Wiele osób podkreśla, że przyszło tutaj z własnej woli, nie dlatego, że nie mają rodzin, tylko uznali, że tak będzie dla nich lepiej. Nic chcą być ciężarem dla najbliższych, którzy ich zdaniem też mają prawo do ciekawego życia. Nie chcą nikogo obciążać swoją starością. Inni nie mają własnych dzieci, bo nie mogli albo byli tak zajęci swoją karierą, że nie udało im się znaleźć czasu na ich urodzenie i wychowywanie.

Irena Kwiatkowska przyznaje, że choć bardzo lubi skolimowski dom, to na razie większość roku spędza we własnym mieszkaniu w Warszawie. Święta spędziła ze swoją rodziną. Tu ładuje akumulatory do dalszej pracy. Mimo ukończonych 94 lat nadal prowadzi bardzo intensywne życie zawodowe. Od nowego roku ma zaplanowanych wiele koncertów. Gdy pytamy o receptę na tak długie i aktywne życie, odpowiada ze śmiechem, że receptą jest czyste sumienie.

Komfort i wygoda

- Jestem tu już 12 lat - opowiada Iza Szalawska, matka aktora Marcina Trońskiego, który teraz gra w "Klanie". - Syn bardzo dba o mnie, kiedy go potrzebuję, to zawsze jest przy mnie, ale nie chcę go absorbować na co dzień. Proponował mi inne rozwiązanie, ale mnie pobyt tu wydał się najlepszym wyjściem. Chociaż przyznaję, że na początku dość długo miałam uraz do tego miejsca, bo podczas jednego z naszych urlopowych pobytów mąż Andrzej dostał tu wylewu i zmarł. Po pięciu latach zdecydowałam się na zamieszkanie tu. Nie czuję się samotna fizycznie, a samotność psychiczna zostaje do końca życia niezależnie od tego, gdzie się mieszka.

Maria Burska-Przybora, żona Jeremiego Przybory, przebywa w domu ponad osiem lat i podkreśla, że czuje się tu cudownie. Wszyscy ją przyjęli bardzo serdecznie. - Bóg mi dał radosny charakter i nigdy nie miałam z nikim żadnych starć - chwali się. - Mogłam mieszkać u wnuczki, ale wybrałam Skolimów.

Maria Garbowska, aktualnie występująca w "Plebanii", zwierza się, że swoją karierę zaczynała w Teatrze imienia Stefana Żeromskiego w Kielcach. Zagrała tam wiele wspaniałych ról, na przykład w "Weselu" i ma do Kielc wielki sentyment. Obecnie dopadły ją różne choróbska i w Skolimowie ma zapewnioną najlepszą opiekę.

- Ludzie wszędzie mają problemy - mówi filozoficznie ksiądz Stanisław Orzechowski, który na stałe mieszka w domu od 15 lat, a jednocześnie gra w serialu "Ztotopolscy". Kiedy kurtyna zapada, człowiek się starzeje i musi zejść ze sceny, to na pewno nie jest to przyjemne. Ale na ten czas trzeba sobie znaleźć inne zajęcia. On sam bardzo lubi czytać książki, słuchać muzyki i podróżować. Ksiądz śmieje się z siebie, że stanowi unikatowe połączenie - jest jednocześnie księdzem i aktorem, podobnie jak papież.

Nie wszyscy aktorzy przenoszą się do Skolimowa na stałe. Niektórzy przyjeżdżają do mieszczącego się obok Domu Środowisk Twórczych tylko na krótki czas. Aktorzy czynni zawodowo spędzają tu urlopy, święta, weekendy. Artyści zachęcają nas do zwiedzenia pokoi. Każdy jest w zasadzie małą kawalerką z łazienką w kafelkach, minikuchnią, wszyscy mają do dyspozycji lodówki, mimo że korzystają z posiłków przygotowywanych na miejscu. Śniadanie zawsze podawane jest do pokoju o godzinie wybranej przez każdego osobno. Pozwala to uniknąć rygoru i rutyny. O godzinie 13 wszyscy schodzą na obiad. Przestronna jadalnia pełni funkcję sali imprezowej. Tu na małej scenie odbywają się koncerty, recytacje, spotkania.

Schronisko w Skolimowie ma też swój własny mały szpitalik, gdzie przez cały czas dyżuruje pielęgniarka, a raz w tygodniu lekarz.

Przez cały okres istnienia domu czynni zawodowo aktorzy starali się wspierać placówkę. Taka pomoc, jak mówią pracownicy, potrzebn jest również teraz, kiedy skończyły się dotacje z ministerstwa; sytuacja ekonomiczna jest coraz gorsza i trudno jest utrzymać ośrodek z samych rent i emerytur. A chętnych do zamieszkania w domu nie brakuje. -

O tym, kto zostanie przyjęty do Domu Aktora, decyduje specjalnie powołana społeczna Komisja Skolimowska z przewodniczącym Jerzym Zelnikiem - mówi Grażyna Grałek, dyrektorka domu. - Mogą się tu dostać artyści z całej Polski. Wiele lat mieszkali u nas Irena i Tadeusz Byrscy, dyrektorzy i reżyserzy z kieleckiego teatru. W pierwszym rzędzie szansę na przyjęcie mają te osoby, które nie posiadają własnej rodziny i są członkami Związku Artystów Polskich. Każdy, kto u nas zamieszka, już nie chce się stąd wyprowadzać. Wielu mówi, że tu jest ich raj na Ziemi.

Można pomóc

Wszyscy, którzy chcieliby wesprzeć Dom Aktora, mogąwpłacać datki pod adresem: Bank BPH Oddział Piaseczno 05-510 Konstancin Jeziorna, ulica Pułaskiego 6 Numer konta 541060 00760000 70000909.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego