powiększwersja do drukupoleć znajomemu

List otwarty

Po zakończeniu tegorocznej edycji festiwalu "Klasyki polskiej" w Opolu w dwóch opolskich dziennikach ukazały się teksty podsumowujące festiwal ("Nowa Trybuna Opolska", 27 kwietnia 2009, autorstwa Iwony Kłopockiej) i ("Gazeta Wyborcza - Opole", 28 kwietnia 2009, autorstwa Aleksandry Konopko). Jako Biuro Organizacyjne XXXIV Opolskich Konfrontacji Teatralnych mamy - szczególnie wobec naszych widzów - obowiązek pokusić się o kilka słów ad vocem wymienionych tekstów.

Opole, 28 kwietnia 2009

LIST OTWARTY

Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu po raz 34 w tym roku był organizatorem Opolskich Konfrontacji Teatralnych. Co roku podejmujemy się organizacji festiwalu "Klasyki polskiej", traktując to zadanie nie tylko jako obowiązek, ale też jako zaszczyt i wyzwanie.

Po zakończeniu tegorocznej edycji festiwalu "Klasyki polskiej" w Opolu w dwóch opolskich dziennikach ukazały się teksty podsumowujące festiwal ("Nowa Trybuna Opolska", 27 kwietnia 2009, autorstwa Iwony Kłopockiej) i ("Gazeta Wyborcza - Opole", 28 kwietnia 2009, autorstwa Aleksandry Konopko)

Jako Biuro Organizacyjne XXXIV Opolskich Konfrontacji Teatralnych mamy - szczególnie wobec naszych widzów - obowiązek pokusić się o kilka słów ad vocem wymienionych tekstów. Oczywiście bardzo cieszy fakt, że festiwal klasyki polskiej jest komentowany i oceniany. Uważamy, że nie tylko prezentacja sztuki, ale także dyskusje i rozmowy o niej są rzeczą niezwykle istotną, bardzo organizatorom przydatną - bo budująca tak niezwykle nam potrzebny dystans, z którego można krytycznie spojrzeć na własną pracę, a jednocześnie mającą spore znaczenie kulturotwórcze.

Niemniej jednak, mamy poczucie, że dyskusje takie powinny mieć charakter merytoryczny, celnie pokazujący słabe strony festiwalu, a jednocześnie wnikliwie wyjaśniający swój punkt widzenia. A kwestią najbardziej oczywistą jest to, że piszący i oceniający festiwal, nie mogą, a właściwie nie powinni pisać zdań, słów i stawiać tez, które nawzajem się wykluczają.

W tekście Iwony Kłopockiej pada sformułowanie - "niezbyt udany festiwal" i nic, tyle, ani jednego zdania wyjaśniającego dlaczego? Oczywiście nie dyskutujemy ze zdaniem dziennikarza, który jakiekolwiek przedsięwzięcie może uznać za nieudane, ale dziwi fakt, że tak radykalnie postawiona ocena, nie jest w żaden sposób rozwinięta ani wyjaśniona. Dziwić może tym bardziej, że na łamach NTO wśród tekstów napisanych przez Iwonę Kłopocką pojawiały się takie tytuły recenzji jak: "Poruszający Hiob", "Piękne Panny z Wilka", czy podtytuły jak: "Świetne improwizacje aktorskie to główny atut "Wieczoru sierot".

W tekście Aleksandry Konopko "Konfrontacje tracą moc" pojawiają się sformułowania - "Festiwal klasyki polskiej Konfrontacje Teatralne nie jawił się w tym roku jako prawdziwa teatralna uczta. Mógł zmęczyć zarówno doborem przedstawień konkursowych, jak i poziomem większości z nich", później czytamy: "co do repertuaru można mieć mniej zarzutów, bo jak co roku opolski festiwal próbował pokazać wypadkową tego, co w minionym sezonie spośród scenicznych realizacji polskiej klasyki było najciekawszego. I choć wybór był skrajnie subiektywny, Konina zabezpieczył siebie i jednocześnie publiczność kilkoma pewniakami. Nie do pomyślenia byłoby przecież , gdyby podczas festiwalu klasyki nie pokazano głośnej "Trylogii" Jana Klaty czy nawet "Lalki" Wiktora Rubina".

I to już staje się naprawdę niezrozumiałe, co dziennikarka poddaje pod wątpliwość - kwestie subiektywności gustu? (gust z natury jest subiektywny, a selekcja festiwalowa ma charakter autorski!). To dobrze czy źle, że te pewniaki zabezpieczające gust Tomasza Koniny oraz publiczności zostały zaproszone na festiwal?

Z jednej strony chyba dobrze - bo rozbijająca bank z nagrodami "Trylogia" Jana Klaty zdecydowanie podoba się Aleksandrze Konopko (twierdzi, że tylko jury ratuje honor OKT i nagrody są w dobrych rękach ), ale z drugiej strony to jednak skrajnie subiektywny pewniak Tomasza Koniny itd. Naprawdę ciężko dyskutować z tak postawioną argumentacją

Opolskie Konfrontacje Teatralne są dokładnym odbiciem i odwzorowaniem tego, co dzieje się w klasyce teatralnej w całej Polsce i Aleksandra Konopko zdecydowanie o tym wie, a nawet pisze.

Tegoroczny repertuar OKT został ułożony w sposób nie tylko optymalny ale wręcz przekraczający znacznie możliwości logistyczne i finansowe tego festiwalu, (czego konsekwencją były spektakle wyjazdowe) niemniej jednak nikt z nas nie wyobrażał sobie żeby "Trylogii" czy "Lalki" Bolesława Prusa mogło na festiwalu zabraknąć - jak bardzo słusznie pisze Aleksandra Konopko - niezależnie od tego, jak te spektakle zostały zrobione, już sam fakt wystawienia tak monumentalnych klasycznych utworów zasługiwał na odnotowanie i przyjrzenie się bliżej tym propozycjom. To skoro zgadzamy się co do tego faktu, o czym tak naprawdę tu dyskutować? Co poddawać w wątpliwość?

Istotą tego festiwalu, jest pokazywanie spektakli nie tylko najlepszych (bo to zawsze jest niezwykle subiektywne!) ale też szukających nowych, zgodnych ze współczesnymi kodami kultury możliwości interpretacyjnych klasyki, odkrywających inne zaskakujące formy teatralne, dyskutujących z utartymi przyzwyczajeniami widzów. Tylko wtedy ten festiwal ma szanse być ważny, żywy a przede wszystkim prawdziwy - pokazujący jak z tą klasyką jest?

Nie wiadomo tak naprawdę, czy zarzuty dziennikarek: niezbyt udany festiwal, Konfrontacje tracą moc to zarzuty w stosunku do organizatorów, czy w stosunku do możliwości interpretacyjnych i inscenizacyjnych polskiej klasyki teatralnej tak w ogóle.

Sformułowania w stylu - Konfrontacje tracą moc, Konfrontacje tracą prestiż, Konfrontacje stają się mało istotne - słyszymy od wielu lat. Mamy nawet wrażenie, że sformułowania tego typu stają się "wytrychem - truizmem", deprymującym ten festiwal, naszą pracę, zaproszonych twórców. Tezą, którą można swobodnie wypowiadać, bez żadnych konsekwencji i wyjaśnień - co autor ma na myśli? Co to znaczy tak naprawdę? Do czego ów zarzut odnosi się konkretnie?

Sama idea konfrontacji, spotkania, dialogu, zderzenia ze sobą różnych form teatralnych, rozmaitych stylistyk, odmiennych sposobów opowiadania i definiowania świata, różnych pokoleń reżyserów spełniła się w tym roku chyba w sposób niezwykle pełny.

Pokolenie trzydziestolatków zderzyło się z pokoleniem dwudziestolatków, młody realizujący drugi w życiu spektakl Krzysztof Garbaczewski z Krystyną Jandą i Waldemarem Zawodzińskim. Zaprosiliśmy na festiwal właściwie wszystkich tych, o których w polskim teatrze najgłośniej - Klata, Rubin, Borczuch, Garbaczewski, Łagowska, Karczmarska. Pokazaliśmy to, co jest! To, co funkcjonuje w polskim nurcie teatralnym. Jakiego wybitnego przedstawienia inscenizującego polską klasykę teatralną zabrakło na festiwalu? Czy pojawiła się jakakolwiek stylistyka teatralna, jakikolwiek teatralny język, sposób interpretacji tekstu, lub forma - która nie warta byłaby dyskusji, zastanowienia się, czy chociażby tylko odnotowania, że tak - istnieje w polskim teatrze właśnie taki sposób inscenizowania klasyki i także znajduje tyleż samo zagorzałych zwolenników, co i przeciwników - a to już dla teatru, dla sztuki bardzo dużo!

Oczywiście, że Aleksandrze Konopko mogą nie podobać się "Grube ryby" - to jest jej święte prawo negatywnie zrecenzować przedstawienie, ale recenzowanie gustów publiczności i twierdzenie, że wie na pewno, z jakiego powodu publiczność lub ktokolwiek przyszedł na przedstawienie do teatru ("trudno ukryć, że ludzie przyszli po prostu na gwiazdy") jest delikatnie mówiąc dość kontrowersyjne, zresztą tak samo kontrowersyjne jako argument w dyskusji jest cytowanie zakulisowych podsłuchanych plotek ("Jak to będzie tak dalej wyglądać to nie będę już w przyszłym roku wydawać 400 zł na karnet").

Zupełnie niezrozumiała staje się teza, że w mieście poza "Hiobem" Konfrontacje stały się niezauważone. Tak naprawdę nie wiadomo, co dla Aleksandry Konopko znaczy, aby Konfrontacje zostały zauważone w mieście - dla nas miasto to nasza publiczność. Dla niej drugi raz z rzędu zorganizowaliśmy na otwarcie OKT spektakl plenerowy. W tamtym roku obok Politechniki Opolskiej, w tym roku przy Ratuszu - w sercu miasta. Sprowadzenie tego spektaklu z Lwowa nie było proste, ogromnego wysiłku wymagało także spełnienie wszystkich formalności, aby spektakl mógł odbyć się dokładnie w tym miejscu, ale bardzo zależało nam aby zainaugurować festiwal - jako święto dla całego miasta, jako święto dla widzów, którzy znaleźli się w tym miejscu nawet przypadkiem.

Opolskie Konfrontacje Teatralne ciągle otwierają się na coraz szersze perspektywy, na inne sposoby myślenia o teatrze, na wychodzenie z przestrzeni stricte teatralnej - niemniej jednak to budynek przy Placu Teatralnym 12, a nie szeroko rozumiana przestrzeń miasta, jest miejscem gdzie odbywa się ten festiwal i to miasto niezwykle gościnne dla tego festiwalu przychodziło do nas co wieczór.

Jeśli chodzi już o samą formę promocji festiwalu, w tym roku po raz pierwszy w mieście zawisły ogromne banery promujące festiwal. Festiwal posiada wielu patronów prasowych, medialnych - lokalnych i ogólnopolskich.

Co do zarzutów o brak dziennikarzy z całego kraju - mimo że gościliśmy dziennikarza z I Programu Polskiego Radia i krytyka ogólnopolskiego czasopisma "Teatr", rzeczywiście jest tak, że obserwujemy spadek zainteresowania tym festiwalem na arenie ogólnopolskiej.

Kiedyś Opolskie Konfrontacje Teatralne, były jednym z niewielu festiwali teatralnych w Polsce. Nawet środowisko teatralne miało ograniczone możliwości, jeśli chodzi o wyjazdy na festiwale międzynarodowe, zapraszanie spektakli z Europy i świata do Polski. Teraz sytuacja zmieniła się zdecydowanie. Wydaje się, ze OKT padły w jakimś sensie po prostu ofiarą konkurencyjności i bogactwa propozycji. W kraju organizowana jest bardzo duża ilość festiwali teatralnych. W tym samym czasie co OKT odbywa się " Kontrapunkt", który między innymi prezentuje spektakle międzynarodowe. Zawozi swoich widzów do Berlina na przedstawienia Castorfa, Marthalera, lub pokazuje jeden ze spektakli Gotscheffa. Jesteśmy w przeddzień Warszawskich Spotkań Teatralnych, czy prestiżowego międzynarodowego "Kontaktu". Udział w festiwalu dziennikarzy, krytyków, którzy są ludźmi bardzo zajętymi wymaga czasu. Wydaje się, że wielu z nich mając do wyboru tydzień poza miejscem pracy wybiera rzadką okazję zobaczenia spektakli np. z Berlina w Szczecinie, niż spektaklu który i tak może zobaczyć w Opolu, Łodzi lub w ogóle widział go wcześniej. Z tego powodu może nam być tylko przykro, ale na to nie mamy już najmniejszego wpływu.

XXXIV OKT towarzyszyła wystawa "Jerzy Grotowski w Opolu", zakończona finisażem Bruno Chojaka - wydarzenie dość niezwykłe, ze względu na cenny materiał wystawienniczy, który udało się zdobyć przy współpracy Instytutu Grotowskiego w Opolu. Zadziwiający jest fakt, że zdarzenie to w ogóle nie zostało opisane na łamach opolskiej prasy.

Kompletnie nie zależy nam na tworzeniu jakiejkolwiek atmosfery konfliktu pomiędzy prasą opolską, a naszym Teatrem. Bardzo cenimy Państwa pracę i doskonale zdajemy sobie sprawę, że Wasza rola w informacji i promocji naszych działań jest rzeczą bezcenną. Zawsze mogliśmy liczyć na Waszą pomoc. Ten tekst jest tylko próbą wyjaśnienia naszego punktu widzenia i naszych racji jako organizatorów festiwalu XXXIV Opolskie Konfrontacje Teatralne. Potrzebujemy konstruktywnej krytyki, potrzebujemy merytorycznej, partnerskiej dyskusji, tylko dajcie nam Państwo na nią szansę - przyjmiemy ją z wdzięcznością i jesteśmy przekonani, że odbędzie się to z korzyścią dla nas wszystkich.

Z poważaniem -

Biuro Organizacyjne XXXIV Opolskich Konfrontacji Teatralnych