Nagość odziera mnie z siły

- Nie rozbieram się, by mnie podziwiano, ale by mnie kochano jako artystę, który nie boi się opowiadać o sobie i o swoim życiu. Nie ma tutaj nic do ukrycia. Obawiam się, że krytyka jest bezradna w takich sytuacjach. Teraz ja wam współczuję, recenzenci od teatru - mówi tancerz i choreograf MIKOŁAJ MIKOŁAJCZYK.

«Nie rozbieram się, by mnie podziwiano, ale by mnie kochano jako artystę, który nie boi się opowiadać o sobie i o swoim życiu - mówi Stefanowi Drajewskiemu tancerz i choreograf Mikołaj Mikołajczyk [na zdjęciu]:

W Poznaniu znany był Pan jako Paweł Mikołajczyk. Kiedy się zajrzy do Pańskiego CV artystycznego, można zauważyć, że niedawno zaczął Pan posługiwać się nowym imieniem. Czy ma to związek z tym, że przestał Pan tańczyć klasykę i opuścił Poznań?

- Od niepamiętnych czasów, a już sporo lat żyję na tym świecie, znajomi zwracali się do mnie Mikołaj. W końcu zaczęło mnie to już po prostu drażnić, że wszyscy znają mnie jako Mikołaja a na plakatach, w programach, recenzjach jakby pojawiała się inna postać, jakiegoś niebywałego Pawła. Piękną okazją do zmiany wizerunku stała się zmiana mojego życia zawodowego. Sławomir Pietras, dyrektor poznańskiej opery, wywalił mnie z teatru z niezrozumiałych dla mnie powodów, więc postanowiłem odciąć się od dotychczasowego życia artystycznego. I stało się. Paweł poszedł precz, na plakatach pojawił się Mikołaj Mikołajczyk. Wydaje mi się, że jest teraz normalniej, przystępniej i ciekawiej. A na marginesie, nie opuściłem Poznania. Nadal jestem poznaniakiem napływowym co prawda, ale tutaj płacę podatki i tutaj mam przyjaciół.

Nagość nie jest niczym nowym i wyjątkowym ani w balecie, ani w teatrze tańca. Dlaczego w "Waiting" występuje Pan nago?

- Nagość w balecie zawsze jest czymś szokującym, w tańcu natomiast jest dopełnieniem ekspresji tancerzy i ruchu. "Waiting" powstało z buntu na otaczający mnie okrutny świat pełen małych i nic nieznaczących ludzi, którzy jednak mieli wpływ na to, że moje życie musiało ulec zmianie. Postanowiłem stworzyć spektakl na przekór sobie. Sam jeden na scenie z sobą samym, ze swoim problemem, ze swoim tutaj... Stąd nagość, która odziera mnie z siły mężczyzny, jednocześnie daje mi siłę człowieka.

W porządku. Raz można. Dotarł Pan w głąb siebie. Pozwolił tam zajrzeć również publiczności. Ale w następnym monodramie "Z Tobą chcę oglądać świat" znowu wyszedł Pan na scenę nago. Tak już będzie zawsze w Pańskich jednoosobowych spektaklach?

- Okazuje się, że nagość na scenie daje niczym nieskrępowane poczucie wolności. Staję się silny, bo niczym nieskrępowany i nieograniczony. Nagość to mój kostium. Moje ciało na scenie to komunikat, że ten koleś to ja, to człowiek, uniwersalny problem, z którym mogę dotrzeć do każdego widza, wzbudzić w nim pełen wachlarz emocji. W "Z tobą chcę oglądać świat" jestem na scenie cały czas nagi, mimo że jednak zakładam majtki. Mam je na sobie tylko dlatego, że tym razem opowiadam historię nie o sobie. Głównym bohaterem spektaklu jest Lola, której mogłem tylko w taki sposób podziękować za lata spędzone ze mną i tylko ze mną. W tym spektaklu jestem tylko z boku, bardziej w wyobraźni widza, który odbiera mnie li tylko jako kłębek emocji, i zaraz patrzy w siebie, w swoje życie. Ja tu jestem tylko jako pośrednik między ludźmi a tymi, których kochamy najbardziej.

Scenografka Zofia de Ines wiele lat temu powiedziała mi: odsłaniam tylko kawałek ciała, by wzbudzić zainteresowanie, pożądanie..."

- A co ma powiedzieć projektant mody, że nagość jest idealna? Pozbawiłby siebie pracy.

Czy Pan traktuje ciało jak kostium?

- W teatrze ciało jest jak najbardziej kostiumem, powiedziałbym idealnym, bo nie można się za nim schować ze swoimi prawdziwymi emocjami.

Nie obawia się Pan, że krytycy zarzucą Panu posługiwanie się nagością jako chwytem pod publiczkę, pustym gestem

- Nie boję się krytyków, mam w nosie krytykę, daliście mi już do wiwatu. Rozbieram się na scenie, by być od was silniejszy, zawsze prawdziwy. A pod publikę to się robi striptiz, o zgrozo często pokazywany w teatrze, repertuarowym także.

Nagość na scenie jest moim zdaniem przejawem zwycięstwa kultury masowej.

- Kultura masowa nie ma nic wspólnego z tym, co robię. Widział pan przecież, pozbyłem się wszelkich atrybutów potrzebnych do łatwego zrozumienia tego, z czym wychodzę do publiczności. Na scenie jestem ja i mój goły k mówiąc brutalnie. Nie rozbieram się, by mnie podziwiano, ale by mnie kochano jako artystę, który nie boi się opowiadać o sobie i o swoim życiu. Nie ma tutaj nic do ukrycia. Obawiam się, że krytyka jest bezradna w takich sytuacjach. Teraz ja wam współczuję, recenzenci od teatru.

Niech się Pan o nas nie boi. Poradzimy sobie. Widzi Pan różnice między kobiecą a męską nagością na scenie?

- Oczywiście, że widzę różnice, wszyscy ją widzą. Domyślam się, że chodzi panu o sposób wykorzystania tej nagości. Już powiedziałem wcześniej, w teatrze rozbiera się aktorów na potęgę, na ogół bez sensu. Odziera się aktora z człowieczeństwa w imię szoku dla dobra spektaklu, no i ludzie przyjdą. To śmieszne.

Nie sądzi Pan, że nagość na scenie spowszedniała?

- Jeszcze raz podkreślam: jeśli nie ma sensu, nie warto rozbierać, ale też nie warto robić na siłę beznadziejnych szkaradnych ramot pseudonowoczesnych eksperymentów. Warto jedynie kochać siebie artystę i swoją publiczność, reszta się sama obroni, nago czy w ubraniu. Chce ze mnie pan na siłę zrobić eksperta od nagości. Zgadzam się i odpowiem, że na scenie nagość nie spowszedniała, natomiast beznadziejny kostium w polskim teatrze owszem.

Mikołaj Mikołajczyk, tancerz i choreograf, absolwent Ogólnokształcącej szkoły Baletowej w Poznaniu. Przez wiele lat był solistą Teatru Wielkiego w Poznaniu. Wcześniej występował w Pantomimie Wrocławskiej, Polskim Teatrze Tańca. W latach 2001-2002 prowadził przy Operze na zamku w Szczecinie autorski Teatr DNA ("Żegnaj Polsko", "Najpierw się zdziwisz, a potem oddasz", "ORWS"). Tańczył w baletach klasycznych i współczesnych. W Teatrze Wielkim stworzył swoje pierwsze spektakle: "Kronika Zawiedzionej śmierci", "Okłamuj mnie, pocałuj też", "Strofy na sopran i głos recytujący". Od 2006 r. realizuje spektakle solowe. Pierwszym był "Waiting". W tym roku zrealizował "Z tobą chcę oglądać świat" i "poLY-RHYtm" wspólnie z kompozytorem Zbigniewem Kozubem i pianistką Anna Kozub.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego