Kazimierz Janusz był uosobieniem ciepła i życzliwości. Na widok ludzi rozjaśniała mu się twarz. Uśmiechnięty, pogodny, rzadko bywał smutny. Potrafił się cieszyć z najdrobniejszych rzeczy. Nie było w nim ani odrobiny zawiści. Inteligentny, dowcipny, miał ogromne poczucie humoru. Potrafił rozśmieszyć każdego. Śmiał się także z samego siebie. Lubili go wszyscy. Znakomicie parodiował kolegów, a zwłaszcza Krysię Sznerrównę, koleżankę z roku, o której mówił żartobliwie Krysia Szmerr. Inną swoją koleżankę i dyrektorową Hankę Różańską-Chaberską nazywał Szyrlejką, a o Irenie Eichlerównie, z którą był w przyjaźni, mówił zawsze Duse. Kiedy miesiąc temu odwiedziłem go w Domu Aktora w Skolimowie, to nie był już ten sam Kazio, który powtarzał mi za każdym razem: "Witusiu, nie wyobrażasz sobie, jaki jestem szczęśliwy, że tu zamieszkałem. Nie przypuszczałem nawet, że będę miał taką starość. To dzięki Zosi Kucównie tu się zn
Tytuł oryginalny
Pożegnanie: Kazimierz Janus (9.09.1923 -18.05.2008).
Źródło:
Materiał nadesłany
Gazeta Wyborcza - Stołeczna nr 173