Logo
2.03.2009 Wersja do druku

Tu jest moje szczęście...

- Moim najważniejszym, powiedziałbym macierzystym teatrem jest ten, imienia Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach. Spędziłem w nim 40 lat życia. Odnoszę wrażenie, że mieszkańcy Katowic, Zabrza, Gliwic czy Chorzowa nie są tak przywiązani do swojej sceny, jak ludzie z Zagłębia. Wszędzie spotyka się grupy stałych bywalców premier, ale nie są one tak liczne jak w sosnowieckim Teatrze - mówi aktor BERNARD KRAWCZYK, obchodzący jubileusz 55-lecia pracy artystycznej.

Rozmowa z BERNARDEM KRAWCZYKIEM [na zdjęciu], aktorem scen Śląska i Zagłębia oraz filmów Kazimierza Kuzta: Wyrastał Pan w pobliżu kopalni "Mysłowice", Pański ojciec i brat właśnie tam pracowali. Nie chciał Pan brać z nich przykładu? - Faktycznie podczas okupacji mieszkałem z mamą i bratem dosłownie tuż przy płocie kopalni. Ojca wywieźli na roboty przymusowe do Niemiec, wrócił miesiąc przed wyzwoleniem. Mój brat jako czternastoletni chłopak poszedł do kopalni, żeby mamie pomóc w utrzymaniu rodziny. Niewiele zarabiała na krawiectwie. Ja w 11. roku życia zatrudniłem się u rzeźnika i jako zapłatę przynosiłem do domu tłuszcze. Wiem, co to bieda, głód i strach. Nigdy nie chciałem wykonywać tak zwanego męskiego zawodu, choć górników zawsze poważałem i szanuję. Po wojnie w liceum w Mysłowicach zazdrościłem kolegom z Niwki czy Modrzejowa, że oni mówią taką piękną polszczyzną. Ja tak nie potrafiłem. Moim językiem była śląska g

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Tu jest moje szczęście...

Źródło:

Materiał nadesłany

Polska Dziennik Zachodni nr 48/26.02.

Autor:

Jolanta Talarczyk

Data:

02.03.2009