NASZA MAŁA STABILIZACJA

«ŚRODKOM masowego oddziaływania brak oryginalności. Jest to jeden z zasadniczych zarzutów, jakimi szermują krytycy tzw. kultury masowej, a telewizji w szczególności. Sprawa nie jest ani tak prosta, ani jednoznaczna. Możliwe, że powyższa teoria w części sprawdza się w niektórych krajach Zachodu czy w USA. W naszych warunkach wszystkie te "wypracowane" opinie należy przyjmować powściągliwie, choć odrzucać je z góry byłoby może lekkomyślnością.

Programom naszej telewizji brak "wysokiego poziomu średniego", poziom w ogóle jest bardzo nierówny, ale z drugiej strony nie można nie zauważyć ambitnych prób, prezentowania trudniejszych a często oryginalnych myśli i form artystycznych. Najśmielej poczyna sobie pod tym względem poniedziałkowy Teatr TV. Dobrym przykładam niech służy adaptacja "Urzędu" Tadeusza Brezy. Ostatnio przybył Teatrowi TV nowy konkurent - "Studio 63", kierowane przez Adama Hanuszkiewicza. W wywiadzie udzielonym przedstawicielowi "Ekranu" (nr 4, 1963) reżyser uzasadniał potrzebę powstania nowej sceny. Według niego poniedziałkowemu Teatrowi grozi stagnacja, wypracował on bowiem "obowiązujący" styl narracji telewizyjnej, sposób prowadzenia kamer, komponowania kadru. Styl ten inspirowany jest zasadniczo przez teatr.

Zamiarem Hanuszkiewicza jest poszukiwanie bardziej specyficznych środków wyrazu, form oryginalnych, które ani w filmie, ani w teatrze nie miałyby sensu. "Studio 63" wystawiać będzie sztuki o tematyce aktualnej, bezpośrednio nawiązujące do współczesności. Działalność Studia zainaugurowała sztuka Tadeusza Różewicza pt. "Świadkowie, albo nasza mała stabilizacja" (środa 30.I). Nie jest to może najlepszy utwór wybitnego poety, ale Różewicz, jak zawsze, świetnie trafia w "nerw" pewnych problemów nurtujących ogół. Już sam tytuł zasługuje na uwagę, ma on coś z sarkastycznej definicji socjologicznej. (Zresztą termin stabilizacja budzi zastrzeżenia niektórych publicystów, np. Marcin Czerwiński uważa go za pozorny lub przedwczesny w stosunku do zjawisk czy procesów, które na naszym gruncie jeszcze się nie wykrystalizowały). Różewicza zajmuje raczej specyficzna strona "stabilizacji" - moralna, ideowa: to, co nazywamy społecznym znieczuleniem, zanikiem ludzkiej wrażliwości, kompromisowością, obojętnością. "Świadkowie" są sztuką bardzo dyskusyjną, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Telewizyjna wersja sztuki, reżyserowana przez Hanuszkiewicza, jest także dyskusyjna, choć nasuwają się krytyczne uwagi. Spektakl nie był dramatyczny, co nie stanowiło niespodzianki, gorzej, że mało interesował, że denerwował pretensjonalnością. Spokojny, lekko kpiący, lekko liryczny sposób przedstawiania banalnych rozmów u Różewicza, nieoczekiwanie nabrał w przedstawieniu akcentów bardzo teatralnych (emfatyczne intonacje i grymasy), zupełnie jasne skróty sytuacyjne i metafory doznały naturalistycznej, wręcz śmiesznej materializacji (okowy małżeńskie na stole, makatka z kotkiem, zanikania postaci w kadrze). Wszystkie te zabiegi, które miały na celu wątpliwe "utelewizyjnienie" spektaklu, nie pomagały w odbiorze zawartości intelektualnej utworu.

Próba ta, mimo zastrzeżeń, była jednak ciekawa. Szkoda tylko, że poddana jej została akurat sztuka "Świadkowie". Nasuwa się przekorna myśl, że następnym eksperymentom "Studia 63" nie zaszkodziłoby trochę "artystycznej stabilizacji".»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego