powiększwersja do drukupoleć znajomemu

"Rotbaum - mag czy agitator?" - polemika

Ze zdziwieniem przeczytałem artykuł Ryszarda Nowaka "Rotbaum - mag czy agitator?", skrajnie tendencyjny i zawierający wiele błędnych ocen, zarówno osoby jak i dokonań tego znakomitego artysty scen polskich i żydowskich. Dziwi to, bo przecież pisze go człowiek teatru, który powinien kierować się faktami i rzeczową oceną - pisze do e-teatru Jan Pilski.

Insynuowanie, iż Rotbaum zawdzięcza swoją karierę w teatrze polskim Jakubowi Bermanowi a nie swoim reżyserskim zdolnościom jest zabiegiem wyjątkowo niegodnym. To przecież nie Berman reżyserował "Opere za trzy grosze"czy "Wesele".

Fakt, przyszedł późno do teatru polskiego. Ale miał już wtedy bogaty warsztat, fantazję i zmysł estetyczny. Był wizjonerem, artystą kochającym Teatr i jestem przekonany, że była to miłość wzajemna. Nowak nie odbiera Rotbaumowi talentu, jednak śródtytuły i sam tytuł artykułu starają się czytelnikowi podpowiedzieć co innego: z tym talentem nie poradziłby sobie, gdyby nie poparcie partyjnych bonzów. A to jest dalekie od prawdy. Rotbaum tworzył w czasach w których tworzył. Nie on jeden reżyserował radziecką klasykę rewolucyjną, ale jako jeden z nielicznych robił to dobrze.

Wspomniany przez Nowaka Józef Kelera wyraził się o wrocławskim debiucie Rotbauma jednoznacznie: "(...) była to bodaj najmocniejsza i najbardziej sugestywna w powojennym polskim teatrze inscenizacja utworu dramatycznego z zakresu tak zwanej rewolucyjnej klasyki radzieckiej." (Józef Kelera, "Wrocław Teatralny 1945-1980", Wrocław 1983).

Ryszard Nowak pisze: "Warto jednak pamiętać, że przy wszystkich swoich zaletach było to przedstawienie propagandowe". Czy przedstawienia "propagandowe" są łatwiejsze do wyreżyserowania? Najwidoczniej - według logiki autora artykułu.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że dwa lata po wrocławskiej premierze, "Człowieka z karabinem" wystawił w warszawskim Teatrze Narodowym Bohdan Korzeniewski. Spektakl nieudany, o czym zgodnie pisali wtedy krytycy (http://www.e-teatr.pl/pl/realizacje/11731,szczegoly.html ). A Marek Okopiński zdecydował się wystawić sztukę Pogodina w Teatrze Polskim w Poznaniu w1964 roku, kiedy Rotbaum klasyką radziecką już się nie zajmował.

Pisze Ryszard Nowak: "Od połowy lat 50. pozostawał [Rotbaum - przyp.JP] coraz bardziej w tyle za nowymi trendami. Próbą nadążenia za nimi była inscenizacja "Wesela" Wyspiańskiego w 1956 roku, której przygotowaniu towarzyszyły awantury z niektórymi członkami zespołu, odmawiającymi reżyserowi prawa do własnej interpretacji utworu. Poszło o wyprowadzenie części akcji na zewnątrz bronowickiej chaty."

Tyle o rotbaumowskim "Weselu" ma do powiedzenia autor artykułu. A szkoda, bo "Wesele" na I Festiwalu Teatrów Śląska i Opolszczyzny (1960 rok) zdobyło nagrodę za najlepsze przedstawienie festiwalu. A jeszcze wcześniej, w 1958 roku, na Festiwalu Dramatów Wyspiańskiego - wyróżnienie jury za nowe pomysły inscenizacyjne (! - wykrzyknik mój - JP) w przedstawieniu "Wesela".

Jakub Rotbaum miał spektakle bardziej i mniej udane, jak każdy reżyser, ale był postacią nietuzinkową. Jego "Człowiek z karabinem", "Wesele" czy "Opera za trzy grosze" były wydarzeniami kulturalnymi na skalę krajową. Był artystą, bo artystą się jest, a nie bywa. Ma swoje zasługi i swoje miejsce w historii teatru polskiego. I artykuł Ryszarda Nowaka - na szczęście - tego nie zmieni.

Jan Pilski, Warszawa