"(Ur)faust" Goethego i Feliksa Konopki

«"Ich habe sfets die Welt /tir genialer gehalten ais mein Genie" (J. W. Goethe)

1.

Dwie prapremiery zbiegły się niedawno w Polsce: starego i prawie bibliofilskiego "Urfausta" w byłym teatrze Byrskich w Kielcach, oraz "Fausta" lub "Antyfausta" po jakiejś współczesnej geriatrycznej kuracji la Parchon z helikopterami i cybernetyką w przeróbce Grotowskiego w Teatrze Polskim w Poznaniu.

(...) Grotowski r o z m o n t o w a ł tekst Goethego (obie części, również część II, nie grywaną w Polsce) i scalił go dramaturgicznie na nowej zasadzie (...)" - cytuję komentarz Jerzego Korczaka do poznańskiego "Fausta". Mój Boże, okazuje się, że i ten zabieg (dezintegracji "Fausta" w Poznaniu i jego reintegracji w Kielcach) przewidział Goethe - mówiąc ustami Dyrektora w "Rozmowie wstępnej w teatrze":

...Dajecie sztukę - krajcież

w kawałeczki -

bigosu trzeba dzisiaj publiczności;

...Wiecie - dziś na każdej scenie

eksperyment - głupio, serio -

rozkaz mody miejcie w cenie,

ruszyć całą maszynerią!...

W orędziu Dyrektora Teatru nie ma nic z propozycji intelektualnego i filozoficznego cyrku la Grotowski, dużo w nim natomiast zachęty do łamania autonomii dzieła artystycznego pod kątem wulgarnego schlebiania gustom publiczności, którą to publicznością wolno najgłębiej pogardzać. Rozruch zaś teatralnej maszynerii oznacza po prostu rozmach technicznego efekciarstwa, jakąś antycypację reinhardtowskiego przepychu inscenizacji, lub po prostu operowy, naturalistyczny iluzjon z księżycem i menażerią.

Goethe stawia z pewną dozą brutalnej autoironii dylemat właściwego (z punktu widzenia Poety i Artysty!) przekazania ze sceny społeczno-filozoficznych treści "Fausta" i jego rezonansu wśród najmniej nawet wyrobionej publiczności. Dylemat nie stracił nic i dziś ze swojej aktualności. A pytanie brzmi w jakim duchu i w jakim kształcie przybliżyć problematykę "Fausta" współczesnemu widzowi, i - czy w ogóle warto podejmować się tego zadania?

Polski "Faust" w przekładach Jezierskich, Paszkowskich, Jeników, Czerniaków, Wachholzów i Kościelskich to bombastyczne i na poły grafomańskie operowe libretto, które np. w Poznaniu (wg Paszkowskiego) brzmi jak nowokreowany na scenie kabaretowo-operowy żargon, w nowej interpunkcji, oraz w innej, logiczniejszej, wersji. Ale to już problem nowej wokalistyki teatralnej, która w połączeniu z jakimś tragikomicznym koturnem dramatu, czyni zeń filozoficzną tragikomedię ludzkich pajaców...

"Urfaust" lub "Prafaust" Goethego (odkryty w 1887 roku! - zgodnie z relacją tłumacza Konopki - w papieerach spadkobierców panny Luizy von Göchhusen, jednej z dam dworu księżny Amalii Weimarskiej) jest zaledwie wstępnym, fragmentarycznym szkicem do ostatecznej wersji "Fausta" i - w konfrontacji tekstów *) robi wrażenie pokiereszowanego dramaturgicznie kadłuba. Pełno w nim przeskoków i pustych miejsc, choć w większości przedrukowane partie nie różnią się zasadzie ani pod względem leksykalnym i wersyfikacyjnym od "Fausta" sensu stricto. Ale to tylko c z ę ś c i przeniesione potem przez Poetę bez zmian lub po niewielkiej, stylistycznej obróbce do oryginału. Analiza porównawcza obu partii "Urfausta" i "Fausta" jest pouczającą (nie tylko lingwistyczną!) sondą w samo sedno twórczej alchemii słowa Goethego. Bo język autora "Urfausta" bywał nader lapidarny, dosadny i chropowaty. Feliks Konopka w przedmowie de "Urfausta" imputuje nawet Goethemu pewną (może świadomą i stylizowaną?) wulgaryzację i regionalne prostactwo.

Oto np. w "Urfauście" w Piwnicy Auerbacha Zybel woła:

Drey Teufel! Ruht! und singt runda!

und drein gesoffen drein gekrischen...

(w przekładzie Konopki):

Do kroćset! Spokój! i rundę śpiewać!

i chlać i kwiczeć...

W "Fauście" dwuwiersz brzmi już inaczej, bardziej miękko i poetycko:

Zur Thür hinaus wer sich entzweyt!

Mit offner Brust singt Runda, sauft

und schreyt!...

(w przekładzie Zegadłowicza):

Za drzwi, kto się kłóci!

Pić, bracia, i śpiewać - kiep ten,

co się smusi!...

Albo w "Urfauście" - Faust do Zybla:

Stille Mastschwein! (Konopka; Milcz, tuczny wieprzu!).

To samo w "Fauście" (mówi Mefistofeles):

Still, altes Weinfass!

A na to Zegadłowicz jeszcze bardziej eufemicznie:

Niech no nie dudni winna kadź!

I na koniec do filologicznych gloss "Urfausta" (1773-17T8) warto dodać jedną, bodaj najpikantniejszą. Oto burszowska piosenka Brandera (wg Konopki):

W piwnicy szczur przebywał rad,

Bo tłuste miał tam żarcie.

Wytoczył sobie brzuch i zad

Jak sam - (pan Luter Marcin).

Ale "Doctor Luther" jako rym do "Fett und Butter" ukazał się drukiem dopiero w 1790 roku w "Fauście- Fragmencie" w zbiorowym wydaniu dzieł Goethego. Dlaczego w "Urfauście" zataił Goethe Lutra? Może uczynił to z myślą o klerykalnej, protestanckiej cenzurze...

2.

Zaiste, nie wiem - jaką nadrzędną racją: literacką lub dramaturgiczną kierował s;ę Teatr rekonstruując przy pomocy mistrza Konopki c z ą s t k o w y budulec do prawdziwego "Fausta", i - vice versa - uzupełniając nim dodatkowo widoczne w "Urfauście" luki. C u i b o n o ? Boć przecie "Urfaust" nie jest ani dramaturgiczną etiudą Goethego, ani profesorskim "Lesedrama", lecz częścią 1) niedokończonej całości I nie można imputować czytelnikom "Urfausta" lub widzom w teatrze, jak czyni to Feliks Konopka, że uzupełnienie "Urfausta" scenami w dobie jego narodzin jeszcze nienapisanymi było tylko niezbędnym dramaturgicznym zabiegiem, przedsiębranym jakby na rachunek Goethego, w którego głowie (te sceny) już się lęgły anno 1773-1775. : czekały tylko na ostateczny twórczy zapis. W sumie reintegracja "Frausta" kadłubowym "Urfaustem" lub kreowanie nowego "Urfausta" ze strzępów "Fausta " jest zabiegiem pretensjonalnym i trąci taniutką kokieterią w stosunku do mniej oświeconego widza, którego tak lękał się Goethe w "Rozmowie wstępnej w teatrze". Bo kielecki "Urfaust" to osobliwy melanż teatru komedii, satyry, pantomimy - melodramatu. Melanż z klajstrami. "Urfausta" klajstrują dwa duszki, biały i czarny a la Faust i a la Mefistofeles); są mimicznymi konferansjerami niby komedii i niby tragedii; bawią się w scenografa - instalują alkowę Małgosi i dwa (białe i czarne) lwy... (na kółkach!). Ale zabiegi duszków nużą, są klasycyzującymi, barokowymi ozdobnikami, i jak sztuczne Iwy, przypominają secesyjne kariatydy. Goethe i jego "Urfaust" nie pasują zupełnie do takiej naiwnej i natrętnej metaforyki. Antuiluzyjne pono przedsięwzięcia teatru prowokowały w ten sposób do pluszowego, mieszczańskiego realizmu.

Montaż teatralny z "Urfausta" i "Fausta" rozpoczyna więc prolog w teatrze i w niebie (z "Fausta"), a potem b. młody i patetyczny "Faust" z grandilokwencją deklamuje "montażową" "wielką improwizację" Goethego do natury, do Bóstwa... Mój Boże, w tym miejscu przewertowałem egzemplarz "Fausta" (w przekładzie Zegadłowicza) z tąż improwizacją...

Ależ to przedziwne W a h l v e r w a n s c h a f t e n ! Z kim? Z Mickiewiczem. I tu i tam ten sam romantyczny, prometejski bunt, to namiętne, niebotyczne crescendo myśli i uczuć, przesycone u Goethego większym racjonalizmem, kosmopolityzmem i panteizmem, ale i większą dynamiką i poetycką ekspresją u Mickiewicza. I podobne, prawie identyczne akcesoria "improwizacji": gwiazd sferyczne kręgi albo gwiazdy w szklanych harmoniki kręgach - granice świata albo światu krawędzie - i uzupełniające się inwokacje i repliki:

Faust: ...poznam, czy życie wieczne

jest, czy tylko chwilką...

Konrad: ...Ach, jedną chwilką!

W 1926 roku w Teatrze Narodowym w Warszawie pod batutą Kazimierza Kamińskiego - deklamował goetheańską improwizację Józef Węgrzyn. Był to na pewno bardzo polski, konradowski Faust.

"(U r) f a u s t" anno 1960 jest dziełem sześciu niewiast 2), księcia Antoniego Radziwiła i Feliksa Konopki. I choć nad przedstawieniem ciąży nieznśny brak dworskiego teatru w Monbijou z muzyką ks. Radziwiłła 3) o r a z literacka mistyfikacja Feliksa Konopki w kompozycji "(Ur)fausta", to ma ono zalążek pewnej nowej propozycji inscenizacyjnej arcydzieła Goethego. Bo, kadłubowy ,,(Ur)feust" stać się może teatrem komediowych intermediów, stylizowanym "in crudo" moralitetem lub filozoficznymi jasełkami z oddemonizowanym, czarującym, dowcipnym diablikiem, obdarzonym francuskim l'esprit de riposte, młodym Barraultem, jakim był na kieleckiej scenie Mefisto Kazimierza Kurka, Mefistofeles z krakowskiej Piwnicy, współczesny żak, pełen sceptycznej samowiedzy, który uszczknął już niejeden zakazany owoc ze "złotego drzewa". Ale Faust (Maciej Nowakowski) jest z Teatru Rapsodycznego i wstępuje na szczudła. W dodatku duchy mówią z megafonów jak w "Dziadach" Bardiniego, grają organy, Małgosia modli się i szlocha.

Dies irae: dies illa

Solvet saeculum In favilla.

W teatrze pachnie kościołem, operą i Wiktorem Hugo dla ubogich duchem. I do tego napuszony, barokowy język Feliksa Konopki.

Faust: ...cóż trupia czaszko, mówisz

szczęk bełkotem...

...Hejże! W zmysłowych wrzeń odmętach

Pójdźmy płomienną rozkosz pić!

Mefistofeles: ...tymczasem będziesz

dzięki mnie

Mógł sam nadzieją przyszłych żarów

Sycić się w kręgu jej oparów...

(Indessen könnt ihr ganz allein

An aller Hoffnung künftger Freuden.

In ihren Dunstkreis satt euch weiden).

Choć poniektóre partie przekładu Konopki brzmią jędrnie i plastycznie.

Mefistofeles: Raz pewien król wyiskał

Sporego samca pchłę...

albo (do Fausta).

Nadzmysłowo, zmysłowo, zakochany

kocie...

Johann Spies, pryncypialny b. Luteranin, autor najstarszej książki jarmarcznej o "Fauście" z 1587 roku pt. "Historia o doktorze Janie Fauście, szeroko okrzyczanym guślarzu i czarnoksiężniku" napisał ją ponoć "dla odstraszającego przykładu wszystkim wynoszącym się, dociekliwym i bezbożnym ludziom, "dla dania odrażającego e x e m p l u m i ku szczerej przestrodze".

Ale Faust Konopki i Lidii Rybotyckiej to prowincjonalny bufon i bon viveur, który sprokurował nieopatrznie ciążę czternastoletniej dziewczynce... Nie ma w nim nic z poetyckiej i filozoficznej mitologii dr Fausta, nic ze straszącego Spiesa bezbożnika i prowokatora nieczystych sił. Z daleka już przeczuć się da jego melodramatyczne kabotyństwo. Może napisze list do "Przyjaciółki" albo do "Kulis serc". Bo kielecki "(Ur)faust" to melodramat. Z "Przyjaciółki". I z Mefistem. On jest arbitrem postępków Fausta. Piekielnie inteligentnym i piekielnie ironicznym. I on jest komediantem, ale najwyższej klasy. Mefisto to "pierwsza osoba dramatu" w komedii a la Goethe. Wie to, czego my nie wiemy, lub jeszcze dowiedzieć się nie możemy. Jest jasnowidzem: intelektów i obyczajów, prorokiem oportunizmu. Więcej Mefistów, a życie nasze stałoby się nie do zniesienia, za dużo byśmy o sobie wiedzieli. Dla równowagi potrzebni są więc kochankowie Małgosi, potrzebni dla dokumentacji hasła z encykliki papieskiej crescite et multiplicamini. Bo goetheański L e b e n s g e n u s s nie jest sztuką dla sztuki. Mówi o nim szerzej inny, kadłubowy (biologiczno-socjologiczny) "Faust" Grotowskiego w Poznaniu. Ale inteligentni i wszechwiedzący komentatorzy ars amandi i vivendi są b. potrzebni. Dlatego chwalę Mefistofelesa i jego dzieło.

*) Urfaust - Faust. Ein Fragment - Faust. Der Tragödie Erster Teil (Paralleldruck - Akademie Verlag. Berlin, 1958).

1) "Urfaust" ma trochę więcej jak półtora tysiąca wierszy. Brak w nim m. in. rozmowy wstępnej w teatrze, prologu w niebie, drugiej części monologu Fausta, chórów, pierwszego i drugiego dialogu z Mefistofelesem (scena z paktem!), sceny przed bramą miejską, u czarownicy, nocy Walpurgii, zabójstwa \Valentego itd.

2) Państwowy Teatr im. Żeromskiego w Kielcach. "Urfaust" J.W.Goethego. Przekład: Feliksa Konopki. Reżyseria: Lidia Rybotycka. Scenografia: Teresa Targońska. Muzyka: Antoniego Radziwiłła w opracowaniu Mirosława Niziurskiego.

3) Kilka scen "Fausta" po raz pierwszy zrealizował w 1918 roku teatr dworski w Monbijou w Belinie pod kierunkiem ks. Antoniego Radziwiłła z jego własna oprawa muzyczną.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego