Brak wolnych miejsc na sali oraz oklaski na stojąco to najlepszy dowód na to, że słupska publiczność spragniona jest sztuki i ciekawa nowego, czyli opery. Niestety, "Madame Butterfly" pozostawiła niedosyt. Były piękne arie operowe, ale zabrakło scenografii - pisze Magdalena Olechnowicz w Głosie Pomorza.
Słupszczanie tłumnie przybyli w piątek do słupskiej filharmonii, aby podziwiać jedno z najwybitniejszych dzieł Giacomo Puccini'ego Madame Butterly. Jak żartował podczas występu Sławomir Pietras, dyrektor Teatru Wielkiego w Poznaniu, jest to dzieło, dzięki któremu wszyscy dyrektorzy teatrów operowych żyją jak pączki w maśle. - Wystarczy, że powiesi się plakat zapowiadający Madame Butterfly, a pełna sala jest gwarantowana - mówił. Rolę tytułowego Motyla, gejszy Cho-cho-san bezgranicznie zakochanej w amerykańskim żołnierzu zaśpiewała Roma Jakubowska-Handke (sopran) [na zdjęciu]. Zachwyciła publiczność. - Jej sopran sprawił, że czułam dreszcze i naprawdę wzruszyłam się opowiedzianą historią - mówiła po występie Aneta Gosiewska ze Słupska. Wrażenie wywarł też ów żołnierz - w tej roli Krzysztof Bednarek (tenor). Obok nich wystąpili jeszcze Katarzyna Suska (mezzosopran) oraz Zbigniew Macias (baryton). Ten ostatni artysta dostał d