Białystok. Czwarte podejście do opery

Być może w poniedziałek uda się w końcu otworzyć oferty w przetargach na drugi etap budowy Opery i Filharmonii Podlaskiej

«Roboty przy ul. Kalinowskiego na zboczach wzgórza św. Magdaleny ustały w czerwcu. Wówczas po dwóch latach prac, które pochłonęły ponad 50 mln zł, zakończono budowę samego gmachu. Szarą bryłę widać niemalże z każdego miejsca w centrum. By jednak przypominający obecnie sarkofag nad reaktorem w Czarnobylu budynek zamienić w siedzibę instytucji kulturalnych, trzeba go wykończyć i wyposażyć.

Pierwszą próbę znalezienia firmy, która to zrobi, podjęto jeszcze w lipcu. Ku zaskoczeniu urzędników po otwarciu ofert okazało się, że najtańsza z nich znacząco przekracza kosztorys. Urząd marszałkowski - inwestor - na wykończenie gmachu przeznaczał wówczas 106 mln zł. Najtańszy Warbud, który wcześniej wzniósł mury gmachu, chciał prawie 240 mln. W tej sytuacji marszałek unieważnił przetarg, podkreślając, że województwa po prostu nie stać na budowę na warunkach wykonawców.

- Ogłaszając przetarg postawiliśmy bardzo wysokie wymogi, jakie musiały spełniać startujące w nim firmy. To zawęziło liczbę ofert i ograniczyło ich konkurencyjność - oceniał wówczas zajmujący się w samorządzie inwestycjami wicemarszałek Bogusław Dębski.

Zapowiedział, że przy kolejnym przetargu wymagania zostaną sformułowane w taki sposób, by potencjalnych wykonawców było więcej. To miało też umożliwić udział regionalnych firm w pracach nad operą. Kolejną zmianą, jaką wówczas wprowadzono, było rozbicie jednego przetargu na trzy mniejsze: osobno na wykończenie elewacji, świetlików i wyposażenia scenicznego i akustycznego. Tak by oszczędzić na prowizjach dla podwykonawców.

Marszałek zlecił też aktualizację kosztorysu. Jego aktualna wartość jest tajemnicą, wiadomo, że wzrosła o kilkadziesiąt milionów złotych. Zdecydowana większość pieniędzy na budowę - ponad 95 proc. - miała pochodzić z unijnego programu Infrastruktura i Środowisko.

- Rozmawiałem na temat nowego kosztorysu z ministrem kultury Bohdanem Zdrojewskim. Nie był zaskoczony rosnącymi kosztami. Stwierdził, że na tle innych unijnych projektów w kraju nasz nowy kosztorys nie wypada jeszcze porażająco. Obiecał też, że resort kultury pomoże nam znaleźć brakujące środki - zapewniał marszałek Dworzański.

Rozstrzygnięcie przetargu zaplanowano znów na listopad, ale i to się zmieniło. Powodem była ogromna liczba pytań, jakie do urzędu marszałkowskiego złożyli potencjalni wykonawcy - ponad 700. Przy okazji, ku zadowoleniu inwestora, okazało się, że połowa z zainteresowanych przetargami firm pochodzi z regionu.

Biuro inwestycji urzędu marszałkowskiego wstępnie założyło, że wszystkie wątpliwości zainteresowanych uda się rozwiać do 15 grudnia. W związku z kilkoma protestami, dotyczącymi nieprecyzyjnych określeń w specyfikacji przetargowej, przetarg przełożono po raz trzeci. Na dzisiaj. Przedstawiciele urzędu marszałkowskiego mają nadzieję, że tym razem się uda. Tym bardziej że gmach - chociaż pusty - kosztuje. Miesięcznie ponad 20 tys. zł. Znaczną część z tej kwoty pochłania ochrona placu budowy. W praktyce oznacza to, że od momentu zakończenia robót do dzisiaj na budynek opery wydano już ponad 100 tys. zł, chociaż absolutnie nic przy nim nie zrobiono.

Dzisiaj okaże się też, na ile kosztorys przygotowany przez urząd marszałkowski przystaje do oczekiwań potencjalnych wykonawców. I czy znów trzeba będzie gdzieś szukać dodatkowych pieniędzy na inwestycję. Według pierwotnych planów miała kosztować 70 mln zł, aktualnie wycenia się ją na ponad 200. Jeśli prace szybko nie zostaną wznowione, pod znakiem zapytania stanie też termin ukończenia robót, zaplanowany na połowę roku 2011.

- Tyle już zainwestowano w ten projekt, że czy nam się to podoba, czy nie, nie ma odwrotu. Damy radę, bo musimy - tak swój stosunek do opery już kilka miesięcy temu określał marszałek Dworzański.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego