WBREW pozorom, niełatwy jest los arcydzieł, poprzedzonych nadto szumną reklamą. Książkową edycję "Ulissesa" poprzedziła u nas kampania tak grzmiąca, że można było się zadumać o autorach rodzimych, traktowanych po macoszemu w porównaniu z pisarzem, który od dobrych czterdziestu lat otoczony jest legendą. Ale skutek był dla Joyce'a paradoksalny; wielu ludzi, już na zapas pouczanych gorliwie, że jest to coś, czego nie posiadać się nie godzi, poczuło się pogwałconych w suwerenności i autonomiczności swojego sądu; w efekcie, za sprawą wiecznie drzemiącej w nas przekory, uznało za swój nieledwie - obowiązek głosować przeciw "Ulissesowi". Liczni z moich znajomych - skądinąd także literackich wybrednisiów - poprzysięgło sobie wstrzymać się od lektury, inni nie byli w stanie się zachwycić "aż tak". Co do mnie, z góry nie dowierzając Kydryńskiemu, nastawiwszy się raczej nieufnie wobec agitacji tak bardzo przychylnej autorowi "powieści wszystki
Tytuł oryginalny
Ten kontredans z Joyce'em...
Źródło:
Materiał nadesłany
Kierunki nr 12