Wrocław pamięta o Jacku Kaczmarskim

Nie można JACKA KACZMARSKIEGO utożsamiać tylko i wyłącznie z twórczością polityczną i czysto interwencyjno-narodową, to stereotyp, w który został wtłoczony. Kaczmarski to ktoś o wiele ważniejszy niż tylko bard Solidarności - mówi Szymon Podwin, założyciel Wrocławskiego Salonu Jacka Kaczmarskiego.

«Aleksandra Barczuk: Dlaczego Salon Kaczmarskiego powstał akurat we Wrocławiu?

Szymon Podwin: Jacek był silnie związany z Wrocławiem towarzysko i artystycznie. Tutaj koncertował, nagrywał w studiu Polskiego Radia Wrocław. I właśnie w tym mieście wystąpił w słynnym koncercie z okazji XX-lecia Solidarności. We Wrocławiu także znaleźli się ludzie, którzy chcieli propagować twórczość Jacka Kaczmarskiego.

A dlaczego Pan się tego podjął?

- To wynik wieloletniej i dożywotniej fascynacji jego twórczością. Poza tym o powstaniu Salonu zadecydował tragiczny fakt śmierci Jacka. Gdyby żył, nie byłoby potrzeby tworzenia substytutów spotkań z jego twórczością. Wszyscy zbieraliby się na jego koncertach. Po odejściu Jacka powstała myśl, że skoro już, niestety, nie zagra, Salon mógłby ocalić tę twórczość od zapomnienia.

Poznał Pan Jacka Kaczmarskiego osobiście?

- Na trzecim roku obroniłem licencjat z metodyki nauczania poświęcony piosenkom Kaczmarskiego. Podczas jego pobytów we Wrocławiu konsultowałem z nim swoje pomysły, wówczas jeszcze metodyczne, nie muzyczne, bo już na piątym roku studiów podjąłem pracę i w praktyce realizowałem założenia teoretyczne, czyli po prostu jako nauczyciel prowadziłem lekcje w oparciu o jego utwory.

Takie zajęcia podobały się uczniom?

- Bardzo. Młodych ludzi trzeba zainteresować czymś więcej niż suchym tekstem podręcznikowym. Wtedy mogą tej treści wysłuchać w oprawie muzycznej czy zobaczyć na ekranie monitora w postaci fragmentów z koncertu. Teksty Kaczmarskiego to kopalnia wiedzy na temat kultury i gotowy materiał dydaktyczny do wykorzystania na lekcjach.

Teksty, wcześniej polityczne, mają jakiś oddźwięk w teraźniejszości?

- Nie można Jacka utożsamiać tylko i wyłącznie z twórczością polityczną i czysto interwencyjno-narodową, to stereotyp, w który został wtłoczony. Dzisiaj te zaangażowane piosenki w faktycznie stanowią swoisty dokument epoki. Ale Kaczmarski to ktoś o wiele ważniejszy niż tylko bard Solidarności.

Czy teksty Kaczmarskiego są na tyle komercyjne, by dobrze się dzisiaj sprzedawały?

- Powstają festiwale jego piosenek, albumy muzyczne oparte na jego twórczości, ale też pojedyncze nagrania jego utworów w wykonaniu innych artystów. Pojawiła się na rynku płyta Habakuka czy Strachów na Lachy. To daje szansę dotarcia tej twórczości do wielu ludzi, zwłaszcza młodych, którzy może w ten sposób sięgną po pierwowzór.

Oprócz Salonu mamy także we Wrocławiu ulicę Jacka Kaczmarskiego.

- Oraz krasnala Bardusia - w okularach i z gitarą. Podczas ceremonii nadania imienia ulicy oraz odsłonięcia Bardusia obecna była córka Jacka - Patrycja Kaczmarska, która również występuje na scenie i bywała już gościem Salonu.

W poniedziałek będziecie świętować drugą rocznicę powstania Salonu we Wrocławiu?

- Z reguły koncerty Salonu polegają na tym, że we wrocławskim klubie Łykend występują zaproszeni goście. Akurat 4 listopada chcę zrobić troszeczkę inny koncert niż do tej pory: chciałbym zaprosić na scenę w dużej mierze tych, którzy na co dzień na niej nie występują. Ma to być scena otwarta dla każdego, kto śpiewa i gra. Wystąpią po prostu ludzie, których łączy fascynacja Kaczmarskim.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego