"Anioły w Ameryce" w reż. Krzysztofa Warlikowskiego w TR Warszawa. Pisze Elżbieta Baniewicz w Twórczości.
Krzysztof Warlikowski na brak sukcesów nie może narzekać. Premiera goni premierę, i to w miejscach prestiżowych: w paryskiej operze "Parsifal" Wagnera, a przedtem "Ifigenia na Taurydzie" Glucka, "Medea" Cherubiniego w Brukseli, w Madrycie opera "Makropulos" Janaćka. "Kruma" Hanocha Levina, "Anioły w Ameryce" Tony'ego Kushnera czy "Dybuka" An-skiego i Hanny Krall łatwiej obejrzeć w Paryżu, Tel-Avivie, Strasburgu, Awinionie, Moskwie czy Nowym Jorku niż w warszawskich Rozmaitościach. W Salonikach tego roku reżyser został uhonorowany europejskim "Oskarem" teatralnym dla młodego twórcy, przyznawanym przez Międzynarodowego Stowarzyszenie Krytyków i Unię Teatrów Europejskich. Z prowokatora i "ojcobójcy" w ciągu ostatnich kilku lat stał się najlepszym polskim reżyserem, właściwie klasykiem. Wobec braku konkurencji nie było to nader trudne. Jarzyna raczej stracił serce do teatru albo się wypalił, młodsi pozostają daleko w tyle, starszych można policzyć na palc