Bywają artyści, którzy nie mają ambicji kreowania pierwszoplanowych ról. To aktorzy, bez których nie byłoby największych kinowych hitów, mimo, że nie grali w nich pierwszych skrzypiec. To też reżyserzy, którzy swoją pracą zwracali uwagę na słowa innych, wielkich twórców. Należy do nich Krzysztof Zaleski. Aktor i reżyser, którego pracę zobaczyć możemy już tylko na archiwalnych materiałach - pisze Piotr Jezierski w portalu Polskiego Radia.
Aktorstwo moralnego niepokoju Jak wielu widzów oglądających recitale wrocławskiego Przeglądu Piosenki Aktorskiej wiedziało, że po drugiej stronie, na stanowisku reżysera, stał człowiek, którego pamiętamy z roli porywczego męża w "Konsulu" czy prowokatora w "Gorączce" Agnieszki Holland? Wbrew pozorom o rozpoczętej w 1976 roku zawodowej karierze reżyserskiej Krzysztofa Zaleskiego wiedziało wielu. Szerzej znany jako aktor, kreujący postaci charakterystyczne, w rzeczywistości skończył reżyserię na warszawskiej PWST. Aktorstwo traktował jedynie jako przygodę. Ale mało który artysta, nie kończąc wydziału aktorskiego, jest w stanie stworzyć tak głęboko zarysowane role drugoplanowe. Już jako doktorant w Instytucie Badań Literackich, zamiast pisać pracę o Gombrowiczu zdecydował się wystawić jego "Ślub" i samemu zagrać w nim rolę Pijaka. To były jego aktorskie początki, natomiast swój romans z dziesiątą muzą Zaleski zaczynał od ról epizod