W panu Krzysztofie niebanalny był już sam kontrast między powierzchownością, w której było coś malowniczo, rodzajowo ,,knajackiego'' (co świetnie grało w filmie), a jego wielką kulturą osobistą, świetną umysłowością i imponującą erudycją - KRZYSZTOFA ZALESKIEGO żegna Krzysztof Lubczynski z Trybuny.
O zmarłym w tym tygodniu wybitnym reżyserze, aktorze i intelektualiście Krzysztofie Zaleskim tak bardzo chciałoby się napisać niebanalnie, a tak trudno ustrzec się banałów. A przecież był on kwintesencją niebanalności. Jako człowiek, jako aktor, jako reżyser i jako humanista. Jako aktor drugiego planu (z wyjątkiem głównej roli Józefa Monety w ,,Indeksie'' Janusza Kijowskiego) grał w sposób tak oryginalny, że niepodobny do niczego innego, do żadnej konwencji, do żadnej maniery. W panu Krzysztofie niebanalny był już sam kontrast między powierzchownością, w której było coś malowniczo, rodzajowo ,,knajackiego'' (co świetnie grało w filmie), a jego wielką kulturą osobistą, świetną umysłowością i imponującą erudycją. Jego agent Ochrany ,,Czarny'' to chyba najlepsza rola w ,,Gorączce'' Agnieszki Holland. To zachowanie obślizgłego, uśmiechniętego gada, który wciąga ofiarę w swoją pułapkę, jest nie do zapomnienia. Kapitalny był też w