Kraków. Polsko-włoski projekt teatralny

Przez tydzień w mediolańskiej szkole teatralnej Scuola d'Arte Drammatica Paolo Grassi intensywnie pracowali studenci krakowskiej PWST Szymon Kaczmarek i Szymon Wróblewski, wykładowca Józef Opalski i włoscy studenci aktorstwa. O polsko-włoskim projekcie opowiadają Szymon Kaczmarek i Szymon Wróblewski.

«Iga Dzieciuchowicz: Tydzień w Mediolanie zakończył się pokazem efektu Waszej wspólnej pracy, w której Szymon Kaczmarek zajął się reżyserią, a Szymon Wróblewski dramaturgią. Co to za projekt?

Szymon Wróblewski: To pierwsza część wymiany między uczelnią krakowską i mediolańską. Pojechaliśmy do Mediolanu jako tandem reżyser - dramaturg, mieliśmy siedem dni na przygotowanie spektaklu z włoskimi studentami. Następnym etapem będzie praca nad spektaklem w Krakowie. W kwietniu pojawią się włoski reżyser i dramaturg; wraz ze studentami obecnego III roku aktorstwa PWST przygotują spektakl według włoskiego tekstu, który jest właśnie tłumaczony.

Szymon Kaczmarek: Zostaliśmy wskazani przez wykładowców, w szczególności przez profesor Ewę Kutryś. Od razu dowiedziałem się, że będziemy przygotowywać dramat Michała Walczaka "Podróż do wnętrza pokoju", tekst wybrany i zaakceptowany przez stronę polską i włoską. Tekst musiał być polski i współczesny, a Walczak wygrał silnym zakorzenieniem w tradycji polskiego teatru: w jego dramacie pobrzmiewają echa twórczości Tadeusza Różewicza i Witolda Gombrowicza. Chyba właśnie to przeważyło, ponieważ od razu rodził się temat polskości, a także różnic między włoskimi i polskimi teatralnymi tradycjami. Celem projektu była wymiana doświadczeń - to, że powstał spektakl, wynikło dopiero na miejscu, w planach miał być tylko pokaz warsztatowy.

Dramat Walczaka jest surrealistyczny, ale też mocno osadzony w polskich realiach. Czy tekst spodobał się Włochom, był dla nich zrozumiały?

Szymon Wróblewski: Naszym głównym zadaniem okazało się wyjaśnienie włoskim studentom polskich kontekstów - tłumaczyliśmy, czym jest Pałac Kultury i Nauki, dlaczego ksiądz chodzi po kolędzie, kim jest ojciec Rydzyk. Ostatecznie większość tych kwestii została wykreślona ze scenariusza - były nieczytelne dla włoskiej publiczności. Odnaleźliśmy jednak w tekście Walczaka wspólny mianownik - scena wynajmowania mieszkania okazała się jak najbardziej międzynarodowa, bo we Włoszech to dla studentów taki sam problem jak w Polsce.

Jak przebiegała praca z włoskimi aktorami?

Szymon Kaczmarek: Włoscy aktorzy byli bardzo zaangażowani i otwarci, błyskawicznie nauczyli się tekstu, byli też bardzo dyspozycyjni. Mediolańska szkoła jest płatna, może dlatego studenci mają trochę inne podejście niż polscy. Podstawową różnicą był język i wszystko, co w nim zaklęte - wrażliwość, poczucie humoru, rodzaj "normalnego" grania. Bardzo pomógł nam Józef Opalski, który cały czas skrupulatnie śledził tekst, bo tylko on mówi biegle po włosku. Włoskich studentów musieliśmy raczej studzić, niż poganiać czy zachęcać do bycia energetycznym. Oni mają to we krwi i tego od nich w szkole wymagają wykładowcy. My próbowaliśmy opowiedzieć im coś o polskim marazmie i polskich smutkach.

Szymon Wróblewski: Musieliśmy inaczej pracować - włoska tradycja teatralna jest związana z nurtem dell'arte, a to przecież wiąże się z innymi środkami aktorskimi, innym myśleniem teatralnym. Próbowaliśmy odejść od prostego podawania tekstu, skupiliśmy się na jego analizie, odtwarzaliśmy tekst i czerpaliśmy z niego jak najwięcej, by móc w pełni stworzyć świat na scenie. Pracowaliśmy z dziewięcioma osobami, studentami III roku aktorstwa. Gdy ogłosiliśmy obsadę i skonsultowaliśmy ją ze studentami reżyserii i dramaturgii, nasz wybór wszystkich zaskoczył. Student, który miał grać głównego bohatera, według wszystkich zupełnie nie pasował do tej roli. Wiele pracy wymagało od nas obudzenie w nim nowego sposobu gry, innego typu obecności na scenie. I to się udało. Myślę też, że było to dla niego ważne doświadczenie.

Pracowaliście bardzo szybko...

Szymon Wróblewski: Pracowaliśmy codziennie od godz. 10 do 13, potem przerwa na obiad, od godz.15 znów trwały próby, czasami do późnych godzin. To rzeczywiście praca w zabójczym tempie - po trzech dniach odbył się przebieg całości. Wymagało to od nas szybkich decyzji, prostych uwag do aktorów, nadania wyraźnego kierunku.

Po spektaklu pojawiły się pochwały, uwagi, wyrazy krytyki? Jak włoska publiczność odebrała spektakl?

Szymon Kaczmarek: Włosi mówili, że spektakl był dokładny, precyzyjny i czysty - te opinie powtarzały się jak mantra, ale nie potrafię do końca zrozumieć, co właściwie mieli na myśli. Aktorzy nie stresowali się, byli zrelaksowani, wręcz luzaccy i nonszalanccy. Rektorowi szkoły wydało się to bardzo interesujące, ponieważ tamtejsi wykładowcy wymagają od aktorów grania na tzw. spinie, szybko i energetycznie.

Dla mnie najciekawsze okazało się słuchanie włoskiego bez zrozumienia, gdy już zostawiłem swój polski tekst - wyposażony w wiedzę o tym, co się dzieje na scenie, pamiętając, co aktorzy grają. To rodzaj reżyserii podobny do słuchania muzyki - wsłuchiwanie się w rytmy, intonacje. To było wspaniałe doświadczenie - bardziej intuicyjne niż logiczne, a taki rodzaj pracy lubię.

Szymon Wróblewski: Rektor szkoły był bardzo zaskoczony. Maurizio Schmidt sam jest aktorem, zna wszystkich studentów i jest z nimi bardzo zżyty. Gratulował nam nowego, świeżego spojrzenia na tę grupę aktorów. Udało się nam również zainteresować Włochów twórczością Różewicza i Gombrowicza oraz polskim teatrem.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego