31 grudnia w rzeszowskim Teatrze im. Wandy Siemaszko-wej odbędzie się premiera sztuki Dereka Benfielda "O mało co..." w reżyserii Pawła Pitery
Ilona Cierpisz, Anna Czyżyk: Dlaczego wybrał Pan mało znaną sztukę? Paweł Pitera, reżyser sztuki: Nie jestem artystą przez duże "A". Jestem rzemieślnikiem. Nie mówię o sztuce w kategoriach posłannictwa czy głębi. Na rynku polskim jest może pięć, sześć dobrych fars i komedii. Dlatego chcę sięgnąć po coś, co nie jest na absolutnie topowej półce. Mieści się jednak w kategoriach bardzo dobrze napisanego utworu scenicznego, który miast skłaniać do refleksji, śmieszy. Jak wyglądały przygotowania do premiery? - Kłopotów niezwiązanych z czyjąś złą wolą, tylko z losem, było sporo. Tak się złożyło, że Andrzej Szczytko, który miał zagrać główną rolę, zachorował. Obecnie grają Mariusz Luszowski. Sztuka była więc dość szybko przygotowywana. Czy wiernie trzymał się Pan tekstu Dereka Benfielda? - Wychodzę z założenia, że skoro dla autora tej sztuki otwierają się walizki z pieniędzmi londyńskich producentów, to pan Pitera, dla kt