- Granie siebie na dłuższą metę nie ma sensu, bo w rezultacie jest jałowe. Granie kogoś złego jest dużo większą przyjemnością, jest swego rodzaju i zabawą i nauką - mówi warszawski aktor, PIOTR POLK.
Jedna z pana wielbicielek napisała: "Dzięki Jak Oni Śpiewają zobaczyłam, jaki Pan jest naprawdę miły, serdeczny, ciepły, wyjątkowo skromny, wszechstronnie utalentowany, szarmancki, przystojny... Pana zalety można wyliczać w nieskończoność". Zgadza się pan z taką opinią? - Nie przypominam sobie, żeby ktoś naraz powiedział mi tyle komplementów. To bardzo miłe. Tym bardziej, że ostatnio nie mam dobrych notowań u widzów telenowel, w których występuję, bo postrzegają mnie przez pryzmat granej przeze mnie postaci. A bohater, w którego się wcielam, nie ma ze mną nic wspólnego. Niestety widzowie zatracają granicę pomiędzy tym, co jest prawdą, a co tylko fikcją telewizyjną. Mam nadzieję, że udziałem w programie Jak Oni Śpiewają przełamałem te stereotypy i ludzie zaczęli mnie postrzegać inaczej. Jednak w granych przez siebie postaciach zawiera pan jakąś cząstkę siebie. Chyba nie da się od siebie uciec. - Właśnie, że się da. Granie