Kielce. Problem z wynagrodzeniami w KTT i Kubusiu

Miasto uregulowało sprawę wynagrodzenia za pracę artystyczną dla dyrektorki Kieleckiego Teatru Tańca. Cel był słuszny, bo pieniądze się należą. Tylko sposób załatwienia problemu budzi sporo wątpliwości.

«Na ostatniej sesji radni przegłosowali uchwałę o zmianie w statucie Kieleckiego Teatru Tańca i wprowadzili do niego zapis, że umowę określającą m.in. wynagrodzenie za opracowanie choreografii do spektakli dyrektorka placówki będzie podpisywała ze swoją główną księgową. Do tej pory większość przedstawień Elżbieta Szlufik-Pańtak zrealizowała bez umowy i bez wynagrodzenia, bo początkowo był to teatr prywatny, później stowarzyszenie. Gdy KTT przejęło miasto, jego dyrektorka również nie zabiegała o pieniądze. - Nigdy nie miałam żadnych roszczeń. To, co robię, robię z pasji i miłości do tańca. Zwróciłam się do miasta o uregulowanie sprawy moich umów, ponieważ jestem w przededniu doktoratu i potrzebuję tych dokumentów jako potwierdzenia mojej twórczości. Same plakaty i programy nie wystarczą - zwraca uwagę Szlufik-Pańtak.

Podobna sytuacja jest w Teatrze Lalki i Aktora Kubuś, w którym na wyreżyserowanie spektaklu dyrektorka Irena Dragan również podpisuje umowę z główną księgową. Za każdym razem zwraca się do prezydenta z prośbą o akceptację wysokości wynagrodzenia. W czasie ostatniej kontroli Regionalnej Izby Obrachunkowej w Kubusiu inspektor zakwestionował jednak sposób podpisywania umów, zwracając uwagę, że powinien to robić prezydent.

Wątpliwości co do rozwiązania problemu obu instytucji ma też radna Alicja Obara. - Nie jestem przekonana, czy zostało to dobrze zrobione. Moim zdaniem umowę powinien podpisywać prezydent lub dyrektor wydziału kultury urzędu miasta. Prawnicy miejscy uznali jednak to rozwiązanie za właściwe - przyznaje radna Obara.

Podobne zdanie mają również urzędnicy marszałka, który sam i w obecności członka zarządu za każdym razem podpisuje umowę z dyrektorem podległej sobie placówki na realizację konkretnego zadania. Wcześniej urzędnicy analizują też zaproponowaną przez dyrektora kwotę i jeżeli wyda im się zawyżona, mogą ją zmniejszyć. - Jesteśmy po kontroli Najwyższej Izby Kontroli, która oceniła, że nasze rozwiązanie jest najlepszym z możliwych. Rozwiązanie zastosowane przez miasto jest złe, bo dyrektor jest pracodawcą dla księgowego, z którym podpisuje umowę, co może prowadzić do dwuznacznych sytuacji. Abstrahując od KTT i Kubusia, i mówiąc czysto hipotetycznie, dyrektor może zażądać wpisania do umowy wymyślonej przez siebie kwoty, a księgowy ją zatwierdzi, bojąc się zwolnienia - zauważa Jacek Kowalczyk, dyrektor Departamentu Promocji, Edukacji, Kultury, Sportu i Turystyki Urzędu Marszałkowskiego w Kielcach. Dyrektor zwraca też uwagę, że takie rozwiązanie stosują urzędy marszałkowskie w pozostałych województwach.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego