"Burza" w reż. Janusza Wiśniewskiego w Teatrze Nowym w Poznaniu. Pisze Tomasz Miłkowski w Przeglądzie.
Janusza Wiśniewskiego inscenizacja Szekspirowskiej "Burzy" może zaskakiwać. Niewiele tu z Szekspira zostało, aura czy rama raczej. Jesteśmy na rajskiej wyspie rozbitków, o czym mają przypominać gruchające gołębie, pozamykane w czterech, rozwieszonych po czterech stronach sceny, ogromnych klatkach. Ich niepokojący gulgot dialoguje w porę i nie w porę z sytuacjami scenicznymi, przydając psychodelicznej muzyce Jerzego Satanowskiego niezaplanowanych tonów. Czasem słychać też krótkotrwały trzepot skrzydeł, bo klatki, choć duże, na wielką swobodę uwięzionym ptakom nie pozwalają. Taki to raj, taka to wyspa szczęśliwa, na której lądują oprócz bohaterów Szekspirowskiej "Burzy" znani z teatru Wiśniewskiego bohaterowie, widma z walizkami, wózkami, przykurczami, znoszonymi kapotami, pamięcią o Kantorze i kabarecie metafizycznym. To właśnie te dziwadła najpierw zaludniają scenę-wyspę, po której obu stronach usadzono publiczność (kilka jej rzędów w