Podróże w czasie z X Muzą

Teksty Słonimskiego są ciekawym dokumentem historii kina nie tylko w aspekcie samej analizy dzieł filmowych - o książce "Romans z X Muzą" Antoniego Słonimskiego pisze Agnieszka Kozyra w Nowych Książkach.

«Na pytanie, kto był pierwszym polskim krytykiem filmowym, większość miłośników kina odpowie: Karol Irzykowski. Toteż wielkim zaskoczeniem jest fakt, że nie autor Dziesiątej muzy, lecz Antoni Słonimski był prekursorem recenzji i analiz filmowych z prawdziwego zdarzenia. On to posłużył się określeniem "dziesiąta muza", które następnie wykorzystał Irzykowski. Tego i wielu innych ciekawych rzeczy dowiemy się ze zbioru tekstów Antoniego Słonimskiego, opracowanego przez Małgorzatę i Marka Hendrykowskich.

Antoni Słonimski jest znany przede wszystkim jako poeta, współzałożyciel słynnego kabaretu literackiego Pikador, jeden ze skamandrytów, prozaik (napisał dwie powieści science fiction zainspirowane twórczością Wellsa), felietonista. Okazuje się jednak, że nie literatura, ale kinematografia była największą miłością autora Sądu nad Don Kichotem. Na miłość do obrazu filmowego i jego głęboki, twórczy odbiór z pewnością duży wpływ miało wykształcenie poety, który studiował w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Słonimski był artystą w pełnym tego słowa znaczeniu - w młodości dużo malował, uprawiał grafikę i rysunek. Znał się także na sztuce teatralnej, współpracował z tygodnikiem satyrycznym "Sowizdrzał", gdzie oprócz wierszy ogłaszał humoreski, recenzje teatralne oraz plastyczne. Dział recenzji teatralnych prowadził również w "Wiadomościach Literackich". Był doskonałym satyrykiem, felietonistą, czego dowodem "Kroniki tygodniowe".

W 1920 r. autor Czarnej wiosny został redaktorem "Kuriera Polskiego". Samodzielnie redagował dział "Sztuka". Wśród recenzji teatralnych, plastycznych i literackich pojawiały się artykuły o filmie. W 1922 r. stworzono oddzielną rubrykę "Kinematograf. "To właśnie dzięki Słonimskiemu modna i niepoważnie traktowana dziedzina, jaką było wówczas kino, stała się w Kutiene Polskim pełnoprawnym tematem kulturalnym i artystycznym. (...) dzięki Słonimskiemu po raz pierwszy w Polsce kino zostało potraktowane na łamach dziennika nie tylko jako równorzędna wobec innych dziedzina sztuki, ale także nowa gałąź współczesnej kultury".

Słonimski zmienił sposób pisania o kinie. W latach dwudziestych brakowało fachowych recenzji na ten temat, pisano głównie artykuły chwalące dany film, a zamawiane przez producentów filmowych. Przed Słonimskim stanęło zatem nie lada wyzwanie: pisać ambitne krytyczne analizy filmowe w dobie traktowania kina jako popularnej rozrywki. Czytając jego teksty zebrane przez Hendrykowskich, odnosi się wrażenie, że wywiązywał się ze swojego zadania znakomicie. Wnikliwie, celnie i błyskotliwie analizował obejrzane filmy. Współczesny czytelnik ma możliwość zapoznania się ze "świeżym" odbiorem dzieł uznawanych od dawna za klasykę filmu - między innymi "Gabinetu doktora Caligari", "Metropolis", "Doktora Jekylla", "Niewolnicy miłości". Czerpie zaś informacje od bezpośredniego i niezwykle inteligentnego odbiorcy.

Autor z humorem i ironią krytykuje rodzime produkcje, wytyka błędy, nie boi się uznania za obraz niskich lotów filmu, który jest reklamowany w całej Warszawie jako "wielki, wspaniały, monumentalny". Teksty Słonimskiego są ciekawym dokumentem historii kina nie tylko w aspekcie samej analizy dzieł filmowych. To również zapiski dotyczące np. zamknięcia kinematografów w akcie buntu przeciwko wysokim podatkom, walki o niższe ceny biletów, reakcji publiczności na wyświetlane filmy, popularności aktorów polskich i zagranicznych.

W książce znajdziemy także wiersze, które autor poświęcił dziesiątej muzie, anegdoty, satyryczne notatki, parodystyczne streszczenia i reklamy filmów. Teksty w dużej mierze dotyczą lat przedwojennych, jednak pojawiają się również spostrzeżenia o kinie późniejszym - "Krzyżacy" Forda, "Popioły" Wajdy, "Ojciec chrzestny" Coppoli).

Dowiadujemy się od Słonimskiego, co wspólnego ma Witkacy z pierwszą próbą wprowadzenia filmu mówionego, dlaczego Chaplin jest najwybitniejszym filmowym twórcą i czemu poecie nie spodobało się Wesele Wajdy ("trudny do odczytania chłopski thńller"), natomiast wzruszyły go Noce i dnie Antczaka.

Mówi się, że kino to magiczny wehikuł czasu, świadectwo minionych lat, szansa na przeżycie wielkiej przygody, w której każdy z nas ma możliwość uczestniczyć. Pisał i o tym Słonimski: " Wszystkie nasze tęsknoty ulatują jak przez okno więzienne, przez srebrny ekran kinematografu. Marzymy wielkie podróże, egzotyczne wyspy, wiry tonących statków, pałace miliarderów, pożerające przestrzeń lokomotywy, miłość najpiękniejszych kobiet i przyjaźń szlachetnych mężczyzn. (...) Razem z Griffithem stajemy na trybunie wielkiej rewolucji francuskiej (...) Daje nam to iluzję życia szerokiego, tak potrzebnego do własnej twórczości" . Jego teksty również dają nam możliwość przeniesienia się w jeden z najciekawszych okresów XX wieku, w szalone lata 20. i dekadenckie, zwiastujące katastrofę lat 30. Czasy, w których film stawał się pełnoprawną dziedziną sztuki, a kinematograf przeistaczał się w kino. Warto wybrać się w tę podróży właśnie ze Słonimskim.

Antoni Słonimski ROMANS Z X MUZĄ

: teksty filmowe z lat 1917-1976 / wybór, wstęp i oprać. nauk. Małgorzata Hendrykowska i Marek Hcndrykowski. - Warszawa : Biblioteka "Więzi", 2007. - 306 s. ; 22 cm. - (Biblioteka "Więzi" ; t. 204). - Zł 39 791"1917/1976"(049.32)»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego