Ludzie i manekiny

«Nie znaliśmy przez długie lata tej sztuki przedwcześnie zmarłego i autora polskiego, mimo że powstała już przed rokiem 1929. A to z tej prostej przyczyny, że jej polski rękopis (zrodzony w Paryżu) zaginął i trzeba ją było opracowywać z wersji rosyjskiej, którą Jasieński stworzył w roku 1931 na użytek teatru mo­skiewskiego.

Dobrze się więc stało, że wersję tę opracował teraz po polsku Anatol Stern i dobrze się stało, że przyjechał do nas w gościnę z tym spektaklem katowicki Teatr im. Wyspiańskiego.

"Bal manekinów" to sztuka saty­ryczna oparta na znakomitym wprost, fantastycznym pomyśle pomieszania świata manekinów krawieckich ze światem żywych ludzi. Jest to jednak jak gdyby niepełny szkic urze­czywistnienia tego świetnego pomy­słu.

Historia posła socjalistycznego, który wszedłszy przez pomyłkę na od­bywający się nocą w magazynie mód bal manekinów, zostaje pozbawiony głowy, perypetie manekina męskiego, który wyrusza między ludzi z gło­wą posła na karku oraz przygody posła bez głowy - to wspaniały wprost materiał do satyry. Satyra ta chwilami dźwięczy praw­dziwym humorem i zaskakuje pomy­słowością, chwilami jednak odczuwa się w niej jakieś momenty pustki.

Niewątpliwie Bruno Jasieński był tu pod bardzo silnym wpływem Majakowskiego i jemu zawdzięcza nieledwie baśniowe widzenie bardzo realnych i przyziemnych trosk.

TEATR katowicki włożył wiele starania w inscenizację tej niełatwej sztuki. Ale prócz świetnego Bo­lesława Smeli w podwójnej roli posła z głową i bez głowy nie rozporządzał dość mocnymi siłami aktor­skimi dla wykonania reszty ról. Stąd może pochodzi owo uczucie pustki, które ogarnia nas po wysłuchaniu wielu nawet bardzo zaskakujących kwestii dialogu. Zwłaszcza obie główne role kobiece, córki fabrykanta sa­mochodów i żony bankiera wypadły nieprzekonywająco.

Pomysłowe natomiast były dekaracje zarówno magazynu jak salonu fa­brykanta, pomysłu Wiesława Langego: łączyły się znakomicie z atmo­sferą panującą w tej fantastycznej sztuce.

Jeżeli chodzi o scenografa, można by tylko mieć pretensję o czarne ciała manekinów, które w ten spo­sób wyglądały całkiem niepotrzeb­nie na Murzynów.

Muzyka zyskałaby chyba na wy­mowie, gdyby dźwięczała bardziej zrozumiale dla ucha słuchacza.

Reżyser Jarocki nadzwyczaj spraw­nie poruszał zarówno manekinami, jak żywymi, stwarzając ów niepow­tarzalny nastrój zrealizowanej baśni.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego