Czy spektakl rozbija mity? Wydaje się je tylko potwierdzać. Wydaje się też nijak nie dotykać Polaka zasiadającego na widowni, a nie o to chyba chodziło - o "Homo Polonius" w reż. Janusza Opryńskiego i Witold Mazurkiewicza w Teatrze Centralnym (Teatr Provisorium i Kompania Teatr) w Lublinie pisze Marta Zgierska z Nowej Siły Krytycznej.
"Xiążę Stanisławczyk śnił, że jest Królem Polskim" - tak zaczyna się książka Krystiana Piwowarskiego "Homo Polonicus", której adaptacji podjął się duet Provisorium i Kompania Teatr (reżyseria Janusz Opryński, Witold Mazurkiewicz). Premiera spektaklu oficjalnie zainaugurowała działalność Teatru Centralnego w Lublinie. Już sam kontrowersyjny tytuł, kojarzony z "homo sovieticus", mówi dużo o charakterze tekstu. Opowieść o Stanisławie, który choruje na polskość, albo by wyprzeć wszelkie pozytywne skojarzenia - "polakowatość", stawia przed czytelnikiem śmiały obraz, jednostronny i hiperbolizujący skrajnie negatywne spojrzenie na narodowość, która jest źródłem obłędu. Nie dający spokoju sen, zakleszczenie i pulsująco powracający ból głowy są symptomami narodowej skazy, którą wspólnie żłobimy przez wieki. Z tradycji wyrasta pewien reprezentant obciążony cechami na stałe wpisanymi w wizję Polaka. ]Takim też jest spektakl. Autorzy