«Po wpisaniu do internetowej wyszukiwarki słów "improv theatre" otrzymamy prawie dwa miliony znalezionych stron. Znacznie gorzej będzie z ich polskim odpowiednikiem - hasłem "teatr improwizacji". Nic dziwnego - w Polsce mało kto słyszał o kryjącej się pod tą nazwą popularnej na całym świecie technice pracy teatralnej. Tym bardziej cieszy inicjatywa Centrum Kultury.
Najbardziej znaną odmianę teatru improwizacji stworzył brytyjski aktor Keith Johnstone, pracujący dziś w Kanadzie, gdzie stworzył centrum szkoły improwizacji aktorskiej zwanej teatralnymi sportami ("Theatresports"). Pierwszy cykl zajęć w Centrum Kultury w październiku poprowadził kanadyjski aktor i pisarz Mike Hughes, współpracujący z centrum Keitha Johnstone'a. W ubiegłym tygodniu odbyły się kolejne kilkudniowe zajęcia pod okiem Arkadiusza Ziętka z niemieckiej fundacji InterKunst. W cyklu warsztatów po raz kolejny uczestniczyli młodzi lubelscy aktorzy ze Stowarzyszenia Sztuczne. W ostatni czwartek odbył się otwarty pokaz możliwości oferowanych przez tę jedną z najbardziej widowiskowych metod pracy scenicznej.
Publiczna prezentacja efektów warsztatu improwizacji jest dla każdego aktora potężnym wyzwaniem, prawdziwą próbą ognia i wody. Stawia ich bowiem w sytuacji całkowitej niepewności, zmusza do błyskawicznej reakcji, czujnej odpowiedzi na zagranie partnera. Wejście w rolę - proces najczęściej wstydliwie ukrywany za kulisami, zamaskowany najróżniejszymi teatralnymi sztuczkami - tutaj musi odbyć się publicznie, co więcej: to widownia narzuca aktorom temat etiudy, wymyśla miejsca akcji i sytuacje, nakazuje wcielenie się w taką czy inną postać. Być może właśnie dlatego aktorzy repertuarowych teatrów raczej unikają tego typu doświadczeń, w przeciwieństwie do aktorów niezawodowych przyzwyczajonych do elastyczności i nieskażonych zawodową rutyną.
Otwarty pokaz teatru improwizacji rządzi się swoimi prawami, swoją spontanicznością i miejscem przewidzianym na aktywny udział widowni nieco przypomina zawody sportowe. Na polecenie prowadzącego aktorzy spełniają tu wszystkie zachcianki rozbawionej publiczności, szkicowo, za pomocą kilku charakterystycznych gestów, powiedzonek, dowcipnych skojarzeń dają życie zadanym postaciom. Inny przykład - w wymyślonej na poczekaniu sytuacji aktorzy są zmuszeni wykorzystać zdania wylosowane z kartek przygotowanych przez widzów. Udaje im się to doskonale, w mgnieniu oka wymyślają riposty i kierują scenką ku niespodziewanemu rozwiązaniu. W ten sposób w ciągu niecałej godziny przed oczami widowni przewija się cały repertuar tworzonych ad hoc komicznych scen. Salwy śmiechu i oklaski po szczególnie udanych "solówkach" dowodziły, że pięcioosobowy zespół w pełni sprostał niełatwemu wyzwaniu.
Lublin nie ma, jak wiadomo, żadnej teatralnej szkoły (nie licząc oczywiście gardzienickiej Akademii Praktyk Teatralnych o własnym, specyficznym programie), a adepci aktorskiego zawodu skazani są na intuicyjne poszukiwania. Okazało się jednak, że ten stan edukacyjnej pustki służy jednostkom szczególnie wytrwałym. W cieniu lubelskich wielkości wyrosło kilku drapieżnych, dojrzałych artystów teatru: Przemysław Buksiński - od lat prowadzący warsztaty żywego słowa, twórca kilku monodramów (m. in. "Auto da fe" według Canettiego), Rafał Sadownik, znany z roli Ignaca w "Trans-Atlantyku" Provisorium-Kompanii Teatr czy Izabela Śliwa, Remigiusz Tomecki, Agata Will po doświadczeniach w rozmaitych lubelskich studenckich i niezależnych grupach. Powstał zadziwiająco zgrany kolektyw, któremu niestraszne są właściwie żadne sceniczne wyzwania. Dodajmy, że zanosi się na kontynuację tego obiecującego przedsięwzięcia. Być może obok grupy warsztatowej Stowarzyszenia Sztuczne powstaną następne, otwarte dla młodszych adeptów scenicznych doświadczeń.»