Logo
19.06.1977 Wersja do druku

Bez tańca chocholego...

To, co zachwyca gości weselnych "We­sela" Wyspiańskiego - niezależnie od tego, czy za parawanem zachwytów kryją się obsesje, lęki, widma, kabaret polityczno-społeczny i historia narodu razem wzięte lub rozpatrywane osobno - jest ,, chatą rozśpiewaną". W różnych tonacjach. Co parę lat znajduje "Wesele" swych nowych odkrywców, by znów powracać do pierwotnego kształtu widowiska-retro, za każdym razem jednak potwierdza­jąc obawy, że nie da się wskrzeszać (czyli powtórzyć) spektaklu, który by stanowił wierną kopię pierwszego. I czas nie ten, i aktorzy inni, a publiczność też nie ta sama - ergo i nastroje odmienne... NIEODMIENNA jest przecież ciekawość współ­czesnych, na ile treści "Wesela" i jego odniesienia do naszej wrażliwości, do wyciągania wniosków z owej tragikomicznej opowieści zwyczajnego-niezwyczajnego zebrania ludzi oraz postawy w chacie weselnej - mogą nadal służyć (jako tło i pretekst) do kąpieli w tej łaź

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Bez tańca chocholego...

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Południowa Nr 136

Autor:

Jerzy Bober

Data:

19.06.1977

Realizacje repertuarowe