"Wyścig spermy" w reż. Macieja Kowalewskiego w Teatrze Na Woli w Warszawie. Pisze Paulina Sygnatowicz w Życiu Warszawy.
W pierwszym starciu ze sceną Na Woli Maciej Kowalewski przegrywa. Ale będzie dalej walczył o społeczno-polityczny teatr, który nie boi się łamać narodowego tabu. Kontrowersje wokół spektaklu autorstwa i w reżyserii nowego dyrektora teatru Na Woli, twórcy "Miss HIV" i "Bomby", wywołał już sam tytuł. Autor zapewniał jednak, że chce jedynie zwrócić uwagę, że rzecz tak naturalną jak prokreacja, która jest ciągle tematem tabu. Publiczność sceny przy ul. Kasprzaka może jednak z "Wyścigiem spermy" mieć problem. Zwłaszcza kiedy zobaczy, jak Kowalewski żongluje symbolami narodowymi, w tym postacią Jana Pawła II, i jak niewiele z tej żonglerki wynika. Spektakl, choć aktorsko znakomity, dramaturgicznie wodzi widza na pogubienie. Ewidentnie autor za dużo rzeczy chciał przekazać, tonąc w gąszczu pytań i niedopowiedzeń. Rzecz rozpoczyna się w konwencji reality show, w którym udział bierze także publiczność, grając samą siebie. Zasady są proste