Logo
6.09.2007 Wersja do druku

Nareszcie jakiś facet w kinie

- Miałem niezły dylemat - grać na etacie we Współczesnym w "Wizycie starszej pani" drugorzędne role typu: sprawozdawca drugi czy dziennikarz czwarty i być na scenie w sumie pięć minut, czy wybrać dużą rolę w filmie? Zaryzykowałem rolę w "Psach" - mówi ARTUR ŻMIJEWSKI, aktor Teatru Narodowego w Warszawie.

Cztery Telekamery Tele Tygodnia dla najpopularniejszego aktora i jedna z głównych ról w cieszącym się niesłabnącą sympatią widzów serialu "Na dobre i na złe". Znakomite role w serialach sensacyjnych "Fałszerze" oraz "Odwróceni" udowodniły, że ten popularny aktor nie osiadł na laurach i wciąż nie pokazał swoich wszystkich możliwości. Była połowa lat 80. 19-letni Artur Żmijewski - raczej humanista niż umysł ścisły - postanowił zostać aktorem. Pamięta Pan, na co Pan wtedy liczył? Na rozgłos? Popularność? - Nie! Ja po prostu już całkiem poważnie wtedy myślałem o teatrze. W latach 80. brakowało nam perspektyw, a w teatrze - niezależnie od wszechwładnej cenzury - można było jednak mówić o sprawach ważnych. Na warszawskich scenach oglądaliśmy wtedy "Obłęd" Krzysztonia, a później "Dziady" Mickiewicza, Myślałem, że jak zagram Konrada Gustawa, to będę mógł światu coś istotnego powiedzieć. Przynajmniej tym, którzy chcą posł

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Nareszcie jakiś facet w kinie

Źródło:

Materiał nadesłany

Tele Tydzień nr 36/03.09

Autor:

Bożena Chodyniecka

Data:

06.09.2007