Z trzech "wielkich nieśmiertelnych" reżyserów obecnych na festiwalu szekspirowskim tylko Roberto Ciulli udowadnia, że nie zmienił się jeszcze w mit. Po dawnej świetności Lwa Dodina i Roberta Sturuy zostały jedynie ślady - pisze Joanna Derkaczew w Gazecie Wyborczej.
Legendarni, najwybitniejsi, mistrzowscy - o trójce reżyserów zaproszonych do Gdańska nie mówi się inaczej niż w superlatywach. Gruzina Roberta Sturuę, który od prawie 30 lat kieruje Teatrem Rustaveli w Tbilisi, wymienia się wśród tak zasłużonych szekspirystów, jak Peter Brook czy Euminas Nekrošius. Lew Dodin, dyrektor Małego Teatru Dramatycznego w Sankt Petersburgu, słynie jako ojciec współczesnego rosyjskiego teatru wielkich inscenizacji. Zniemczony mediolańczyk Roberto Ciulli zyskał rozgłos dzięki założonemu w Mülheim autorskiemu teatrowi Theater an der Ruhr łączącemu cechy teatru alternatywnego, wędrownego i stałej sceny repertuarowej. Ojcowie dyrektorzy od kilkudziesięciu lat podbijają ze swoimi zespołami światowe sceny, przyjmują zaproszenia do współpracy z zespołami zagranicznymi. Wszyscy trzej zmienili oblicza teatru w swoich krajach, dochowali się (często wbrew własnej woli) dziesiątków naśladowców. Jednak oglądanie ich najnowszyc