"Król Lear" w reż. Roberta Ciullego Theater an der Ruhr z Niemiec. Pisze Agata Kirol w Gazecie Wyborczej - Trójmiasto.
W świecie egoizmu, rozdartym wojnami, gdzie nie ma szacunku dla bezbronnych i cierpiących rządzi choroba niemocy. Taką interpretację "Króla Leara" pokazał Roberto Ciulli, w swojej znakomitej inscenizacji. Spektakl rozpoczyna się bez świateł, dają się słyszeć odgłosy skrzypienia i trzasku. Bardzo powoli na scenie wyłania się grupa mrocznie wyglądających postaci, są znieruchomieli jak na obrazie. Oszczędna dekoracja - na środku stół, na którym stoi magnetofon szpulowy. Młoda kobieta, ubrana na biało i stojący obok jej krzesła bączek-zabawka zwracają na siebie największą uwagę. Kilkuminutowe spoglądanie na stojące bezruchu postacie może się wydać dręczące, ale nie nudne. To dziwne miejsce przypomina świetlicę szpitala dla psychicznie chorych, w której rozegra się wspólna sesja. Uruchomiona na magnetofonie muzyka wprowadza nastrój majestatu i niepokoju. Pośród szumów radiowych podano informację o podziale królestwa: "Tymczasem mroczny za