Alicja prowadzi śledztwo

"Kobra" zagościła na ekranach naszych telewizorów po raz pierwszy w roku 1957 - czyli praktycznie natychmiast po tym, jak w ogóle zaczęliśmy mieć jakieś "nasze telewizory". Dopiero w następnym roku wydzielono formalnie "Kobrę" ze zwykłego, niesensacyjnego teatru telewizji i zaczęła się tradycja poniedziałkowego obcowania z teatrem z górnej półki - pisze Wojciech Orliński w Gazecie Telewizyjnej - dodatku do Gazety Wyborczej.

«"Kobra" zagościła na ekranach naszych telewizorów po raz pierwszy w roku 1957 - czyli praktycznie natychmiast po tym, jak w ogóle zaczęliśmy mieć jakieś "nasze telewizory". Dopiero w następnym roku wydzielono formalnie "Kobrę" ze zwykłego, niesensacyjnego teatru telewizji i zaczęła się tradycja poniedziałkowego obcowania z teatrem z górnej półki oraz czwartkowego spektaklu z dreszczykiem.

"Kobrę" czekał jeszcze jeden rozwód - do 1961 roku był to Teatr Sensacji i Fantastyki. Spektakle kryminalne wystawiano w nim na zmianę ze spektaklami science fiction. Lata 50. byty pod wieloma względami fantastyczną epoką w dziejach fantastyki, nie brakowało wtedy świeżych tekstów gotowych do wystawiania w teatrze - jak np. sztuka Gore Vidala "Wizyta na małej planecie" czy opowiadanie "Czarna walizeczka" Cyrila Kornblutha (zaadaptowano je też na potrzeby teatru telewizji w BBC).

Dałbym bardzo wiele, by zobaczyć "Czarną walizeczkę" w "Kobrze" - głównego bohatera, lekarza alkoholika, który przypadkowo odnajduje torbę z przyrządami lekarskimi z przyszłości - grał sam Gustaw Holoubek! Niestety, w złotym okresie działalności Teatru Sensacji i Fantastyki spektakli w ogóle nie rejestrowano - prezentowano je na żywo.

Zaczęto je utrwalać w roku 1962, kiedy poziom przeciętnej "Kobry" zaczął się już obniżać. Zamiast klasyki światowego kryminału (Christie, Chandlera) coraz częściej sięgano po teksty krajowych autorów chałturzących pod pseudonimami (Joe Alex - Maciej Słomczyński, Noel Randon - Tadeusz Kwiatkowski).

"Zachodnio" brzmiące pseudonimy miały nadać sztukom światowy polor. Gdyby to nie wystarczało, twórcy "Kobry" mieli jeszcze podręczny zestaw obligatoryjnych rekwizytów - bohaterowie tych sztuk regularnie na przykład wypisywali czeki, wciąż pili whisky, dysponowali kamerdynerami (można było wręcz odnieść wrażenie, że żadna londyńska rodzina bez takowego się nie może obejść), nosili też prochowce (policjanci) i ekscentryczne kaszkiety (złodzieje).

W latach 70., gdy na nasze ekrany trafili w końcu "prawdziwi" zachodni policjanci - choćby Kojak czy Columbo - to już za bardzo trąciło myszką. "Kobrę" oficjalnie zamknięto w roku 1975, ale groźny gad miał długie życie pozagrobowe. Realizowano jeszcze spektakle Teatru Sensacji już bez tego szyldu (np. adaptacje Chandlera czy "Perfidię" Łysiaka), a w 1982 roku telewizja bojkotowana przez żywych aktorów teatralnych zafundowała gruntowny maraton powtórki starych "Kobr".

Dużo mniej intensywny maraton powtórek - jeden spektakl na miesiąc - zafunduje nam obecnie TVP Kultura. W całym dorobku "Kobry" trafiło się kilka świetnych perełek. W maju mogliśmy oglądać "Przygodę pana Trapsa" Dürrenmatta w reżyserii Konrada Swinarskiego (1965), atrakcją czerwca będzie zaś komedia kryminalna "Alicja prowadzi śledztwo" na podstawie sztuki Roberta Thomasa, mistrza francuskiego teatru bulwarowego, którego inny głośny utwór - "8 kobiet" - niedawno brawurowo przeniósł na duży ekran Francois Ozon.

Spektakl w 1970 roku wyreżyserował Edward Dziewoński, ale mawiał potem, że on tylko na planie potakiwał wobec reżyserskich decyzji wypowiadanych tonem nieznoszącym sprzeciwu przez Irenę Kwiatkowską grającą tytułową rolę przedsiębiorczej sekretarki prowadzącej dochodzenie w sprawie swego zamordowanego szefa. Sobie zaś Dziewoński przyznał skromniejszą rolę inspektora policji - oczywiście, w nieodłącznym prochowcu .

Na zdjęciu: "Alicja prowadzi śledztwo", reż. Edward Dziewoński, Teatr Sensacji Kobra, 1970 r.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego