Za czerwone usta

KRYSTYNA MAZURÓWNA od etatu w Teatrze Wielkim wolała własny zespół tańca jazzowego, od Warszawy - Paryż, dokąd wyjechała w 1968 r. Tańczyła z Gerardem Wilkiem i Josephine Baker. Gdy po czterdziestce rzuciła taniec, pracowała jako bileterka, kelnerka, szefowa budowy. O sobie mówi: tłusta staruszka.

«Prezes telewizji Włodzimierz Sokorski mówił z wyrzutem: 'Mamy takie piękne polskie tańce ludowe, dlaczego pani ich nie tańczy?'

Była gwiazdą swingujących lat 60. Tańczyła w obcisłym trykocie, biust sterczał bezwstydnie, ludzie rozmawiali o tym w tramwaju. - Widziałeś wczoraj Mazurównę w telewizji? Ma talię osy! - Nic dziwnego, ponoć kazała sobie wyjąć trzy żebra!

Szokowało to, że zwisa zaczepiona nogą o szyję Gerarda Wilka, i to, że dziś jest rudą chłopczycą, jutro blond topielicą. Wszechmocny reżyser telewizyjnych show Janusz Rzeszewski traktował ją jak talizman i angażował raz za razem. 'Nie ma programu bez Mazurówny !' - powtarzał. Kiedy zupełnie nie pasował mu numer taneczny, wymyślił, że pohuśta się w kadrze na linie.

- Latałam uczepiona liny przez całe studio: fru, fruu! Zapłacili jak za dużą solówkę. Miałam największe mieszkanie na Starówce przy Piwnej - trójpoziomowe, przerobione ze strychu, dobry samochód, najlepsze ciuchy, nianię do dziecka.

U szczytu popularności, jesienią 1968 roku, zniknęła z ekranu i wyjechała z Polski. Plotkowano, że zdrada ojczyzny się jej nie opłaciła: na Zachodzie złamała sobie nogę i karierę jednocześnie.

17 szpagatów

- Nigdy w życiu nie złamałam nogi! Tańcząc ponad 30 lat, nie doznałam żadnej kontuzji, choć w balecie to choroba zawodowa.

- Szczęśliwa gwiazda?

- Raczej pospolite lenistwo. Jeśli jakaś ewolucja była dla mnie za trudna - przestawałam ją robić. Z natury byłam elastyczna, nie sprawiało mi kłopotów ani podnoszenie nóg, ani wywijanie nimi. Miałam w Paryżu zespół Ballet Mazurowna. Moje tancerki przed wyjściem na scenę zawsze godzinę się rozgrzewały. Ja wypijałam kieliszek szampana i byłam gotowa do występu. Robiłam jak po maśle 17 szpagatów ze skoku.

- A co ze zdradą ojczyzny?

- Ojczyzna wyrzuciła mnie z biletem w jedną stronę. Ośmieliłam się mieć prywatny zespół baletowy w epoce, gdy należało pracować na państwowym etacie.

Rozstała się z Polską w sposób zdecydowany: zostawiła mieszkanie, rozdała meble. Pieniędzy nie można było wywozić, ale znajomy dyplomata zaoferował przekazanie gotówki kurierem ambasady. Z 1200 dolarów wpłaconych w Warszawie odebrała w Paryżu tysiąc - dyplomata policzył sobie za usługę.

Różowy wózek

Od tamtej pory minęło 39 lat. W drzwiach mieszkania w dobrej dzielnicy Paryża stoi kobieta koliber: 161 cm wzrostu, włosy czarno-biało-czerwone, spod czarnej tuniki wyziera bordowa koronka. Jej dom jest połączeniem galerii sztuki z jarmarkiem. Czerwoną kanapę w kształcie ust wytargowała za pół ceny. Artysta mówił: 'Mowy nie ma, najwyżej rozłożę pani na raty!', ale przytaszczył mebel aż na piętro. Latająca krowa to prezent od dzieci. Kasper Toeplitz (47 lat) jest kompozytorem muzyki współczesnej, Baltazar Bluteau (33) - gitarzystą jazzowym, Ernestyna Bluteau (29) - pianistką i akompaniatorką. Przemalowany wózek dziecinny był rekwizytem scenicznym w jakimś programie, dziś pełni w salonie funkcję barku.

- Przyjaciółka mądrze zauważyła, że ten wózek symbolizuje całe moje życie. Najpierw byłam dobrą matką, potem dobrą artystką, teraz został mi tylko dobry alkoholizm - wzdycha komicznie.

Uwielbia mówić o sobie per 'tłusta staruszka', 'beztalencie gastronomiczne', 'zapóźniona w rozwoju intelektualnym'. Po kwadransie przechodzi na ty i wyjawia swoje najbrzydsze cechy. Po godzinie znam jej klęski życiowe. Na ostatnie metro wychodzę z przekonaniem, że nikt nie powie o Mazurównie gorzej niż Mazurówna.

Oczywiście jesteśmy umówione na jutro, pojutrze itd. W piątek idziemy do Comédie Française na Andrzeja Seweryna, w sobotę do squatu na koncert syna Kaspra. Na występ córki Ernestyny z zespołem muzyki dawnej zaprosiła także Elwirę Horosz i Olę Wiącek, młode projektantki odzieży z Krakowa.

'A co do przyszłości, to kupiłam w promocji bilety lotnicze do Szwajcarii i Nowego Jorku. Hurra, życie jest piękne!' - to typowy mail od Mazurówny.

Pani Toeplitz

- Jechałem samochodem przez MDM, spieszyłem się na kolaudację filmu do wytwórni na Chełmską - wspomina reżyser Jerzy Gruza. - Pod filarem na placu Konstytucji był kiosk z napojami, przy kiosku stała dziewczyna. Spódniczka najkrótsza z możliwych, na nogach bajeczne skarpetki. Blondynka, buzia słodka i trójkątna jak na obrazach Makowskiego. Wcisnąłem hamulec, wtedy nie było jeszcze korków i wszędzie można było stanąć. Nawijałem okropnie, obiecałem karierę w telewizji, poprosiłem o telefon. Dojechałem na Chełmską, siadłem koło Krzysztofa Toeplitza: 'Stary, jaką poznałem cizię! W dodatku zdobyłem jej telefon'. Toeplitz spojrzał na numer: 'To mój telefon, właśnie będę się z tą cizią żenił' - oznajmił.

Związek z KTT zaowocował synem Kasprem Teodorem, ale nie pobrali się.

- Zmienił mi imię, powiedział, że będę Kasią. Przedstawiał jako panią Toeplitz. Chciał, abym nosiła kostiumy Chanel, gładko się czesała i nie malowała. Chociaż poderwał mnie dlatego, że miałam za czerwone usta, za duży dekolt, za krótką spódnicę.

Szybkie małżeństwo z Tadeuszem Plucińskim było kompletną pomyłką. Przy rozwodzie zażądał podziału majątku, przecięła futro nożyczkami.

Poznała pianistę Wacława Kisielewskiego z duetu Marek i Wacek. Razem z nimi i ośmioletnim Kasprem w listopadzie 1968 roku odleciała do Paryża.

- Miałam 18 lat, gdy krytyk Zygmunt Kałużyński powiedział mi: 'W Polsce z mężczyzn liczą się tylko Toeplitz, Mrożek i Kisielewski'. 'Oho! - pomyślałam. - Sprawdzę'. Związek z Toeplitzem był zbyt burzliwy, przetestowałam Mrożka, został mi Kisielewski. Co prawda Kałużyński miał na myśli starego Kisiela, ale zakochałam się w Wacku.

- Uroczy, inteligentny, wrażliwy muzyk, któremu, niestety, nie mogłam dać szczęścia - mówi po latach. Całymi dniami leżał na łóżku i melancholijnie patrzył w sufit. Jedyną rzeczą, która go elektryzowała, był hazard. W Warszawie wracał nad ranem z pokera: 'Krysiu, pożycz 7200, już więcej nie gram, ale to dług honorowy, muszę spłacić w 24 godziny'.

- Krzyczałam: 'Nie!', ale szłam na pocztę, wyciągałam pieniądze z książeczki.

Gdy już byli na Zachodzie, zadzwonił z Baden-Baden. - Krysiu, jaki kolor lubisz? - Kolor czego? - Kolor porsche, bo wygrałem mnóstwo forsy!

Wygrał tuż przed zamknięciem kasyna. Ale nazajutrz była niedziela, salon samochodowy był zamknięty, za to otwarto kasyno. Zamiast porsche dostała rajstopy za markę - ostatnią, której nie przegrał.

Łabędź z biustem

Urodziła się we Lwowie tuż przed II wojną w rodzinie chemiczki i wybitnego matematyka (po wojnie ojciec był sekretarzem PAN). Miała trzy lata, gdy rodzice zabrali ją i jej starszą siostrę Basię na amatorski spektakl teatru polskiego. Tańczyły siostry Zofia Michna i Bogusława Michna-Czosnowska, był menuet z zegarem i magia teatru. Po powrocie do domu siostry Mazurówny napisały zobowiązanie, że zostaną tancerkami. Krystyna postawiła trzy krzyżyki własną krwią - siostra nacięła jej palec żyletką z temperówki.

I zostały. Krystyna po ukończeniu warszawskiej szkoły baletowej dostała etat - marzenie każdej tancerki - w Operze Warszawskiej i Teatrze Wielkim.

- Ależ się tam nudziłam! Tańczyłam partię 32. łabędzia. 31 było jednakowych: identyczna pozycja ręki (między pierwszym i trzecim palcem musi być trzy centymetry), ta sama pozycja głowy (ukosem w lewo, oczęta spuszczone). Ja miałam jak na łabędzia za duży biust, za wysoko trzymałam głowę i strzelałam oczami na boki.

Oczywiście przesadza - była partnerką wybitnego tancerza i choreografa Witolda Grucy, tańczyła z genialnym motylem Stanisławem Szymańskim. Mogła siedzieć w Teatrze Wielkim aż do emerytury, ale Francuzi zaproponowali jej stypendium w Paryżu - trzy tygodnie nauki tańca współczesnego. Zobaczyła, że świat się nie kończy na Polsce, balet na klasyce. Po powrocie wypowiedziała pracę, założyła zespół tańca jazzowego Fantom. Była połowa lat 60.

- Już jako koryfejka Opery wyłuskałam z grupy absolwentów szkoły baletowej Gerarda Wilka. Mówiono: 'Niedobry, za mocne ruchy i ta kwadratowa szczęka!'. Ale się uparłam i miałam rację, w tańcu współczesnym Gerard był niezastąpiony.

Z programem etiud baletowych do muzyki Komedy, Trzaskowskiego, Kurylewicza wysłano ich do Pragi czeskiej na międzynarodowy festiwal jazzowy. Zdobyli pierwszą nagrodę.

- Kieszonkowe wystarczyło nam na małe piwo w restauracji festiwalowej. Dotrzymywaliśmy towarzystwa swojemu kuflowi, a jeden po drugim podchodzili z gratulacjami zachodni impresariowie. Nad ranem mieliśmy 17 kontraktów: program telewizyjny w Rzymie, festiwal w Newport, tournée po Belgii. I cały sierpień w paryskiej Olympii (numer jeden w ówczesnym show--biznesie), co zaproponował im Bruno Coquatrix.

Piękne tańce ludowe

Dyrektor Pagartu Szymon Zakrzewski, łebski facet i światowiec, ucieszył się z ich sukcesu - od każdego występu polskiego artysty na Zachodzie Pagart brał 15 proc.

- Załatwię dodatkowe kontakty, zmontujemy całość z zespołem Trzaskowskiego i grupą wokalną Novi. Niech twoi tancerze zwolnią się z teatru i organizujemy tournée.

Ćwiczyli nowe układy w mieszkaniu Krystyny, gdzie była sala z lustrami. Telefon zadzwonił, gdy mieli już paszporty i bilety do Paryża. 'Nastąpiła zmiana decyzji, wyjazd odwołano, proszę zwrócić paszporty' - sekretarka w Ministerstwie Kultury przekazała polecenie i odłożyła słuchawkę.

- Do dziś nie wiem, jaka była przyczyna. Ponoć weterani sceny napisali pod właściwy adres, że jesteśmy za młodzi i niedojrzali ideologicznie na zagraniczne występy.

Mimo rozczarowania nikt z zespołu nie wrócił do Teatru Wielkiego. Tańczyli w hali maszynowej FSO na Żeraniu i na ciężarówce z okazji dożynek. Ale głównie na dobrych scenach, w Syrenie, na galach w Kongresowej, w telewizji. Mazurówna mignęła w filmach 'Sublokator', 'Przygoda z piosenką', 'Małżeństwo z rozsądku'. Opracowała choreografię do prawie 40 spektakli teatralnych, m.in. Wajdy i Axera, do 'Mojej córeczki' Różewicza w krakowskim Starym. Jej tancerze kupili samochody i mieszkania spółdzielcze. To kłuło w oczy.

- Prezes telewizji Włodzimierz Sokorski mówił z wyrzutem: 'Mamy takie piękne polskie tańce ludowe, dlaczego pani ich nie tańczy?'. 'Nie czuję się na siłach konkurować z Mazowszem i Śląskiem'. Wreszcie dwóch moich chłopaków wzięto do wojska, ogolono łby. 'Wypuścimy ich, jeśli wrócą do Teatru Wielkiego. Nie wrócą - będą dwa lata służyć ojczyźnie' - usłyszałam w KC.

Dwa lata bezczynności to dla tancerza koniec kariery. Zrozumiała, że głową muru nie przebije. Urządziła na Piwnej przyjęcie pożegnalne, powiedziała: 'Bierzcie, co chcecie, do samolotu tego nie zapakuję'. Gerard Wilk wyszedł z fotelem skórzanym na głowie, koleżanki - z telewizorem i samowarem z Desy.

Sale negro

W Paryżu nikt na nią nie czekał. Do Brunona Coquatriksa, dyrektora Olympii, nawet nie odważyła się pójść. W gazetach, które z trudem sylabizowała, nie było ogłoszeń: 'Zatrudnimy solistkę baletu'. Duet Marek i Wacek miał czasem występy w Niemczech, ale głównie wegetowali we czwórkę w wynajętych wspólnie pokoikach. Wacek, leżąc, studiował desenie sufitu, Kasper domagał się deserów. Krystyna pielgrzymowała od teatru do teatru.

- Stawałam w kolejce do kasy: 'Ja Polka, tancerka - szukać praca!'. Kasjerki wybałuszały oczy i odganiały mnie od okienka. Nim zrozumiałam, że istnieje coś takiego jak castingi, minęło dziewięć miesięcy. Na szczęście do głowy mi nie przyszło, żeby szukać czegoś poza zawodem. Dzięki temu 15 lat na Zachodzie zarabiałam nogami.

Usłyszała od kogoś, że w Teatrze Mogador tancerz i choreograf Victor Upshow szuka dziewczyny. Zostawiła Kaspra pod wejściem służbowym: 'Nie ruszaj się, synku, spod tego drzewa, mamusia o coś spyta i zaraz wróci'.

Weszła na zaplecze sceny i zamarła: smolisty Murzyn tańczył jak młody bóg. To był ten styl, o którym marzyła! Towarzyszyło mu siedem dziewczyn; wyraźnie widziała, że jedno miejsce jest puste. Spojrzał na nią. - Tancerka, Polka, szukać pracy. - To stań tam.

- Tańczyły szybko, ćwiczyły od miesiąca, a ja w ciężkich buciorach, niewygodnych spodniach i wełnianym golfie próbowałam za nimi nadążyć. Jeden obraz skończony, drugi obraz, ćwiczymy kolejne sceny. Pot mi oczy zalewa, sweter można wykręcać, Murzyn nic nie mówi, nie patrzy na mnie. Mija godzina, druga, wparowuje piękna blondynka: 'Cześć, Victor, samolot się spóźnił' - i staje na moje miejsce. 'Zostaw swój telefon, zadzwonię do ciebie' - mówi Victor. Mnie wtedy puściły nerwy: 'Ty sale Négro! Wstrętny Murzynie, nie masz odwagi od razu powiedzieć, że jestem za stara i nic nie umiem? Jaki telefon, mieszkam na szóstym piętrze bez windy, na herbatę nie mam!'.

Wypadła na zewnątrz, przemoczony do nitki Kasper (rozszalała się ulewa) posłusznie stał pod drzewem. Na widok płaczącej matki ryknął solidarnie. Zasmarkani, trzymając się za ręce, pobiegli do domu.

Teraz optymistyczna pointa. Po kilkunastu dniach na szóste piętro listonosz przyniósł telegram: 'Proponuję występy Grecja klub Onassisa Stop telewizja Rzym Stop zastępstwo Mogador Stop Sale Négro telefon...'.

To, co jej powiedział przy spotkaniu, zabrzmiało jak niebiańska muzyka:

- Tańczysz świetnie i szybko się uczysz, te pozostałe dziewczyny przy tobie są jak amatorki. Ale nie wiedziałem, jak się nazywasz ani gdzie mieszkasz. Szukałem, pytałem: 'Tancerka z Polski, blondynka'. Namierzył cię polski tancerz z Casino de Paris.

Od tej pory już poszło.

Onassis i Josephine Baker

Z szóstego piętra przenieśli się na pierwsze, Kasper zmienił szkołę. Z Kisielewskim się rozstali. W styczniu 1970 roku poznała swego przyszłego męża Jeana-

- Pierre'a Bluteau, artystę muzyka (gitara klasyczna). Przystojny, romantyk. Kupili wspólnie mieszkanie w Paryżu, z czasem także wiejski dom nad Loarą.

Dużo pracowała, z Victorem Upshowem ze cztery lata. Brał ją do grup 30-osobowych i trzyosobowych.

Pierwszym wielkim człowiekiem, którego wówczas poznała, był miliarder Arystoteles Onassis. Po tygodniu pracy w jego klubie uprzedzono tancerki: 'Ubierzcie się elegancko, będzie Onassis, po spektaklu na pewno zaprosi was na salę'. Cieszyły się na myśl o ostrygach i homarach, którymi się opchają.

- 'Pięknie tańczyłyście, pięknie! Na pewno chce się wam pić?' Onassis zawołał kelnera: 'Proszę o dwie karafki wody'. Kelner rozlał kranówę, wypiłyśmy: 'Dziękujemy, do widzenia'.

Gdy miała przerwy w kontraktach - rodziła dzieci. W 1974 roku na świat przyszedł Baltazar i wygrała casting do rewii w słynnym Bobino. Co trzy godziny mąż przynosił za kulisy syna do karmienia - zdumienie budził tylko polski becik.

Rewię aranżowano dla 69-letniej Josephine Baker. Był to jej powrót na scenę po latach nędzy i konfliktów z adoptowanymi dziećmi. Podpisano z zespołem półroczne kontrakty na Paryż, potem mieli wyruszyć do Nowego Jorku i Londynu.

- Baker tryskała energią. Gdy w przerwach padałyśmy pokotem ze zmęczenia, ona nie chciała nawet przysiąść na krześle, które nosiła za nią garderobiana. Śpiewała bez playbacku, tańczyła prawie goła, obwieszona jak w młodości bananami. Bardzo serdeczna: 'Dziewczyny, kupiłam wam 28 sandwiczy i coca-colę. No, dziewczyny, jeszcze raz od początku i do domu'. Czułyśmy, że uczestniczymy w historycznym spektaklu.

Na premierę (we Francji to 13. spektakl) przyjechała Grace Kelly i goście z całego świata. Występ był triumfem Baker i teatru.

- Reżyser nam przykazał: 'Jeśli po przedstawieniu zaprosi was na kolację, odmawiajcie, ona musi odpocząć'. 'Krystyna, idziemy coś zjeść, ja zapraszam!' 'Dziękuję, Josephine, ale mam małe dziecko!'... Odmówiły wszystkie. Baker wróciła do domu, położyła się i już nie wstała - zmarła we śnie.

Chowano ją w atmosferze żałoby narodowej. Dla zespołu śmierć miała dodatkowy wymiar: na bezrobocie poszło 28 tancerek odsianych w morderczym castingu, wyćwiczonych, najlepszych z najlepszych. Spróbujcie znaleźć pracę, gdy na rynku jest 27 konkurentek... Mazurówna znalazła.

Castingi

Nigdy nie wiadomo, jak się do nich przygotować. Katować się dietą i wygładzać zmarszczki czy tyć i hołubić obwisłe policzki? Mierzyć wzrost na bosaka czy w butach na koturnie?

Po urodzeniu córki utyła osiem kilogramów, siedziała w domu. Wpadła polska tancerka Bożena prosto od fryzjera: 'Błagam, chodź ze mną na casting do filmu Edith Piaf , bo strasznie się boję. Schudłam cztery kilo, na pewno za mało'.

Poszła nieumalowana, oparła się z tyłu na drążku. 'Ta z tyłu, podparta, panią też prosimy na środek '. Po kwadransie usłyszała: 'Panią bierzemy, reszcie dziękujemy'.

- Piaf długo śpiewała w podrzędnych kabaretach, więc reżyser wybierał niechlujne, grube tancerki - śmieje się.

Z francuską koleżanką Ireną wystartowały do musicalu 'Jezus Christ Superstar'. Szły łeb w łeb, aż podczas ostatniej selekcji na scenę wszedł reżyser. Spojrzał na Mazurównę: - Blondynka, słowiański typ urody. Przecież akcja toczy się w Izraelu!...

Kątem oka zobaczyła, jak Irena (też blondynka) wybiega za kulisy i wraca w czarnej peruce. - O, brunetkę angażujemy!

- Tak czy inaczej trzeba pamiętać: angażują cię czy nie, życie toczy się dalej. Odpadłam w dziesięciu castingach, jedenasty może się udać.

W Casino de Paris szykowano nową rewię, stawiło się kilkaset tancerek, wypełniły ankiety. Waga, wzrost, długość przedramienia od nadgarstka do łokcia, języki, specjalność... Wpisała: 'Gulasz po węgiersku'.

Komisja przegląda ankiety, wołają: - Numer 276, Maa... Mazurowna! Jaką pani ma specjalność?

Nie chodzi o kuchnię, tylko o taniec: klasyka czy akrobatyka?

- Klasyka, akrobatyka, kankan, stepowanie, ruskie z prysiudami - trajkoczę. I już wiem, że komisja mnie zapamiętała.

Dzień pierwszy - taniec klasyczny, odrzucono sto dziewczyn.

- Ta od gulaszu, ile pani ma wzrostu? 1,63? Hm, mało, ale jeszcze niech pani zostanie'.

Kolejny dzień - kankan, znowu odpada setka.

- Polka, gulasz, pani ma ile? 1,65? Mało, ale proszę zaczekać.

Mazurówna tańczy na niebotycznych obcasach.

- Polka, Kristina, ile pani ma wzrostu? 1,68? Przecież wpisała pani 1,61? Co, w Polsce są inne centymetry? Proszę jeszcze zostać, tańczymy!

Koniec castingu, werdykt: - Kristina! Niestety, jest pani za niska do zespołu!

- Banda amatorów! Nie mogliście tydzień temu ogłosić, że szukacie żyraf?! - Mazurówna wrzeszczy i tupie. - Ja mam talent!

- Dlatego angażujemy panią jako solistkę!

Tańczyła w Casino de Paris sześć lat. W dzień zajmowała się dziećmi, po godz. 20 była w teatrze. Kankan, 17 szpagatów skakanych, gwiazdy, piruety, przewroty - i tak wieczór w wieczór. Och, jak się znowu nudziła!

Demon czterdziestki

Zorganizowała Ballet Mazurowna. Na telefon zbierała sześć lub więcej tancerek w zależności od zamówień, które dostał impresario. Ćwiczyły u niej w domu. Specjalizowały się w kankanie, jeździły po Europie. Wygrały casting na występ przed Lizą Minnelli, w telewizji berlińskiej wystąpiły obok Hanny Schygulli.

- Schygulla przyznaje się do polskiego pochodzenia, przyszła do garderoby: 'Która to Polka Krystyna? Widziałam wasz występ, ty jeszcze świetnie tańczysz!'.

Nie usłyszała: 'świetnie tańczysz', dotarło do niej: 'jeszcze tańczysz'. Wróciła do Paryża i więcej nie wyszła na scenę. Miała 45 lat.

- Jestem wdzięczna Hannie Schygulli, inaczej jak bym się zorientowała, że pora odejść? Nie można 'jeszcze świetnie tańczyć'.

Zajęła się choreografią i znalazła nowe hobby - mieszkania. Akurat na własne życzenie była znów bezdomna.

- Dopadł mnie demon czterdziestki. Zakochałam się i po 13 latach udanego związku odeszłam od męża. 'Nie odbieraj mi kobiety mego życia' - płakał jak dziecko, bo był takim czwartym moim dzieckiem. Miałam okropne poczucie winy.

Zostawiła mieszkanie, dzieci nadal spały w swoich pokojach. Przyzwyczajone, że rodzice stale koncertują, długo nie wiedziały, że ojciec z matką się rozwiedli.

Nowa miłość - kierowca rajdowy - chciał kupić dla niej teatr. Kazał mierzyć krokami scenę Théâtre Comédia przy bulwarze Strasbourg - czy wystarczająca dla jej talentu. Miał być ogromny neon: BALLET MAZUROWNA. Ale się pokłócili, wcisnął pedał gazu i i odjechał. Zamiast teatru kupił trzy garaże, każdy na setkę samochodów.

- Od męża honorowo nie brałam grosza. Gotówki nie miałam, pozostawała pożyczka na mieszkanie.

Tylko kto pożyczy pół miliona franków 45-letniej tancerce, która dostaje 30 franków zapomogi dla bezrobotnych?

NA SKRZYDŁACH

Futro z lisów (z Polski), kapelusz z woalką, noga na nogę. Jestem artystką, dużo występuję w Polsce, w Nowym Jorku, mam swój zespół, może pan dyrektor widział mnie w rewii Casino de Paris?

(Dyrektor banku widział jakąś rewię, cudowna, czym może służyć?)

Chce tylko porady: czy to dobry pomysł, żeby kupić w Paryżu kilka mieszkań? Czy lepiej kupić kilka naraz, czy pojedynczo? Czy lepiej za gotówkę, czy na kredyt?

(Pomysł świetny, lepiej pojedynczo - podatki, na kredyt - lokator go spłaca, może lampkę koniaku?)

- No to niech mi pan udzieli tego kredytu, na początek pół miliona.

Sumy figurujące w kontraktach Ballet Mazurowna dotyczyły sześciu-ośmiu tancerek, ale kontrakty były na jej nazwisko. Umowy z telewizją polską miały mnóstwo zer (stare złotówki!). Dostała pół miliona, kupiła mieszkanie. Żarty się skończyły, zaczęły się schody, czyli comiesięczna rata - ponad 10 tys. franków. W ciągu czterech lat zaliczyła 17 zawodów.

Siedziała w okienku informacji na stacji metra i w kasie kina. Sprzedawała sukienki w hurtowni i biżuterię u jubilera. Była kierownikiem budowy, mierzyła pomieszczenia na oko. 12,60 za metr, lecimy, panowie, farbą wodoszczelną. W sklepie z winami doradziła klientowi białe słodkie wino do baraniny, 'bardzo wyrafinowane połączenie'. Uczyła tańca w przedszkolu - ósma rano, 35 bachorów, jednemu leci z nosa, drugi chce siusiu, trzeci ryczy. Była barmanką i kelnerką w Samowarze, Annie Kareninie, Bałałajce. 'Ile talerzy możesz naraz wziąć?' 'Jeden, ale będę bardzo szybko biegała'. W polskiej knajpie w pobliżu Les Halles obsługiwała w stroju krakowskim. 'Pani Krysiu, kotlety jeszcze się smażą, pani zatańczy gościom ze trzy hopaki!' - prosił kucharz. Tańczyła. I co miesiąc niosła do banku 10 tys. 350 franków. Na piechotę, żeby zaoszczędzić na metrze.

- Miałam zupełnie puste mieszkanie, spałam na materacu, który przyniosłam spod śmietnika, dojadałam w restauracji po klientach.

- Jak się w tym czułaś? Zmęczona, upokorzona?

- Mnie się to wszystko bardzo podobało! To było nowe wyzwanie, a tak bym była przez całe życie tylko łabędziem. Jeszcze dzisiaj dzwoni znajoma szatniarka w wielkiej sali koncertowej: 'Kryśka, nie zastąpiłabyś mnie?'. Zakładam białą bluzkę, czarną spódniczkę i lecę jak na skrzydłach. 'Dzień dobry państwu, bardzo proszę płaszczyk, miłego koncertu!' Czuję się, jakbym grała rolę w teatrze. A te parę euro, co dostanę, natychmiast wydam z przyjaciółką w restauracji.

Życie jest długą, spokojną rzeką

W mieszkaniu panuje atmosfera sztabu bojowego - co chwila dzwoni telefon i włącza się faks. Gospodyni instruuje pana Kazia, że ma pracę przy remoncie mieszkania, obiecuje Wioli zaprowadzić jej dziecko do lekarza i przenocować nowożeńców w podróży poślubnej.

Jeszcze zanim tu trafiłam, przeczytałam w internecie, że jadąc do Francji, rodacy przekazują sobie adres polskiego kościoła (są tam oferty pracy), najtańszych sklepów Tati i telefon domowy Mazurówny.

- To stare czasy, teraz przyjeżdża mnóstwo cwaniaków, mój patriotyzm zbyt często wystawiano na ciężkie próby.

Po francusku parla o kontrakcie do filmu, wygrała casting na rolę tancerki w komedii 'Życie jest długą, spokojną rzeką' (reż. Étienne Chatiliez). Wszystko dzięki temu, że średni syn Baltazar zaczął biegać i kazał matce także dbać o formę. Trzy razy w tygodniu Krystyna chodzi na basen, jogę, lekcje tanga i salsy.

- Często wiszą tam ogłoszenia, niedawno przeczytałam: 'Szukamy tancerek do komedii muzycznej (wiek obojętny)'. Akurat jestem w wieku obojętnym, więc dzwonię, panienka zapisuje moje nazwisko, pyta, w jakim teatrze tańczę. 'W Casino de Paris, ale ostatnio 25 lat temu'. 'To ile pani ma lat? 68?' I panienka zaczyna mówić wyraźnie i powoli: 'Czy pani ma o-łó-wek, żeby zapisać adres? Czy pa-nią bę-dzie miał kto przyprowadzić? Przeznaczamy na osobę 15 minut, ale pani dostanie pół godziny'...

Krótko mówiąc, cała ekipa - reżyser, trzech pomagierów i sprowadzona z Las Vegas choreografka - wypatrywała bohaterskiej staruszki. Pokazano jej prosty układ taneczny - w lewo, w prawo, cztery klaski, piruet i noga w górze. Odtworzyła to w kilka sekund. Kilka dni później przysłali kontrakt. Trzy miesiące prób i trzy miesiące zdjęć.

- Film zapewne będzie słaby, bo komedie muzyczne to specjalność Amerykanów. Zapewne mignę na ekranie jako 17. w szóstym rzędzie z prawej strony. Ale wolę cierpieć za grzechy, niż żałować, że nie spróbowałam.

- Ona ma ogromny talent do życia! - mówi Jerzy Gruza. - Czasem kompletnie zdołowany jechałem do Paryża, pakowałem się Krystynie do mieszkania i w ogóle nie wychodziłem. Odsypiałem się, oglądałem telewizję i ładowałem się optymizmem Krystyny. Jaka inna gwiazda sprzedawałaby bilety w podrzędnym kinie lub podawała płaszcze, uśmiechając się do wszystkich naokoło?

Agnieszka Osiecka, z którą swego czasu przypadkowo spotkały się na Grands Boulevards i przegadały pół nocy, sfotografowała ją do swego albumu: 'Krystyna Mazurówna, tancerka, choreografka, amatorka życia. Chodzi jak kot, ma przy łóżku szklaną lampę w kształcie tulipana. Towarzyszy jej, jak zwykle, zielone światełko'.

Jak zegarek

- Mieszkanie szczęśliwie spłaciłaś?

- I napisałam do sąsiadów, że gdyby sprzedawali mieszkania, kupię. Pierwszą kawalerkę wynajmował potem u mnie Gerard Wilk. Mieliśmy wspólną wizytówkę na dzwonku. Kupiłam lokal nade mną, z boku i przymierzam się do stu metrów na parterze. Kredyt spłacają lokatorzy. Przez wiele lat zarabiałam na życie nogami, teraz zarabiam głową. Wczoraj pękła rura, wzywałam hydraulika, jutro pewnie znowu coś wypadnie.

- Twórczo rozwijasz skrzydła w nowojorskim piśmie 'Kurier Plus', i to od 12 lat!

- Co tydzień piszę felieton, regularnie jak zegarek.

- Do Polski nie wracasz?

- Ale bardzo często jeżdżę. Znajomi żartują, że tanie linie Air Polonia splajtowały, bo na pniu wykupiłam wszystkie bilety po 12 euro.

- Czego żałujesz?

- Że nie urodziłam jeszcze sześciorga dzieci. To najlepsze, co mi się udało.

- Co robisz, gdy nie zajmujesz się dziećmi i nie kupujesz mieszkań?

- Cały czas się zajmuję dziećmi, cały czas kupuję mieszkania. Jak widzę jakieś poddasze, komórkę pod strychem, psią budę, od razu nabieram apetytu.

- Życie osobiste odpuściłaś?

- W żadnym razie, ale musiałabym się zakochać.

- Lubisz, jak mężczyzna całuje w rękę?

- Czuję się zażenowana. Jak mnie facet zaprasza do restauracji, na drugi dzień zapraszam go do droższej.

- Nie łapie cię rano myśl o bezsensie życia?

- Coś ty! Budzę się około dziesiątej, leżę i myślę: 'Och, jak mi dobrze, jak się cieszę '. Idę do łazienki, myję zęby i się cieszę. 'Kurczę - myślę - z czego ja się tak cieszę?' Z rozpędu się cieszę, ot co!

- A co ci się w nocy śni?

- Jak to co? Nowe mieszkanie.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego